Udało mi się ukończyć tryb „Przygoda”.
W Powrocie do Zony mamy tak naprawdę trzy mody w jednym - pierwszy zadebiutował w 2019 r. i ukazuje historię Inżyniera, który zdecydował się wrócić do S. Wykluczenia. Nie będę pisał, dlaczego to zrobił, ale warto zaznaczyć, że jego historia jest smutna. Po wydarzeniach z Ocalały: Ucieczka z Zony popadł w alkoholizm, został “okaleczony” przez Zonę i ogólnie nie wiedzie mu się zbyt dobrze, choć chyba tli się w nim resztka nadziei na dobry zarobek, a pieniądze w pewnym sensie mogą zagwarantować ucieczkę od przytłaczających zmartwień, aczkolwiek moim zdaniem jest to niemożliwe. Nie po tym, co przeszedł.
Wszystko rozpoczyna się na Pograniczu - nowej lokacji, której nie widziałem w żadnym innym modzie. Notabene całkiem klimatyczna mapa ze sporą ilością radioaktywnych miejsc, polem chemicznej anomalii, starą cerkwią i skrywanym laboratorium. Pomijając ciekawe miejsca, to najpiękniejsze historie piszą postacie. Na szczególną uwagę zasługuje kaleka na wózku inwalidzkim, który pragnie odzyskać to, co rzekomo odebrała mu sama Zona. Możemy mu w tym pomóc i ja właśnie tak postąpiłem, a co później się z nim stało? Cóż… Tego chyba nie wie nikt. Nasz tajemniczy inwalida, to nie odosobniony przypadek - postaci o różnych historiach jest znacznie więcej i co najważniejsze nie wszyscy są ludźmi. To warto podkreślić, że w Powrocie do Zony mamy do czynienia (w sumie na każdej lokacji) z mieszkańcami Zony, lecz nikt nie powiedział, że poznajemy jedynie ludzi. No i polecam stać się właścicielem bardzo pomocnego artefaktu, bo dzięki niemu łatwiej nam będzie zlokalizować schowki. Trzymałem go na pasie do końca gry.
Po przygodach na Pograniczu możemy je opuścić i w tym momencie poznajemy szczegóły dot. naszego głównego celu: wytropić i następnie wyprowadzić z Zony młodego mężczyznę. Szczegółów nie będę zdradzał oraz opisywał każdej lokacji, czy też wydarzeń na nich. Za to w moim odczuciu na uwagę zasługuje Zaton z tajemniczym wirusem w roli głównej, opuszczonym Skadowskiem i ogromną falą mutantów, która przetoczyła się przez tę część Zony. Było sporo mistycyzmu, szczególnie na Cmentarzysku pojazdów, ale też ludzkich dramatów, głupich pomysłów na zysk oraz żeby nie było zbyt pesymistycznie - nutki śmiechu z Nawigatorem w roli głównej. Bardzo mi się podobała rozmowa z mieszkańcami Zony - bez względu na to, czy dana osoba jest bandytą, powinnościowcem, czy też zwykłym stalkerem, to z przyjemnością czytało się to, co mieli nam do powiedzenia. Niektórzy byli wylewni, a inni nie, ale w trybie „Przygoda” z każdym tak naprawdę przyjemnie się rozmawiało.
Drugą stroną medalu jest możliwość dokonania wyboru. Nikt nas nie powstrzyma przed zastrzeleniem bezbronnego stalkera i przywłaszczeniu jego - dajmy na to - wartościowego artefaktu. Tak samo zresztą, jak nikt nam nie zabroni odebrać życia niegroźnemu już mutantowi. To jest właśnie fajne, że Jek@n (autor moda) dał nam wybór. W końcu to nasze sumienie. Warto też zwrócić uwagę na bar mieszczący się na Jupiterze. Też bardzo ciekawe miejsce, do którego przybywają miejscowi stalkerzy, włóczędzy, albo członkowie różnych frakcji. W tym barze poczułem prawdziwą atmosferę Stalkera.
Minusów jest niewiele, ale są. Niestety nie da się anulować zadań cyklicznych. W teorii można kombinować, jak się ich pozbyć (np. na Pograniczu), ale sami powinniśmy zdecydować, czy chcemy te zadania ciągnąć. Trochę też narzekałem na snajperów z monolitu na Jupiterze. Co jakiś czas następował ich spawn, a jak już nas postrzelili, to najczęściej trzeba było wczytywać grę. Wylotów miałem dosłownie kilka, a więc nie jest źle.
Jeżeli miałbym ocenić „Przygodę” jako moda, to na pewno znalazłby się w mojej ścisłej czołówce. Tak właściwie, to nie wiem, czy nie na pierwszym miejscu.
