
Trzeba przyznać, że świat w Atomic Heart jest bardzo kreatywny. Przejście gry zajęło mi jakieś 25 godzin, ale raczej było warto, bo nie spotkałem się jeszcze z grą, która w tak pokręcony sposób ukazuje alternatywną wizję ZSRR. Ludzie dzięki opracowaniu nowych technologii są w stanie tworzyć zaawansowane roboty, a nawet myśleć o podboju Układu Słonecznego. Rzecz jasna wszystko dla “dobra” własnych obywateli, partii i ustroju.
Spokój w zakładzie 3826 - głównym miejscu całej akcji - niestety zostaje zakłócony i tu rozpoczyna się nasza misja powstrzymania zdrajcy. Nie chcę spoilerować, ale w dużym uproszczeniu trzeba będzie zniszczyć mnóstwo zbuntowanych robotów - w trakcie tych wydarzeń poznany przyczyny wspomnianej zdrady, przeszłość protagonisty, plany kluczowych polityków partii i wybitnych naukowców.
Pomimo faktu, że gra jest ładna i sporo się dzieje, to były momenty, że mnie nudziła. Chodzi o monotonię podczas walki, bo okej - różnej maści robotów, a nawet mutantów nie brakuje, ale docelowo i tak trzeba je niszczyć. Dlatego zabrakło mi większego “urozmaicenia”, chociażby w postaci ocalałych z katastrofy, z którymi moglibyśmy porozmawiać i wykonać poboczne zadania, a przecież znalazłoby się na to miejsce, bo zakład 3826 jest ogromny.
Spotkałem się też z opinią, że w grze nie ma postaci, które można polubić, ale jest przecież Charles. Początkowo ta “głupia rękawica” mnie irytowała, ale po czasie polubiłem jego komentarze. Szkoda tylko, że zakończenie rujnuje naszą znajomość. Za to na koniec chciałbym pochwalić polski dubbing - bardzo pozytywne zaskoczenie.
Mam jeszcze do przejścia 2 DLC, a Mundfish planuje wypuścić łącznie 4. Tak więc na bogato. Nie jest to żadna recenzja, po prostu zwykła i niezbyt bogata w detale opinia po 20 godzinach gry.