Jump to content
  1. ABC początkującego stalkera

    1. Spis modów w zależności od poziomu trudności

      Nie wiesz w jaki mod wybrać? W tym dziale znajdziesz odpowiedni mod dla siebie dostosowany do twojego poziomu gry.

      86
      posts
    2. Poradnik początkującego stalkera

      Pierwszy raz grasz w moda? Przeczytaj ten dział aby ustrzec się problemów i ułatwić sobie grę.

      121
      posts
  2. Nowości na forum

    1. Nowe Mody

      Mody należy wstawiać korzystając z szablonu. Mody zostaną przeniesione po 30 dniach przez moderatora do odpowiedniej kategorii.

      33
      posts
    2. 2064
      posts
    3. Mody z opisem wielojęzycznym

      W tym dziele nie obowiązuje szablon dodawania modów.

      877
      posts
  3. Mody przetłumaczone na język polski

    1. 5321
      posts
    2. 3071
      posts
    3. 2704
      posts
    4. 20736
      posts
    5. 1853
      posts
    6. 5124
      posts
    7. 1227
      posts
    8. 1266
      posts
    9. 1112
      posts
    10. 848
      posts
    11. 21044
      posts
  4. Bar 100 Radów

    1. Hyde Park

      Wszystko o wszystkim i nic o niczym! Czyli dyskusja na różne tematy.

      15729
      posts
    2. W klimatach Zony - grafiki, kalendarze etc.

      Tutaj wrzucamy np. kalendarze i grafiki związane ze Stalkerem lub o podobnych klimatach.

      2678
      posts
    3. 8
      posts
    4. Multimedia

      Dyskusja na temat screenów, tapet, trailerów...

      164
      posts
    5. 479
      posts
    6. 1826
      posts
    7. 131
      posts
    8. 6646
      posts
    9. 263
      posts
    10. 5150
      posts
    11. PDA

      Pytania związane z funkcjami forum.

      1456
      posts
    12. Bazar Sidorowicza

      Kupię, sprzedam, zamienię... Zamieść i Ty swoje ogłoszenie...

      204
      posts
    13. Screeny miesiąca

      Screeny robione przez użytkowników w trakcie rozgrywki.

      63
      posts
  5. Zakątek tłumacza

    1. 175
      posts
    2. Dyskusja Ogólna

      Ogólne pytania na temat tłumaczeń i narzędzi

      630
      posts
    3. Błędy w spolszczeniach

      Dział o błędach w spolszczeniach.

      287
      posts
    4. Poradnik tłumacza

      Porady i wskazówki dla przyszłych tłumaczy modów.
      Minimum 5 postów dla czytania, Minimum 10 postów dla pisania

      7
      posts
    5. 13
      posts
    6. Tłumaczenie konkretnych modów

      Porady i wskazówki w tłumaczeniu konkretnych modów
      Minimum 5 postów dla czytania, Minimum 10 postów dla pisania

      367
      posts
  • Posty

    • Ostatnie zdjęcie powinno być inspiracją dla twórców mutantów w strefie.
    • Jest mały problem przy tych najemnikach. Ta snajperka z posterunku najemników, jak ją zabierałem była "wyzerowana". Wkręt nie podejmuje się jej naprawy. Zobaczę jeszcze co zrobi mechanik w barze. Jak nie będzie mógł, znów poproszę o zespawnowanie. Pośród najemników na posterunku, zabrałem PDA Ary, bardzo trudnego do zabicia. Czy on przez przypadek nie był kwestowym do innych zadań? Wyżej napisano, że PDA to powinno być właśnie z niego, ale ono dało mi przejście z Dziczy na MW. Później Łukasz dał drugie, z dużego ATP na magazyny. Sądzę, że po skorzystaniu z niego nie będzie znów tej chmary najmów. A tych najemników którzy szli do Pawlika nie obszukałem dokładnie. Zostawiłem obszukiwanie na powrót z posterunku, ale ci najemnicy rozsiani po MW skutecznie mi to uniemożliwili. Trzeba się będzie jeszcze raz pofatygować. Powinno ich być mniej, bo porwali się na Wilka i Kostię, a ich skutecznie przetrzebili. Ilość broni zaś była tak wielka, że chyba trzeba będzie zrobić ze trzy kursy aby pozbierać. O ile mod jej wcześniej nie usunie. A że najemników likwidowałem granatami, cześć tej broni też jest wyzerowana. Mam wstawionego czita na duże pieniądze z trupów i często są to kwoty nawet ponad 10 tys., tak że kasy mi nie brakuje. @Junx  skompilował mi dwa czity, wzajemnie się eliminujące, w jeden. Tak teraz znaleziona broń i pancerze są w pełni sprawne i ilość amunicji w trupach jest większą. Zasugerowałem mu aby go upublicznił. Piłeczka teraz po jego stronie. I na okrasę.                                       Przed młotkowaniem...                                                                    ... i po nim. Każdemu nowo grającemu polecam to oręże. Na początku trafienie już atakującego zombie może być trudne, tak samo z połamańcami, ale szybko dochodzi się do wprawy i wyczuwa moment kiedy uderzyć. A duże mutanty jak bibliotekarz, szpon śmierci czy chimery oraz dziki, padają bez problemu od jednego uderzenia. Mocno mi brakuje w HUDzie jeszcze jednego slotu, albo lokalizacji młota w innym niż dla noża. Aby można je używać bez zamiany. Młot do ręki i .
    • @kondotier ale to dobrze, że ich przybywa o to właśnie chodzi. Twoja postać w założeniu ma się rozwijać a nie zwijać. Co do Borowa i wysłannika to nie jedyne zadanie gdzie czyszczenie drogi nic nie daje, i według mnie jest to bardzo dobry zabieg, inaczej starzy wyjadacze na pamięć lecieli by z zadaniami, i nie było by żadnej przyjemności z przeprowadzenia tego typa na bazę, bo w sumie sam by szedł a Ty mógłbyś wykonywać już inne rzeczy. Polecam albo PKM albo AA-12 wtedy to zadanie staję się proste.    Mi to się bardzo podoba  
    • Za ten odkop liczę na platynową łopatę z diamentami  Wygląda na to, że jest kolejne wydanie https://www.wydawnictwoalbatros.com/ksiazki/czarnobyl-spowiedz-reportera/ Poniżej fragmenty z książki. Widziałem ludzi, którzy gołymi rękami przenosili bryły radioaktywnego grafitu. Coś takiego wydarzyło się pierwszy raz w historii. Sądzę, że było to możliwe tylko w tym kraju. W kraju, gdzie życie jednego człowieka nie ma żadnej wartości. IGOR KOSTIN   Likwidatorzy: Armia "robotów biologicznych"   W następnym tygodniu wiele razy wracałem do Czarnobyla. Ponieważ nie miałem jeszcze akredytacji, musiałem dogadywać się z milicjantami zabezpieczającymi teren. Niektórzy z nich pamiętali o albumie fotograficznym, który poświęciłem milicji, i zapraszali mnie do swoich samochodów. Udzielali mi także rad, jak chronić się przed promieniowaniem. Codziennie na miejsce katastrofy przyjeżdżali naukowcy, przedstawiciele wojska i partii, aby kierować pracami i nadzorować działania milicji, żołnierzy i robotników. Związek Radziecki odrzucił pomoc międzynarodową i radził sobie środkami, jakimi dysponował. Do pracy zmobilizowano ludzi. To do nich należała likwidacja skutków katastrofy w elektrowni atomowej w Czarnobylu. Od tej pory przylgnie do nich oficjalna i zarazem straszna nazwa "likwidatorzy". Do elektrowni wysłano od sześciuset do ośmiuset tysięcy żołnierzy i oficerów, również rezerwistów, których sprowadzano z całego Związku Radzieckiego. Pracowali tam także ukraińscy i białoruscy robotnicy i chłopi. Władza potrzebowała ich rąk i ich odwagi. W pośpiechu rozdawano maski i inne środki ochronne. Pierwsze maski, jakie nam dawano, przypominały świńskie ryje. Nazywaliśmy je między sobą "kagańcami" albo "ryjami". Pochodziły z magazynów oddziałów wojska stacjonujących w tej okolicy. Trzymano je na wypadek ataku chemicznego lub bakteriologicznego. Niestety, były bardzo źle skonstruowane: po dwóch godzinach noszenia usta pękały od gorąca i złej cyrkulacji powietrza. Dwa miesiące później rozdano nam inny model, który z powodu białego koloru został szybko ochrzczony słowem "płatek". W tych maskach można było pracować cały dzień, ale zmienialiśmy je dwa lub trzy razy dziennie, gdyż zbierał się na nich pył radioaktywny. Koszmarna akcja, którą nadal określano enigmatycznie jako "likwidację skutków katastrofy elektrowni w Czarnobylu", zachwiała wszystkim. Cały kraj wysyłał do Czarnobyla białe ubrania ochronne. Ta wszędzie obecna biel była dla mnie czymś zaskakującym, bo w Związku Radzieckim obowiązywał rygorystyczny system hierarchii. A tymczasem w Czarnobylu wszyscy byli ubrani na biało - ministrowie, generałowie, żołnierze. Nasze dotychczasowe życie legło w gruzach. Brakowało dających pewność wytycznych. Na kilka sekund przed śmiercią objawiała się prawdziwa natura ludzka. Podziwiałem panującą wokoło atmosferę spokoju i determinacji. Czasami miało się wrażenie, że nie wydarzyło się nic poważnego, że jesteśmy zwykłymi robotnikami z fabryki. Radioaktywność nie rozchodzi się równomiernie. Tworzy na ziemi jakby plamy. W niektórych miejscach notowano pięćset rentgenów, a tuż obok tylko kilka. Wystarczył powiew wiatru czy ulewa i wszystko się zmieniało. Kiedy szedłem przez pole bez dozymetru, nie wiedziałem, czy ziemia jest tam bardzo napromieniowana, czy nie. A w pierwszych dniach nie było dozymetrów, w każdym razie nie dla każdego, choć to jedyny sposób, by wykryć takiego wroga. Żeby zapobiec rozprzestrzenianiu się pyłów radioaktywnych, helikoptery zrzucały na elektrownię piasek, ołów i mieszanki klejące. Radioaktywność jest niewidzialna, bezzapachowa, bezbarwna. W Afganistanie i Wietnamie żołnierzom groziło, że zostaną trafieni kulą. Poczuliby ból, mogliby zginąć na miejscu, ale zagrożenie było przynajmniej znane. A w Czarnobylu nie. Wracaliśmy po całym dniu ogromnie wyczerpani. Myśleliśmy tylko o jednym: wziąć prysznic i zjeść. Myliśmy się tak długo, dopóki dozymetr nie przestawał dawać sygnałów, ponieważ pod koniec każdego dnia sami byliśmy radioaktywni, a nasze instrumenty pomiarowe szalały. Potem siadaliśmy do stołu. Dogadzano nam, bo żeby pokonać tego wroga, musieliśmy być silni i zdrowi. Dostawaliśmy mięso do każdego posiłku, piliśmy wino. W czarnobylskiej jadalni panowała zawsze wesoła wrzawa. Rozmawialiśmy o kobietach, o jedzeniu, o życiu. Opychaliśmy się tak, że z trudem docieraliśmy do łóżek. A potem ostatnie zwierzenia, ostatni dowcip i po kilku sekundach zasypialiśmy. Nazajutrz wstawaliśmy o wpół do piątej rano. Poranny rytuał zawsze był ten sam: pobieżna toaleta, pobranie krwi do badania i połknięcie pastylek jodu. Jod przyprawiał nas o mdłości, zwłaszcza jeśli połykaliśmy go na czczo, ale był to jedyny skuteczny środek przeciw rakowi tarczycy. Następnie, po lekkim śniadaniu, wkładaliśmy ubrania ochronne. Dołączali do nas żołnierze. Obiecywano im żołd podwójny, potrójny, a nawet kilkakrotnie wyższy od normalnego, jeśli będą pracować przy samym reaktorze. Poranne rozmowy pełne były marzeń o domach i samochodach, jakie będą mogli sobie kupić. Robiliśmy plany i rozmawialiśmy o przyszłości. Ale w ciągu dnia z powodu bardzo trudnych warunków pracy pojawiały się dolegliwości. Piloci helikopterów, którzy latali nad elektrownią, mdleli w czasie lotów. Nikt dokładnie nie wie, co działo się z likwidatorami. Wielu z nich zmarło, wielu chorowało. Oficerowie i zwykli żołnierze, wysocy rangą i ci mali. Dla promieniowania radioaktywnego nie ma różnicy, czy chodzi o kaprala, czy generała. Nie wiem, czy ci wszyscy ludzie byli naprawdę wolontariuszami. Ale tak czy owak dokonali rzeczy niewyobrażalnej. Wszyscy mieszkańcy naszego globu zawdzięczają im życie. Bez ich poświęcenia skutki katastrofy w elektrowni atomowej byłyby znacznie gorsze. Gorsze na Ukrainie i Białorusi, ale także gorsze w całej Europie, której połowa ludności musiałaby zostać przesiedlona, a połowa jej powierzchni przestałaby się nadawać pod uprawę. Likwidatorzy oddali do dyspozycji władz jedną z niewielu rzeczy, jakie można było jeszcze posiadać w Związku Radzieckim - swoje życie.   Codziennie otrzymywaliśmy gazety. Czytałem tylko nagłówki: „Czarnobyl, miejsce wielkiego czynu”, „Reaktor został pokonany”, „Życie toczy się dalej”. Politruk naszej jednostki organizował zebrania i mówił nam, że musimy zwyciężyć. Ale zwyciężyć kogo? Atom? Przyrodę? Wszechświat? ARKADIJ FILIN, LIKWIDATOR   Choroby popromienne. Wizyta w klinice nr 6   Pod koniec 1986 roku poczułem na ulicy w Kijowie, że idę zygzakiem. Miałem wrażenie, że płynę. Samochody i ludzie posuwali się wokół mnie zbyt szybko. Szum ulicy potęgowany był nierównym biciem mojego serca. Zamiast zapachów jedzenia, perfum czy spalin miałem w ustach smak wymiocin. Walczyłem z mdłościami. Z trudem wróciłem do domu. Od kilku już tygodni odwiedzałem lekarzy z powodu migreny i dolegliwości żołądkowych. Następnego dnia miałem się stawić na kontrolę, której poddawani byli regularnie wszyscy pracujący w Czarnobylu. Po kilku dniach dowiedziałem się, że tak jak i inni muszę natychmiast jechać do Moskwy, gdzie najcięższe przypadki leczono w klinice nr 6 szpitala wojskowego. Razem ze mną miały jechać jeszcze trzy osoby: dwóch likwidatorów i realizator filmów dokumentalnych Wołodia Szewczenko. Kazano nam stawić się w Moskwie 1 stycznia. Byliśmy poważnie chorzy. Odłożyliśmy jednak wyjazd do 3 stycznia, żeby spędzić Nowy Rok z rodziną. Jeden z nas nie pojechał: Wołodia Szewczenko już nie żył. W Moskwie zrobiono nam transfuzję krwi i poczuliśmy się lepiej. Najbardziej dokuczliwe symptomy minęły. Skorzystałem z tego i mimo zakazu zrobiłem chorym kilka zdjęć. Wracałem potem wiele razy do kliniki nr 6, żeby robić zdjęcia. Spotkałem Aleksandra, dwumetrowego olbrzyma, który nie wiadomo jakim cudem przeżył. Jako ślusarz pracował przy instalacjach rurowych. W momencie eksplozji w elektrowni trysnęła z nich radioaktywna woda. Rozpłynęła się wszędzie po podłodze wąskimi strumyczkami. Aleksander miał ochlapane ramię, wytarł je więc zwyczajnie ręcznikiem. A powinien był umyć je kilka razy, szorując skórę mydłem. Kiedy zobaczyłem go pierwszy raz, pokazał mi rękę. Był to wysoki, przystojny, silny chłop, ale zamiast ręki miał kość pokrytą grubą warstwą strupów. A mimo to uśmiechnął się do mnie. W jego uśmiechu nie było śladu żalu ani bólu. Opowiadał mi radosnym głosem o swym cudownym ocaleniu.  Jakiś czas po eksplozji do Moskwy przyjechał amerykański lekarz, Robert Gale, specjalizujący się w przeszczepach szpiku kostnego. Pierwsze operacje, które przeprowadził na chorych z Czarnobyla, były nieudane. Kiedy Sasza przybył do kliniki nr 6, uznano go za straconego. Dostał taką dawkę napromieniowania, że powinien był zginąć na miejscu. Gale zrobił mu jednak przeszczep szpiku, po czym położono Saszę w sterylnej sali i czekano. Po kilku dniach stwierdził, że czuje się lepiej. Nowa diagnoza mówiła, że jego stan jest stabilny. Powiedziałem mu wówczas, że zrobiłem zdjęcie Roberta Gale’a. Uprosił mnie, bym mu je dał. Dla niego Gale był świętym, cudotwórcą. Gdy potem przyjeżdżałem jeszcze dwa razy do Moskwy, odwiedzałem Saszę w szpitalu. Jego dobry nastrój bardzo mi pomógł. Kiedy pytałem, jak się czuje, zawsze odpowiadał, że wszystko będzie dobrze. Marzył o tym, żeby wrócić do domu na przedmieściu Kijowa, ale lekarze trzymali go w Moskwie, jak wszystkich, którzy byli bardzo napromieniowani. Chcieli śledzić rozwój jego choroby, aby zrozumieć, jak udało mu się przeżyć. Przydzielono mu mieszkanie w Moskwie i regularnie poddawano badaniom kontrolnym. W czasie wizyt w klinice nr 6 moją uwagę najbardziej przyciągali ci, którym, jak Saszy, przeszczepiono szpik kostny. W wyniku szoku pooperacyjnego ich organizmy były do tego stopnia pozbawione odporności, że trzeba było ich chronić przed najmniejszymi mikrobami. Przez kilka tygodni przebywali w białych sterylnych salach, w których nie było żadnych zapachów, a ciszę przerywał tylko szum monitorów kontrolujących i filtrów powietrza. Ich jedyny kontakt ze światem zewnętrznym odbywał się za pośrednictwem rurek. Abym mógł zrobić zdjęcia chorym, sterylizowano mój sprzęt tamponem nasączonym spirytusem. Musiałem zdejmować ubranie i nakładać sterylny kitel. Towarzyszył mi lekarz, który udzielał niezbędnych informacji. Rozmawialiśmy przyciszonymi głosami, stłumionymi dodatkowo przez maski. Kiedy wychodziłem z tych sterylnych sal, świat wydawał mi się zbyt rozgadany, hałaśliwy, pełen zapachów i ruchu. Któregoś razu poznałem tam nocnego wartownika z Czarnobyla. 26 kwietnia, zaalarmowany odgłosem eksplozji, wyszedł na dwór. Zafascynowany patrzył na czwarty blok, nad którym unosił się pióropusz ognia i pyłu. Po dwóch latach, kiedy robiłem zdjęcie, jego głowa i ręce pokryte były wrzodami. Reszta ciała, osłonięta ubraniem, pozostała nietknięta. Większości ofiar nie zobaczyłem jednak w klinice nr 6 ani w innych szpitalach Kijowa czy Moskwy. Czasami widywałem ich na ulicach miast Ukrainy i Białorusi. Liczba zachorowań nasiliła się kilka lat po katastrofie. W Kijowie często widziało się młode kobiety z blizną na szyi. Podczas tamtych tragicznych wydarzeń były jeszcze dziećmi. Blizny były śladami po usunięciu gruczołu tarczycy, bo tylko w ten sposób można było wówczas wyleczyć raka tarczycy. Po dziesięciu latach liczba chorych na Białorusi zwiększyła się dziesięciokrotnie. Ponad dwukrotnie zwiększyła się liczba chorób oczu, dróg oddechowych i serca. Nie mówiąc już o depresjach, neurozach i chorobach psychicznych... Od pierwszych miesięcy specjaliści badali związek między napromieniowaniem a ewentualnymi zmianami genetycznymi. Na przykład w 1988 roku w okolicy Żytomierza klacz powiła źrebię z ośmioma nogami. Zdobywanie informacji na ten temat było jednak bardzo trudne, bo w pierwszych latach po katastrofie władze starały się zatuszować sprawę, ukrywać dowody. Jedno jest pewne: było o wiele więcej wypadków wad rozwojowych u noworodków - zniekształceń rąk i nóg, wad wątroby i kręgosłupa. Zmiany w DNA były znacznie częstsze u dzieci z Ukrainy i Białorusi niż w innych republikach. Katastrofa wpisała się w nasze ciała, w nasze geny. Stała się naszym dziedzictwem.   Zaczerwieniona skóra robiła się czarna, pękała i odklejała się krwawymi płatami. Koszmar. Ulgę przynosił mu aerozol, ale klinika dysponowała niewielką jego ilością. LARYSA, ŻONA LIKWIDATORA   Źródło: https://menway.interia.pl/styl-zycia/po-godzinach/news-igor-kostin-czarnobyl-spowiedz-reportera,nId,3100174,nPack,1
    • Ja mam 3x3,1ghz, 4gb ramu, starą grafikę geforce gts 450 amp 1GB. Gram w FullHD ale na ustawieniach niskich i z oświetleniem dynamicznym. Wylotów z out of memory jeszcze nie doświadczyłem. Dobrze, że jakiejś wielkiej różnicy miedzy grafiką na low, medium nie ma to postanowiłem dla komfortu i bezpieczeństwa grać na niższych i na razie nie mam problemów. Co do zapisów to mam taki system w stalkerze od lat ;), że robię sobie 10 zapisów i co trochę je nadpisuję i tak w kółko, no jeszcze dochodzą auto zapisy z przechodzenia z lokacji na lokację. Także u mnie w OP 2.1 przez całą grę folder z zapisami to maks 100mb.
    • Gdzieś już wcześniej w temacie wspominałem że co jakiś czas trzeba przenosić save-y poza folder moda. To również wpływa na stabilność gry. Ja to robię systematycznie, jak mam w modzie ~2 GB zapisów to przenoszę poza moda i wszystko fajnie śmiga.
    • Pisałem już o wylotach z tym komunikatem. Zmniejszenie jakości tekstur o 2 paski powinno pomóc. Odciąża to z 1gb wykorzystywanej pamięci.
    • @GlucioPL - pierwszy dokument leży w sterowni przed szybem windy (górny poziom, zaraz przy wejściu).
    • Out of memory pojawia się na niektórych lokacjach często np. na bagnach ( przy grze full HD) i na pewno nie na początku gry. Ja mam 8GB pamięci, ale czy ten mod wykorzystuje więcej? To upierdliwe, że trzeba zjechać z rozdzielczością i szczegółowością detali a i tak wylot co 20-30 min. 
  • Tematy

  • Today's Birthdays

    1. Jozio
      Jozio
      (24 years old)
    2. Koma
      Koma
      (23 years old)
    3. Pirunvirsi
      Pirunvirsi
      (23 years old)
  • Forum Statistics

    • Total Topics
      10446
    • Total Posts
      136602
  • Member Statistics

    • Total Members
      12351
    • Most Online
      614

    Newest Member
    rafciu999
    Joined
  • Popular Contributors

×
×
  • Create New...

Important Information

By using this site, you agree to our Terms of Use.

Społeczność
Discord