Jump to content

Recommended Posts

 

Zapraszam wszystkich do komentowania i pisania o czym chcielibyście czytać.

Zaczynam:

 

Świt

 

Fiedia obudził się o świcie. Przetarł spuchnięte oczy i nerwowo poszukał fajek- cholera, nie ma. Spojrzał na PDA, do Sidorowicza ze dwie godziny drogi.

Stalker to ma pieprzone życie.

Wylazł ze śpiwora, gdzieś w oddali zawył niby-pies, ciekawe, stado, czy samotnik. Złapał odruchowo za pistolet.

Słońce pięknie wschodzi. Wziął puszkę tuszonki i uśmiechnął się w duchu, za parę godzin, jak Zona da, to zje coś ciepłego.

Przez chwilę pomyślał, czy nie łyknąć coś na rozgrzewkę, ale przecież nie ma trzynastej - uśmiechnął się w duchu. Schował śpiwór, przeładował snajperkę i ruszył w drogę.

Szło się lekko, powietrze było rześkie. Nagle zapachniało ozonem, niedaleko musi być anomalia, niech to cholera. Ręka zacisnęła się na śrubie. Spokojnie, spokojnie wymamrotał pod nosem.

Przystanął.

...................................................................................................................................

Wyjął detektor, obrócił się w miejscu z wyciągniętą ręką - aaa tu cię mam! Jeszcze parę metrów i nieźle bym się wpakował. Wzdrygnął się - nie ma to jak parę lat w Zonie, intuicja mnie nie zawiodła. Dużym łukiem obszedł anomalię, co jakiś czas przystając, dopóki nie poczuł się bezpiecznie.

Ruszył dalej, przyspieszył kroku, bo zmarnował trochę za dużo czasu. Jeszcze pół godzinki i dotrze do wioski.

Doszedł do małej grupy krzaków na pagórku; zwolnił; miał tylko moment, aby chwycić za nóż. Z szałem w przekrwionych ślepiach, rzucił się na niego, mocno wyrośnięty niby-pies. Nawet nie warczał, tylko ciężko dysząc skoczył, starając się złapać go za gardło. Fiedia przykucnął i ciął na ślepo, przez brzuch - poczuł ciepłą, śmierdzącą juchę. Przeturlał się w bok. Było po wszystkim, ale smród.... otarł twarz. Cholera - ciuchy do prania. Spojrzał na drgające jeszcze ciało - ech tym razem się udało. Obciął uszy i ogon. Poszedł w stronę widniejących w oddali zabudowań.

...................................................................................................................................

Bar

 

Pociągnął długi łyk, ach jak smakuje..., zimna, dobra wódka. Wentylator kręcił się z wolna.

Przez dym, spojrzał na młode twarze okupujące szynkwas. Barman zerknął, ale Fiedia jeszcze nic nie chciał. Pomachał przyjaźnie.

Zaciągnął się głęboko, te fajki mnie zniszczą, pomyślał, albo Zona. Zaśmiał się.

Przeciągnął ręką po szpakowatych skroniach. Coraz mniej weteranów, a więcej młodziaków. Zona przyciąga, jak Kalifornia w czasach gorączki złota, ale zbiera takie samo żniwo. Barman - wódki! Wypił. Co mnie opętało.....robię to dla pieniędzy. Co za filozofia?

Oparł się o stolik i przeliczył kasę. Za kotlety 200, dwa pistolety maszynowe -700 rubli, no fakt złom, ale za karabin szturmowy tylko 750! Zdarł ze mnie Sidor. Takie czasy.

Wyjął zdjęcie z folii. Natalia. Ech Natalii, Natalii, zanucił. Zawsze kobiety były motorem jego życia, ale Natalia jest wyjątkowa. Uzbieram 100.000 i wrócę. Tak, stówka i koniec. Przypomniał sobie, ciepło Jej ciała o poranku....

69008eca7f.jpg.aa1a88d2b04befc08bcacd198 

umieściłem za zgodą Natalii

...........................................................................................................................

 

Z głębi sali doleciało go wołanie . Fiediaaa!!! Fiediuszka!!! Rozpychając się między stalkerami, szedł gruby Grisza Kret. Małe świńskie oczka świeciły mu się na nalanej i spuchniętej od gorzały twarzy. Diabli nadali pomyślał, ale nie mógł już nic zrobić.

Ot mołodziec, ot moj brat - Grisza objął go jowialnie; zionął wódką i czosnkiem. Zasapany usiadł i odgarnął tłuste blond loki. Bystro spojrzał na Fiedię. Wcale nie był pijany; to jego poza, w rzeczywistości był sprytny i wyrachowany. Niejeden stalker stracił życie z jego powodu. Witaj Grisza, wycedził bez entuzjazmu. No Fiedia, bez żalu za ten ostatni raz, nuuu, napijemy się po jednym, nie mogłem ci wtedy podesłać amunicji, wiesz jak jest, Yoga rządzi na Wysypisku, a on... no nie lubi ciebie, delikatnie mówiąc, a sam powiedz, wytłukłeś mu trzech ludzi przy przejściu z Kordonu.

Nie wytłukłem, tylko się broniłem;te gady chciały mnie obrobić, ale dobra, nie wracajmy do tego. Czego chcesz?

Grisza zapalił, jest robota - 5 tysiaków. Zainteresowany?

Fiedia spojrzał na niego; jak płacisz pięć to dostajesz z piętnaście, pomyślał, ale pal licho - czemu nie, zawsze jest dobrze zarobić parę rubli. Mów.

W zasadzie są dwa zadania, pierwsze to uzyskanie informacji a drugie, to zdobycie substancji powodującej mutacje. Wiesz przecież, że po tych kilku latach w Zonie nie powinno być ani jednego mutanta, bo to ani się rozmnaża ani pączkuje - zarechotał, a wszyscy na nie polują. Wiadomo, wpływ na ilość tych gadzin mają emisje i niektóre anomalie, ale to nie tłumaczy tak wielkiego wzrostu populacji, jak ostatnio. Ktoś zaczął główkować i wpadł na to, że musi być czynnik ludzki w tym całym bałaganie. Wiesz co jest najcenniejsze - władza, a władzę daje broń. Ludzie dla tej pierwszej zrobią wszystko, nawet najgorsze świństwa. Zerknij na te zdjęcia; nie, nie pytaj skąd je mam - patrz, w Ciemnej Dolinie rozlokowało się wojsko. Otoczyli laboratorium jakby to była kwatera prezydenta.

Prawdopodobnie prowadzone są tam prace nad mutagenem, który może zmienić układ sił, a cała Zona to jedno wielkie pole doświadczalne i to darmowe, bo ludzie pchają się tu sami. Zauważyłeś, że jakby łatwiej jest dostać się do Zony. To wszystko wiąże się w logiczną całość. Teraz konkretnie: dostaniesz się do doliny, tam zorientujesz się na miejscu jak ugryźć temat, bo same zdjęcia to za mało, co dalej ustalimy przez radio. Za stary lis jesteś, to nie będę ci mówił, abyś uważał, ale z nikim nie gadaj, sprawa jest tajna i wiesz - tu przeciągnął palcem po gardle. Aha, sprzęt - ja daję amunicję jaką chcesz, broń masz swoją, chyba, że chcesz coś uzupełnić, no i najważniejsze; zerknij tam koło baru, dołączy do ciebie tych czterech od Lebiediewa. Młodziaki, ale niech cię nie zmylą pozory, chłopaki są po specnazie. Czyś ty Kret oczadział!? Poniosło Fiedię, ja DZIAŁAM sam - nie masz wyjścia, Grisza przerwał mu ostro, to Lebiediew zleca robotę. Jakie tam są tarcia na górze, skąd ten stary piernik zdobył te wiadomości, nie wiem. Krótko mówiąc - albo z nimi, albo w ogóle, ale; tu nachylił się i ściszył głos, jeśli dotrzesz do mutagenu a co najważniejsze wrócisz, to ten stary frustrat nie musi o tym wiedzieć, to będzie przecież baaaardzo dobry towar.

..............................................................................

Zadanie

 

Pierwszy zginął Saszka, nawet go lubił, był gibki, szybki i jakoś sympatyczny, mimo paskudnej blizny na twarzy. Szli dwójkami, a Saszka, jako piąty na szpicy; tak: specnaz i Bagna to za mało. Na Bagnach, tak naprawdę nie ma Zony. Nic mu nie pomogło; wlazł w karuzelę i po pięciu sekundach było po wszystkim....

Cześć chłopaki, zakrzyczał Fiedia!!! Na posterunku, do przejścia na Wysypisko, ktoś poruszył ręką w górę, no kto tam !? Fidi!!! To chodź, ale sam!

Już siedząc przy ognisku troszkę się śmiali, ech Fiedia - jeszcze chwila, a wywaliłbym serię z kałaszka; zombi nie zombi, a kozak rządzi, hczh, czknął Frytka.

Fiedia spojrzał; czy tu wszyscy muszą pić ? Frytka - powiedz jak jest na przejściu.

Chcesz przejść płać, a jak są pijani, to strzelają i tak, hczh. Nie pieprz, masz wejście? No mam, ale - co ale, Fiedia miał dość. Frytka złapał go za rękaw - dla mnie 500, a dla bandytów wystarczy pięć butelek Kozaka i 15 magazynków 5.56x45 mm - wchodzisz?

Mówisz i masz, ale jak coś? Fiedia jaaaa? nigdy. Za 5 minut jestem...

Nie wrócił, minęło 5 minut , 15. Idziemy!!!

Przy wraku Ziła, przykucnął; na palcach pokazał: czterech ,pierwsza..trzech, dwunasta.., ognia i ruszyli, trwało to piętnaście sekund( najchętniej by przeklinał). Siedmiu. Co z tego, Wracz bladł i trząsł się, jakby miał padaczkę; BĘDĘ ŹYŁ? Tak Wracz, tak ....

Pozbierajcie magazynki... , przykrył Wracza.

Coś zaszurgotało za plecami, kątem oka zobaczył granaty - huknęło.

............................................................................

 

Natalia otworzyła okno na ogród. Spojrzała na zegar, jeszcze trzy godziny i będę miała zdjęcia. Z kuchni dobiegło świergotanie kafeterki, w całym domu zapachniało kawą, troszkę zmarzła - nie zawsze spała w koszulce; lekko na palcach pobiegła do sypialni i rozsunęła zasłony. Szczupłą dłonią przeciągnęła po szorstkich, siwiejących włosach Fiedii.

Złapał ją mocno i delikatnie zaczął całować po oczach. Kocham tego wariata - objęła go ramieniem i wtuliła się, zwijając w kłębuszek, jak mały kotek.

 

2064aa9698.thumb.jpg.b1d4b9fdeb44538f54b   6d666f3cdc.jpg.fde791366047eaa431913f6fd  34dda6c5ca.thumb.jpg.92bdb74212805e2c342

umieściłem za zgodą Natalii

.............................................................................

 

Nie mógł się poruszyć. Związali mnie jak barana, pomyślał; światło z brudnej żarówki ledwo rozświetlało małe pomieszczenie. Yoga oparty o stół przyglądał mu się z ciekawością. Skinął głową - Fiedia tak dostał w szczękę, że mu chrupnęło w kręgosłupie, żeby nie szmata w ustach chyba by wypluł zęby. Zemdlał.

Jakiś pomagier, chlusnął mu wodą z wiadra i wyciągnął szmatę. To za chłopaków - spokojnie powiedział Yoga, a teraz mów.

Fiedia spojrzał – rozwiąż wychrypiał, ten mrugnął i przecięli sznurki. Powoli rozcierał spuchnięte dłonie. Wstał z krzesła i złapał butelkę bimbru ze stołu. Pociągnął spory łyk – zapiekły rozcięte usta. Krzywiąc się przekąsił ogórkiem.

Yoga należał kiedyś, zresztą jak większość tutaj, do armii, ale ten pół Polak pół Ukrainiec nigdy nie usiedział na jednym miejscu, co awansował, to za rozróby go degradowali.

Bardziej pasowałby na atamana kozackiej sotni w czasach Chmielnickiego; nieobliczalny, okrutny i samowolny. Tu na Wysypisku znalazł sobie doskonałe miejsce do życia. Handlował wszystkim i ze wszystkimi, ma najlepsze kontakty w strefie. Co jakiś czas przycisną mu łapę , ale tylko dla zasady – przecież gdyby chcieli, to wystarczą dwa helikoptery i kilka rakiet.

Tylko, dziś on, jutro inny – zawsze znany wróg lepszy, niż nowy.

Domyślał się, dlaczego jeszcze żyje. Yoga wiedział już o wojskowej akcji w Dolinie. Czujny jak ogar, zwietrzył interes. Nie było sensu ściemniać tego wytrawnego gracza. Widzisz, zaczął powoli, wojaki coś kombinują – wiem, wiem, czekaj. To wiesz, ale jest jeszcze coś. Krótko wprowadził go w temat. Co radzisz?

Chodź Fiedia, coś zjemy – na pusty żołądek źle się myśli. Kiedy szli do kantyny przypomniał sobie; a gdzie tych dwóch moich młodziaków? Dostali wycisk, ale nic im nie będzie, przydadzą się jeszcze, na razie nie chcę mieszać do tego moich ludzi, zawsze będą w odwodzie. W milczeniu jedli gorący gulasz, Fiedia odmówił wódki, dajcie herbaty, zawołał do barmana, wolał być trzeźwy, sytuacja była poważna. Skończyli.

Zaciągnęli się papierosami – zrobimy tak, oficjalnie wykupiłeś się, co i jak nikt nie śmie się mnie zapytać. Przy wyjściu z bazy zwrócą wam broń i sprzęt, tu masz mini GPS z radiem; ma być cały czas włączony – skrzywił się, ja i moi najlepsi ludzie będziemy tuż za tobą. Zawsze przyda się pomoc ha, ha, ha, zaśmiał się szczekliwie. Pomoc - raczej eskorta, pomyślał Fiedia, ale ‘tisze jediesz dalsze budiesz’, co robić. Na miejscu w Dolinie, zobaczymy co dalej. Ile razy to już słyszał…Dobra – założymy bazę przy starej stacji benzynowej, trochę to na około, ale będzie bezpieczniej, a trzeba też odpocząć. Wstał, puść moich, musimy się przespać; rankiem lepiej się idzie.

 

.........................................................................................................................

 

Szli jeden za drugim, co jakiś czas się zmieniając. Pogoda była kiepska, niebo zaciągnęły szare kłębiaste chmury, zagrzmiało gdzieś na zachodzie. Brakuje nam tylko deszczu pomyślał niechętnie i jakby wykrakał, lunął mocny, rzęsisty deszcz. Zona nas nie rozpieszcza. Podciągnął pas i poprawił kaptur, zacinało z wiatrem po twarzy. Zapikał GPS. Stójcie – krzyknął. Zerknął na PDA, kilka czerwonych kropek przesuwało się ze wschodu, równolegle do nich, a kilka z północy, bezpośrednio w ich kierunku. Padnij !! Runęli w błoto . Gienia na prawo – tam na wzgórek, kryjesz z rkm-u, ty Stiopa na lewo tam w krzaki, najpierw snajperka, a jak podejdą wal z granatów, ja idę na wprost. Strzelać tylko na mój znak. Skinęli głowami, każdy poczołgał się w swoim kierunku. Fiedia wyciągnął lornetkę, ciążył trochę namoknięty plecak; zrzucił go za siebie, teraz lepiej, westchnął i spojrzał na pole. Ci z północy pierwsi dostrzegli tych drugich, rozsypali się w tyralierę i otworzyli ogień.

Zagrzechotały kałasznikowy, dwie oliwkowe sylwetki osunęły się na ziemię jak szmaciane lalki, wypuszczając broń, reszta padła w błoto i zaczęła się odstrzeliwać, zajazgotały pistolety maszynowe, powietrze przecięły jasne serie – używali amunicji smugowej, co za durnie pomyślał, wystrzelają ich jak kaczki. Północni nie cackali się, charakterystycznie stęknęły granatniki, dwa grzyby wybuchów pojawiły się wśród Wschodnich. Rozległ się nieludzki wrzask, jakieś ciało wyrwało w górę. Ucichły strzały, ktoś strasznie krzyczał .

Tamci zbliżyli się do pola walki, zaczęli rabować poległych, rozległ się suchy trzask wystrzału z pistoletu. Krzyki ucichły. To sukinsyny, dorwali jakiś niedoświadczonych kotów, przeleciało mu przez głowę. To jest właśnie matuszka Zona - licz tylko na siebie.

Zastanawiał się co robić, z tamtych sześciu zostało pięciu, jeden dostał.

Zdjął szmatkę i przyłożył celownik do oka, miał podrasowaną snajperkę, w wizjerze dokładnie zobaczył twarz najemnika; pociągnął za spust, szarpnęło, bandyta klęknął i padł w błoto.Prawie równolegle padł strzał i drugi leżał na ziemi, to Stiopa. Ciężko zagdakał ręczny karabin maszynowy, Gienia nie dał pozostałym trzem, żadnej szansy, skosił ich kilkoma seriami.

Fiedia wstał . Dobrze, że ziemia miękka, trzeba ich pochować.

 

.....................................................................................................

 

Deszcz lał strumieniami, zmywał rozmazane błoto, woda wciskała się w każdy

zakamarek ubrania. Pozbierali ekwipunek, smutno wyglądały maski zawieszone na prowizorycznych krzyżach. Nie czas na zadumę, ruszamy rzucił krótko.

Doszli do małych skałek w kotlinie, tu przeczekamy deszcz, rozpalmy ognisko, trzeba osuszyć rzeczy. Prowizoryczny brezentowy daszek chronił przed deszczem, ciepło ogniska przyjemnie grzało zziębnięte dłonie. Stiopa stał na warcie przy wejściu do dolinki.

Powoli się przejaśniało, nieśmiało wyszło słońce z poza chmur, Gienia zluzował Stiopę.

Podniosła się mgła, ten pozorny spokój uśpił czujność Fiedii, a tego w Zonie robić nie wolno.

Usłyszał głośny tętent. Gienia nie miał szansy, stado mutantów dosłownie pokryło go, jak fala zalewa brzeg morza, nawet nie usłyszeli krzyku. Fiedia zdążył wskoczyć na skałki i gorączkowo strzelał z pistoletu, Stiopa miał mniej szczęścia, oszalałe stwory rozszarpały go do połowy, widział jego rozcapierzone palce ześlizgujące się po kamieniach.

Porwały ciało ze sobą . Przemknęły dalej pozostawiając kilka drgających trupów.

Spocony Fiedia nie mógł uwierzyć, że trwało to tak krótko. Nerwowo naciskał spust, a iglica głucho strzelała w pustą komorę, zabrakło amunicji.

Zrezygnowany usiadł i podparł głowę rękami, znowu został sam.

Czy to wszystko ma jakiś sens?

Oj weź się w garść Fiedia. Wyjął detektor, wskaźnik leciutko zamrugał, gdzieś musi być artefakt, warto poszukać. Szedł ostrożnie, jak zwykle przy anomalii, co jakiś czas przystawał i rzucał śrubą, głośno trzasnęło wyładowanie, detektor mocno zaświecił, znowu trzasnęło. Ominął niebezpieczne miejsce – jest, Bateria połyskiwała, rozpraszając promienie światła. Ucieszył się jak dziecko, wpadnie trochę grosza. Wrócił po własnych śladach.

............................................................

 

Słońce było już nisko, kiedy doszedł do przejścia. Spojrzał przez lornetkę, jakaś grupa ludzi w kombinezonach siedziała przy ognisku. Dwóch stało na warcie. Schował plecak i broń pod krzakiem, podniósł ręce i wolnym krokiem ruszył w kierunku ogniska. Stój – krzyknął wartownik. Nie czekał długo, podbiegli do niego i obszukali z góry na dół. Zaciągnęli go do ogniska. Tak jak przypuszczał, była to grupa wolnych stalkerów, którzy szukają w Zonie artefaktów. Na szczęście nie byli wrogo nastawieni, raczej obojętni, widać było po wypchanych plecakach, że obłowili się na Wysypisku i odpoczywają przed dalszym marszem. Jeden z nich podniósł się i zapytał – gdzie to droga prowadzi kolego? Bez broni, plecaka, jak to? Obrabowali cię? Wiecie jak to jest, schowałem rzeczy w krzakach, bo nigdy nie wiadomo na kogo trafisz, Fiedia jestem , no i mam butelczynę dla dobrej kompani. Zaśmiali się – bierz rzeczy i siadaj, zawsze mamy miejsce dla gościa z butelką.

Popijali, przegryzali kiełbasą, przekomarzali się kto jakie miał przejścia w Strefie,

Zrobiło się wesoło, ten co zaczepił Fiedię wyciągnął gitarę, świetnie grał, zanucili.

Nikt tu nikogo nie egzaminował, nie pytał skąd, dokąd, po prostu grupa twardych ludzi

odpoczywała po znojach wędrówki....

...........................................................................................................................

Otulił się śpiworem. Przypomniał sobie pierwsze dni w Strefie.

…………………………………………………………………………………………................................................

Szedł powoli, w dziurawych butach chlupotała woda. Kieszeń miał wypełnioną śrubami,

a w plecaku trochę bandaży, wódkę i parę konserw. Stary kałach ukradziony z wojska majtał się na ramieniu. Dlaczego tu jestem – bo nic innego nie przyszło mi do głowy. Po redukcji żołnierzy w armii, mógł zostać ochroniarzem, ale na to był za hardy, a milicja cóż…

Takich nie chcieli. Zobaczył parę ogłoszeń w internecie, o zapotrzebowaniu na nielegalne

artefakty zdobywane w Zonie i wyruszył. Natalia nie mogła tego zrozumieć, prosiła, błagała,

nie ryzykuj, ja utrzymam dom – mówiła, ale męska duma nie pozwoliła mu na takie rozwiązanie. Wrócę kwiatuszku, wrócę – pomyślał. Rzucę ci świat do nóg. Jeszcze trochę.

Musiał dostać się do środka Strefy, miał zlecenie na zdobycie pięciu baterii dla nielegalnego laboratorium w Berlinie. To pozwoli mi na lepszy sprzęt i broń – muszę to zrobić, dla niej, dla nas. Doszedł do ogrodzenia z drutu kolczastego – teraz się zacznie. Leżąc, przeciął nożem parę drutów i przeczołgał się do Strefy. Nareszcie – jestem. Zmierzchało się, światła reflektorów z pobliskiego posterunku omiatały teren. Znieruchomiał – nie będzie łatwo.

Minęła godzina, zrobiło się całkiem ciemno, zdrętwiał, ale wiedział, że teraz będzie łatwiej przejść. Omotał szmatą lufę pistoletu i zaczął się czołgać. Przy małych krzakach mógł się podnieść – odetchnął, wszystko przede mną. Uśmiechnął się – Fiedia jeszcze potrafi.

Teraz cel – dotrzeć do stalkerów i bezpiecznie przenocować, to, co czytał o Zonie jawiło mu się stekiem bzdur, bajek i zwykłego zmyślania, jak kiedyś marynarze bajali o wielkich ośmiornicach, czy meduzach połykających całe statki. Zerknął na PDA, gdzie miał zaznaczoną pozycję bazy wolnych najemników. Dwa kilometry – niby mało, a dużo. Trzeba pamiętać o anomaliach i ciemno jak w ….. . Włączył latarkę, jak tylko zarobię, to kupię porządny noktowizor.

..........................................................................................................................

Przekręcił się na bok i poprawił zapięcie śpiwora – ach te początki były trudne.

..........................................................................................................................

Pierwsza emisja, jaką przeżył była szokiem – detektor wył , PDA zwariował.

Drobna zwierzyna pryskała jak opętana przed siebie, nie patrząc, kto stoi jej na drodze.

Niebo zrobiło się czerwonawe z sinymi barwami na horyzoncie – uciekać, uciekać, tylko to mu zaświtało. Nagle wszystko ucichło. Wydawało się, jakby czas stanął w miejscu, błysnęło.

Podniósł rękę do oczu, w zwolnionym tempie, jakby w świetle stroboskopu. Huknęło – grom przetoczył się przez pustkowie. Potem przyszedł wiatr, podmuch przeturlał Fiedię.

Jak suchy liść wyleciał w górę, a zaraz potem grzmotnęło nim o ziemię. Przez załzawione oczy zobaczył rozwalony właz do betonowej rury – tym razem miał po prostu szczęście.

............................................................................................................................

 

Wczołgał się do środka i skulił w zapadniętej części rurociągu. Pociemniało – światło stało się jakieś centkowane, jak ekran telewizora po stracie sygnału. Coś otarło mu się o nogi, nawet nie chciał myśleć co to za paskudztwo, tylko podciągnął stopy pod siebie.

Ziemia zadrżała, raz, drugi i nagle jak po machnięciu czarodziejską różdżką, wróciło słońce i spokój. Teraz nie zapomni do końca życia charakterystycznego pisku detektora oznajmiającego nadejście emisji. Ten sygnał oznacza tylko jedno – rzucaj wszystko i chowaj się do jakiejkolwiek dziury, inaczej czeka cię śmierć. Coś podrapało go za plecami – nerwowo złapał za pistolet. Tuż za nim leżała martwa samica niby-psa, i kilka martwych szczeniąt, jedno tylko niemrawo wtulało się w niego, szukając być może matczynego sutka.

-:No masz ci los, mruknął

Delikatnie wziął malca na ręce, był to samczyk. Na szczęście już widział; drobnymi ząbkami złapał Fiedię za palec. Położył go na kolanach i wyjął trochę kiełbasy z plecaka. Piesek żarłocznie rzucił się na jedzenie.

-:Ot towarzysz mi się znalazł – zaśmiał się.

-:No i jak cię nazwać?. Burku jeden

..............................................................................................................................

Mijały tygodnie, piesek rósł i nie odstępował Fiedii ani na krok.

Wkrótce ta nieodłączna para stała się wizytówką Zony. W miarę jak Fiedia zdobywał szlify

Stalkera, tak Bury, takie dostał imię – mężniał i rósł w siłę; stał się potężnym samcem, którego trzeba było się bać, potrafił jednym szarpnięciem pyska przetrącić kark szybkiego snorka, czy rozerwać gardło bandycie. Ich para powoli wchodziła do legend Zony.

Stalkerzy przy ogniskach opowiadali sobie o nich niezliczone historie, najczęściej wyssane z palca, ale tak już jest, że każdy potrzebuje bohaterów, aby osłodzić sobie szarą rzeczywistość.

Fiedia nie zostawiał Burego, nawet kiedy robił interesy, czy chodził do baru. Bury nigdy nie warczał i mimo potężnej postury poruszał się cicho i spokojnie. Zrobił pewnego rodzaju furorę, gdyż lubił piwo. Kto chciał dać zlecenie dla Fiedii, musiał zaakceptować Burego.

…………………………………………………………………………………………………

-:Ech Bury, Fiedia otarł zwilgotniałe oczy i mocniej opatulił się śpiworem. Zasnął.

................................................................................................................................

 

Do stacji benzynowej miałem kilka kilometrów, mogłem iść na skróty, albo dłuższą drogą przez anomalie. Wiadomo co wybrałem!

Szedłem lewą stroną wzdłuż strefy. Chciałem ominąć posterunki a na mutanty mam ....

Edited by Fiedia Cezar
Link to comment
Share on other sites

  • Replies 85
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Elvisie Scatter! Twoje rady dotyczące rozgrywki i ,,szpeniowania" w plikach zawszy były trafne. Co do literatury nie masz jednak racji, niech Fiedia pisze jak najbardziej w realiach Stalkera. Tyle ,,łaził" po Zonie że zna ją lepiej od słynnych braci, może faktycznie napisze nowele, może wyjdzie mu mała powieść? Mody kiedyś się wyczerpią a pomysł na ciekawą literaturę niekoniecznie. Właśnie skończyłem C.S.(zakładałem grę 3 razy) oczywiści grałem też na Random Modzie, wcześniej So. C. w Oblivionie i Priboi-u i już brakuje mi teho klimatu i środowiska. Fiedia trzymaj się planu i pisz bez kompleksów i zahamowań, jeżeli jesteś też fanem Sapkowskiego może rozważysz dodanie do frakcji Stalkerów kasty odpowiedniej do Wiedźmina powstałej i wyspecjalizowanej tylko w celu eliminacji mutantów? Może twoja nowela/powieśc spodoba się nie tylko fanom Stalkera?

Link to comment
Share on other sites

Vorenus,

Pisząc to, bardziej rozchodziło mi się o zmienioną Zonę; nie taką samą, bo to już przeżyłem wielokrotnie w grze. Dlaczego Wilk został szefem obozu dla najemników? Należałoby to wyjaśnić. Najciekawszym rozwiązaniem jest przedstawienie własnych przygód w Zonie. Czy z wybujałą fantazją lub nie... bez znaczenia.

Link to comment
Share on other sites

Spoko Mużyki! Wiem że mody to robota dla tęgich głów, ja nie zawsze radzę sobie z ich instalowaniem. Elvis! Popieram pogląd że w opowiadaniach muszą być nowe wątki bo inaczej byłyby recenzją z gry. Nie chcę kompromitacji ale wydaje mi się że był film o tytule naszej gry, będę szukał po necie jak coś znajdę dam znać.

Link to comment
Share on other sites

Ten film to "Stalker" Andrieja Tarkowskiego. Powstał w 1979 roku na motywach powieści Strugackich. Jest on uznawany przez wielu krytyków za jedno najwspanialszych dzieł w historii kinematografii, choć bardzo niedocenionych. Na którymś forum gadałem z gościem, który go widział i powiedział mi, że film jest po prostu żenujący. Dzieło w skali od 1 do 10 dostałoby 1. Próbowałem jakoś zdobyć ten film, ale bez skutku. Chyba zostaje tylko NET.

Link to comment
Share on other sites

Dzięki serdeczne za poparcie. Piszę dalej ręcznie i wrzucę jakiś większy kawałek. Jestem też fanem Sapkowskiego i oczywiście Wiedźmin stoi na półce, oraz jest na twardzielu. Czuję jednak, że mam za słaby warsztat, aby pociągnąć wielowątkowość. Tak samo nie chcę nawiązywać do fabuły z gry- może będzie Stalker 3 i mnie jeszcze GSC pozwie :mrgreen:

Link to comment
Share on other sites

Stalker 3 to chyba najwcześniej za jakieś 2 lata... Może pokusisz się Fiedia o wyjaśnienie rozmnażania się mutantów? Po każdym zwarciu jest ich więcej w okolicy ale z kąd się biorą nie wiadomo. Są obojnakami i pączkują czy występuje jakiś dymorfizm płciowy? Co do Zombiaków sprawa jest jasna, reszta jest zagadką. Wiem że z fabuły wynika niejasno że w sprawę wdali się naukowcy ale laboratoria już nie działają a mutanty ciągle się odradzają. Proponuję nadać im jakiś zwierzęcy pierwiastek i nie szukać ich kolebki w kapuście.

Ślepy pies, Niby pies, Kot, gryzonie to chyba tradycyjnie możne je ``powielać`` ale Pijawka, Snork, Chimera, Niby olbrzym... pogłówkuj i może Twój bohater odkryje jedną z tajemnic Zony? :?:

[ Dodano: 2009-01-16, 21:15 ]

Oj! Coś ciężko o ten film, piszecie że słaby ale chyba warto zobaczyć. Może w przyszłym tygodniu będę coś wiedział?

Fiedia! Jak Ci idzie pisanie? Bohater ominął tą anomalię? Może znajdzie jakiś artefakt? I dlaczego przed 13-tą nie chciał łyknąć? Zasady takie czy prohibicja w Zonie? Wrzuć coś, nie musi być dużo... :-?

Link to comment
Share on other sites

po bezczynności zostajesz wylogowany ze względów bezpieczeństwa.

Zrozumiałe, bezpieczeństwo Forum ma pierwszeństwo. Nic nie zmieniaj. Będę wrzucał po parę zdań. :-D

Dzięki Vorenus za wsparcie, dałeś mi 'kopa' do pisania. :-D. Faktycznie trochę się wstydziłem.

Wiesz interpunkcja, gramatyka, nie jestem polonistą.

Link to comment
Share on other sites

Wszystko w jak najlepszym porządku, może za wyjątkiem cen u handlarzy. Wklej jakieś zdjęcie tej Natalii, ciepła, wyjątkowa i żeby jeszcze nie pyskowała... za często. W gierkach zabrakło żeńskiego elementu, może to i dobrze bo jeden z bandytów przyznał się że z braku kobiet zaczynają kręcić go mutanty... Tak to zdecydowanie dobrze że w Zonie nie ma kobiet, strach pomyśleć jaki los czekałby je u takich napaleńców. Jak wkleisz jeszcze coś to sobie wydrukuję i może za paręnaście lat oddam do jakiegoś muzeum jako pierwszy egzemplarz strony wielkiego dzieła? Ale tą Natalię chroń przed Zoną, szkoda takiego skarbu.

Link to comment
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.
Note: Your post will require moderator approval before it will be visible.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

×
×
  • Create New...

Important Information

By using this site, you agree to our Terms of Use.