- Po zakończeniu oczyszczania reaktora numer 3, podjęto decyzję o oznaczeniu komina czerwoną flagą. Do tego zaszczytnego zadania wyznaczono trzech ludzi (dwóch z nich macie na zdjęciu). Po nieudanych podejściach z użyciem helikoptera, zdecydowano się na najprostszą metodę - trio musiało wspiąć się na sam szczyt komina, pokonując 78 metrów spiralnych schodów. Z uwagi na promieniowanie, cała operacja musiała trwać nie więcej, niż 9 minut.
W nagrodę dostali podobno po butelce Pepsi i dzień wolnego. A my narzekamy…
Swoją drogą gdyby reaktor 3 ucierpiał bardziej i zrobił “BUM”, to z Europy zostałoby jakoś tyle:
- W Niemczech istnieje całkiem pokaźna grupka radioaktywnych… dzików, które przywędrowały tam właśnie z Zony. Ich populacja zdaje się powiększać.
- Zona nie jest wcale tak radioaktywna, jak mogłoby się wydawać. Przez 2 dni spędzone w Czarnobylu, przeciętny Kowalski przyjmie dawkę 4 mikrosiwertów - mniej więcej tyle, ile podczas międzykontynentalnego lotu samolotem. Dzienna dopuszczalna dawka, po której nie zaczniemy świecić to 100 mikrosiwertów.
- Na ścianach mocno radioaktywnego reaktora pojawił się grzyb. Po wysłaniu tam robota, zbadaniu kilku próbek i przeprowadzeniu szeregu testów ustalono, że grzyb używa radiacji jako źródła energii, dzięki czemu może się rozwijać. W skrócie: w Czarnobylu jest grzyb, który żywi się promieniowaniem!
- Władimir Pawłowicz Prawik był dowódcą pierwszej brygady strażaków, która zajęła się walką z pożarem po katastrofie - jak cała reszta nie miał pojęcia, że pali się reaktor. Zmarł 11 maja 1986, przyjmując śmiertelną dawkę promieniowania, na skutek której jego oczy zmieniły kolor z brązowego na niebieskie.
- Martwe drzewa i liście w Czerwonym Lesie nie rozkładają się. Ma to związek z krytycznie małą populacją destruentów.
- Związek Radziecki nie od razu przyznał do awarii reaktora. Cliff Robinson, pracujący w szwedzkiej elektrowni kilka godzin drogi od Sztokholmu, przez przypadek odkrył wariujące mierniki promieniowania - w ten sposób świat dowiedział się o katastrofie.
- Żeby na nowo zaludnić Prypeć bez obaw o problemy zdrowotne jej mieszkańców, trzeba jeszcze trochę poczekać. Tak około 20 000 lat - warunki będą o połowę lepsze niż teraz, ale ciągle nieidealne. Dla lepszego oglądu: koza została oswojona około 10 000 lat temu, a 16 000 lat temu mapa Europy wyglądała nieco inaczej…
- Patrząc na zdjęcia porzuconych przedmiotów codziennego użytku można odnieść wrażenie, że ewakuacja została zarządzona natychmiast po katastrofie. Nic bardziej mylnego - przeprowadzono ją faktycznie szybko, ale dopiero 2 dni po incydencie.
- Jeszcze Zona nie zginęła - 200 ton radioaktywnego materiału ciągle zalega w reaktorze. Nie mówi się o tym zbyt często, ale do tej pory świat nie wymyślił rozsądnego sposobu na pozbycie się tego problemu.