Zona victis

Dlaczego tak się stało, co było tą przyczyną
Nikt nie wie i nie wskaże, choć ludzie nadal giną
Pewnej nocy pamiętnej w chałatach kilku ludzi
Rozsądku zaniechało, szatański los się wzbudził
Błysnęło wielkie światło lecz nie przyjazne światu
I już nie było łatwo, memu ukraińskiemu bratu
Władza taiła zbrodnie, jak tylko potrafiła
Decyzja ta nie jedno sumienie obciążyła
Do walki z kataklizmem rzucono biednych ludzi
By łopatami i piaskiem reaktor się wystudził
A sami siedząc z dala bezpiecznie i wygodnie
Kolejnych na śmierć posyłali, kolejne czyniąc zbrodnie
Głupota ją zrodziła, szacunku brak i wzgarda
Takich rodziców mając narodziła się okrutna, harda
Nikt jej nie zgłębi mroków, najmędrszy jajogłowy
Choćby wszystkie zjadł rozumy, wysiłek ten darmowy
Przez kilka lat był spokój, lecz czas nie ma znaczenia
Cóż dla niej wiosny, zimy, lub całe pokolenia
Tam gdzie igrano z mocą a człowiek chciał być Bogiem
Tam rozbudzono siłę co była ludzkim wrogiem
I nic to, że tam straszno, pułapki i potwory
Po miastach w ładnych gmachach podlejsze siedzą stwory
Jedni dość tych podlców mając, inni z chęci zysku
Do Zony się udali szperać po Wysypisku
To jest miejsce twardych ludzi, tych, co życie chcą wieść proste
A konflikty rozwiązuję przez świszczące kule ostre
Lecz jeśliś jest przyjacielem o szczerym i swojskim “pysku”
To od serca cię uraczą samogonem przy ognisku
Tam, gdzie stanowiska nic nie znaczą ani partyjne układy
Gdy kanalia się pojawi, choć chce przeżyć nie da rady
Tutaj nie ma zakłamania i szmaciarskich nie ma trików
Ech.. żebyż tak można w Zonę powysyłać polityków
I dać takiemu obrzyna, konserwy dwie do ręki
I strach w oczach zobaczyć, usłyszeć lęku jęki
Oznajmić tej swołoczy z godnością i w spokoju
Za to coś ludziom czynił - radź sobie teraz gnoju
Ci którzy do niej przyszli, nie z musu lecz świadomie
Dla tych pionierów Zona stała się teraz domem
Nie ma w niej dostatków, wygód, śmierć kosi, głód doskwiera
Więc kto takie życie wybrał dostał miano - Stalkera
Nie wielu nas zrozumie, więc powiem to otwarcie
Och, żebyś widział kiedyś to piękne nocne zwarcie…
I te kolory cudne, których gdzie indziej nie ma
Strach poczuł, śmierci oddech i to jak jęczy ziemia…
I te noce nie przespane lecz przleżane w strachu
Tu nie ma ścian bezpiecznych ani szczelnego dachu
Choć już ułożysz do snu swe ciało utrudzone
To powiek nie zamykaj bo zlekceważysz Zonę
Straszliwe ma potomstwo, zwane mutantami
I śmiertelne anomalie owocujące artefaktami
Gdy któryś w rękę weźmiesz a każdy się w dłoni zmieści
Przyjemnego uczucia doznasz kiedy ciepło skórę pieści
W Zonie ciężko, niebezpiecznie, lecz jest klimat i zasady
Inne prawa, życie inne… Już bez tego nie dam rady
I niech mówią - stary, głupi, mogą mówić żem szalony
Lecz ja w pierwszej wolnej chwili i tak wrócę znów do Zony

Mamy wiersz Vorenusa na temat Zony, na który powiem szczerze czekałem z niecierpliwością…
Wielki Vorenus nie zawiódł oczekiwań jak zawsze…Mały kozak to nie wiele, ale nic innego dać nie mogę…:grin:

malakasie, jesteś uprzejmym człowiekiem ale ja mam pełną świadomość miałkości tego wiersza. Łatwo jest pisać kalambury albo protesty, czy pastisze. Napisać coś o ulubionej krainie lub inne cennej rzeczy czy osobie to już inna sprawa. Przeliczyłem się z ilością tekstu, jest go zbyt wiele, ale nie potrafię kilkoma wersami opisać Zony. Ludzie z talentem do poezji a nie jedynie rymowanek piszą krótko, treściwie i ładnie. Wiesz, że ten wiersz powstał tylko ze względu na Twój powrót w żółty kolor i wiesz też, że poza forum nigdy niczego z rymami nie napisałem - ot taka nasza zabawa.
Prawdziwa poezja wygląda tak:
Stepy Akermańskie
Wpłynąłem na suchego przestwór oceanu,
Wóz nurza się w zieloność i jak łódka brodzi;
Śród fali łąk szumiących, śród kwiatów powodzi,
Omijam koralowe ostrowy burzanu.
Już mrok zapada, nigdzie drogi ni kurchanu,
Patrzę w niebo, gwiazd szukam, przewodniczek łodzi;
Tam z dala błyszczy obłok? tam jutrzeńka wschodzi?
To błyszczy Dniestr, to wzeszła lampa Akermanu.
Stójmy! - jak cicho! - słyszę ciągnące żurawie,
Których by nie dościgły źrenice sokoła;
Słyszę, kędy się motyl kołysa na trawie,
Kędy wąż śliską piersią dotyka się zioła.
W takiej ciszy! - tak ucho natężam ciekawie,
Że słyszałbym głos z Litwy. - Jedźmy, nikt nie woła.
Adam Mickiewicz

ja mam pełną świadomość miałkości tego wiersza. Łatwo jest pisać kalambury albo protesty, czy pastisze. Napisać coś o ulubionej krainie lub inne cennej rzeczy czy osobie to już inna sprawa. Przeliczyłem się z ilością tekstu

Wiersz jest bardzo dobry i wcale nie jest nijaki …ciężko opisać taki temat w dwóch słowach…

Jak dla mnie wiersz jest doskonały i nie mógłbym napisać lepszego…osądzą czytający

Zapraszam do dyskusji na temat wiersza …

Mi się bardzo podoba :kozak: Jeśli dostanę pozwolenie na najbliższym konkursie recytatorskim wybrał bym właśnie jego :face_with_tongue: