Dan Simmons, “Terror”.
Kupiłem tę książkę w antykwariacie dobre dwa lata temu - zrobiłem to ze względu na pokaźną grubość (z czasem lubię coraz dłuższe historie). Widać było, że wcześniejszy właściciel nie czytał jej (chyba że w foliowych rękawiczkach nie rozchylając za bardzo stron - a już na pewno nie jadł przy tym kanapki z musztarda i keczupem tak jak ja mam w zwyczaju to robić podczas lektury). Ciekawa książka, dobrze napisana i przetłumaczona. Inną pozycja Simmonsa warta polecenia jest “Trupia Otucha”.
W maju 1845 roku na dwóch statkach – HMS Erebus i HMS Terror – ku północnym wybrzeżom Kanady wyrusza kierowana przez sir Johna Franklina ekspedycja badawcza, której celem jest poszukiwanie Przejścia Północno-Zachodniego. To ciąg przesmyków pomiędzy wyspami Archipelagu Arktycznego, gdzie od kilkuset już lat szukano możliwości opłynięcia Ameryki Północnej, chcąc zaoszczędzić na odległości przemierzanej drogą morską pomiędzy wybrzeżami Atlantyku i Pacyfiku. Członkowie wyprawy – zarówno oficerowie, jak i prości marynarze – wiedzą doskonale, co ich czeka podczas tej wyprawy: miesiące trudów przedzierania się przez skute lodem wody i nieustanne opady śniegu oraz gwałtowne huraganowe wiatry, trudne do wytrzymania temperatury poniżej zera, wieczny mrok, a być może i głód… Realną groźbą są też dzikie zwierzęta. Czeka ich również walka z własnymi lękami, przesądami, ale i z nieuchronnie pojawiającymi się na statkach chorobami, od szkorbutu po przypadki szaleństwa… Spotyka ich tam jednak coś jeszcze. I to coś znacznie gorszego… coś, czego nie mogli przewidzieć, a co czai się w arktycznej pustce, w mroku, śledzi każdy ich ruch, karmi się ich przerażeniem, atakuje i pożera… Dla osaczonych pośród lodu marynarzy jedynym wyjściem z tej przerażającej sytuacji wydaje się śmierć.



