13 grudnia 1995 roku w wieku 64 lat zmarł Anatolij Stiepanowicz Diatłow, zastępca naczelnego inżyniera ds. eksploatacji bloków energetycznych nr III i IV Czarnobylskiej Elektrowni Jądrowej i jeden głównych oskarżonych o spowodowanie katastrofy.
Ze wspomnień jego żony, Izabelli Iwanowej Diatłow, która zmarła dwa miesiące temu:
- "Tak bardzo kochał swoją pracę, że zapominał o rodzinie, wakacjach i całej reszcie. Tego wieczoru wyszedł do pracy, mówiąc, że wróci późno. O siódmej rano wyszłam z wnuczką do ogrodu, zaskoczyła mnie ogromna ilość wozów strażackich. “Szykują się na 1. maja” - wyjaśniła mała.
O dziesiątej rano zadzwoniła moja córka: "Mamo, blok wybuchł!” Nie do końca jeszcze świadoma, pobiegłam do szpitala. Nikogo nie wpuszczano, nie wolno nam było niczego przekazywać. Używaliśmy liny do wciągania szczoteczek do zębów i innych niezbędnych rzeczy przez okno. Ale nie potrzebował ich w pierwszych dniach, kiedy walczył o życie. Okazja do rozmowy z nim nadarzyła się dopiero pod koniec maja. Powiedział mi, że był na bloku całą noc. Bez maski, bez sprzętu ochronnego. Nogi miał strasznie poparzone do kolan i wyżej. Przesłuchiwano go nawet w szpitalu.
Władze zaczynały się niecierpliwić: nadszedł czas procesu, a oskarżony leżał w szpitalnym łóżku. Lekarze pozwalali go przesłuchiwać przez dwie godziny dziennie - był w bardzo ciężkim stanie, cały opuchnięty, z otwartymi ranami, bez włosów i brwi. Kiedy zapytałam prawniczkę z Moskwy, czy osoba w takim stanie może być sądzona, odpowiedziała mi: "U nas w kraju wsadzają wszystkich, nawet inwalidów.”
W sądzie rozprawili się z nimi szybko i brutalnie, a na świadków zapraszano tylko tych, którzy zgadzali się z oficjalnym punktem widzenia. Kiedy jeden ze świadków próbował bronić pracowników, sędzia zagroził, że na ławie oskarżonych są jeszcze wolne miejsca. Wyrok był z góry znany, a na sali siedzieli głównie funkcjonariusze KGB i ludzie z zaproszeniami, jak na koncercie. Anatolij i dyrektor elektrowni dostali po dziesięć lat. Umieszczono ich w różnych koloniach. W więzieniu zaczął pisać książkę, w której analizuje wszystkie szczegóły i przyczyny wypadku. Znalazł siłę, by ją dokończyć i bronić prawdy, a mimo to odszedł nie doczekawszy się przebaczenia."
Fragment artykułu autorstwa: Jelena Wawilowa, 2006
Tłumaczenie: Anna Skaza Morgenstern
Źródło: [KLIK]