Jump to content

PRL: ówczesna normalność - dzisiejsze patologie.


cichy
 Share

Recommended Posts

   Jestem rocznikiem 1975, i doskonale pamiętam wiele z okresu PRL. Tak jak Autor poniższego materiału, moje dzieciństwo przypadło na tamten czas. Uważam system totalitarny jaki nam (bardziej pokoleniu moich dziadków i rodziców) wpajano na siłę, miał wiele bardzo złych cech, ale... No właśnie: ze wszystkim, co obejrzałem w poniższym felietonie muszę się zgodzić. Byliśmy bardziej "ludzcy", normalni, niezmanierowani chorą poprawnością polityczną, która na złodzieja nie pozwala teraz powiedzieć złodziej, na oszusta - oszust, a na zwykłego krętacza pokroju "Nikodema Dyzmy" - bydle i cham - bo takie "wszy" nami rządzą od 1989 roku - złodzieje, krętacze i oszuści, dorobkiewicze bez sumienia. Może się komuś to nie podobać, ale dla takich "wszy" i "pasożytów" wynajął był Łagier na Kołymie wraz z obsadą dozorców (starej daty sadystów) od Putina, i tam ich wszystkich wysłał by skończyli tak jak na to zasłużyli. Polecam materiał: taka lekcja człowieczeństwa, o którym zapomniano...

   

Link to comment
Share on other sites

Jakby co to jestem rocznik 1965, na podwórku koło stawu przy Nowowiejskiej zawsze bawiliśmy się w strzelanego, chodziliśmy na szaber na działki przy Odrze nie niszcząc działek, z ku... z ormo nikt się nie zadawał, byli niczym tzw. "niewidzialni" z Indii.

Jak był problem to dawało się w ryj na ringu a nie jakieś ped... zagrywki w stylu dzisiejszych internautów.

Nie było pasożytów w stylu 100+, wszyscy niczego nie mieli ale mieli coś czego dziś nie uświadczysz nawet za bony z pewexu.

Jak kupowałeś towar lub usługę to miałeś 1-2% szans, że wciśniesz się na minę, nikt nie tolerował zagrywek w stylu dzisiejszych "trybunów ludowych" i innych takich z Azji  jakich mamy wokół pełno.

Jeśli kupowałeś grę lub inną zabawkę to miałeś 100% pewności, że kupujesz produkt końcowy w pełnej krasie a nie ersatz tegoż.

Kolesie/kumple/przyjaciele z mojej półki albo nie żyją, wyjechali na antypody, lub garują, reszta jest taka jak w latach 70-ych, do dziś i nikt nikogo nie pyta czy to tamto owamto, robi się coś, cokolwiek, dla kolesia/ów (koleś forma ogólna w której skład wchodzą też koleżanki/kumpele) nie dla jakichkolwiek korzyści - czy dzisiejsza młodzież wychowana na kulcie "wzorców" z "holiłudu", zachodu (dziś widać jak bardzo zgniłego) to skuma.

Link to comment
Share on other sites

Fajnie gość opowiada, tylko że jego wiedza o PRLu jest niewielka, tak jak i okres jego życia w nim. Muszę przyznać, że mimo wszystko trafnie uchwycił różnice między PRLem, a dniem dzisiejszym, na korzyść tego pierwszego.

Ja PRL przeżyłem w całości. Urodziłem się w III Rzeszy, bo ten fragment Polski został do niej włączony. Potem, o czym niewielu wie i wspomina, żyłem w Rzeczypospolitej Polskiej, aż do 1952. To był okres mojego wczesnego dzieciństwa. Prawie równo z pójściem do szkoły, zaczął się okres  życia w PRLu. Okres nazywany błędnie "komuną", bo komuna to własność wspólna, a takiej wtedy nie było. Była wszechobecna własność państwowa, z małymi wyjątkami dla rzemieślników, czy ogrodników. Prywatną własnością szarego obywatela było to co miał na grzbiecie i wyposażenie mieszkania, które miał każdy. Nie pamiętam aby byli bezdomni, sypiający w kanałach czy klatkach schodowych, piwnicach lub pustostanach, bo pustostanów też nie było. Nie było też bezrobotnych. Praca była dla wszystkich. A zarobki wystarczały na utrzymanie rodziny przez mężczyznę. Może nie były to luksusy, ale nikt głodny i obszarpany nie chodził. Tzw. "niebieskie ptaki", czyli tacy co wg biblii "nie orzą i nie sieją, a żyją", byli wychwytywani i kierowani do pracy. Niestety, ale to oni zaczęli lansować powiedzenie, "Czy się stoi, czy się leży, to wypłata się należy".

Problemy z milicją mieli zwykli przestępcy, a obywatel mógł liczyć na jej pomoc. Z UB i SB mieli problem ci, którzy zapomnieli lub nie chcieli przyjąć do wiadomości, że PRL został uznany przez mocarstwa światowe po wcześniejszym przehandlowaniu nas w Teheranie i Jałcie, za uruchomienie przez Stalina frontu wschodniego, który pomógł im złapać oddech po batach jakie dostali od Hitlera.

Że reperkusje były niewspółmierne w stosunku do winy, to już inna sprawa. Ale tu się trzeba zastanowić, kto był członkiem tych organów represji. Nie byli to ściągnięci najemnicy, ale inni obywatele PRLu, z bolszewizmem wcześniej nie mający styczności. A tych odpowiedzialnych za najbardziej krwawe rozliczenia, przepędzono w 1956 roku. Szkoda że bez rozliczenia.

Teraz mamy takich samych zaprzańców, tylko że działają w białych rękawiczkach, tworząc podwaliny "neobolszwizmu". Bo jak stwierdził jeden z nich: "Nikt im nie wmówi że białe jest białe, a czarne jest czarne". To był chyba jedyny raz, kiedy powiedział prawdę.

Tamtych czasów nie można nazywać rządami komunistów, bo ich nie było. Polska Partia Komunistyczna została pod presją Stalina rozwiązana w 1938 roku. Ich poglądy oparte na poglądach zachodnich, były mu nie na rękę. Wielu z nich poszło gryźć piach. Nie było też socjalizmu, bo pod koniec rządów Gierka, stan w jakim znajdował się PRL, został przez niego określony jako "rozwinięty etap budowy socjalizmu". Jednak w odróżnieniu od Huty dawniej im. Lenina, Portu Północnego, Huty Katowice, 1000 szkół na Tysiąclecie Polski, fabryk samochodów różnych marek, ta budowa nigdy nie została ukończona. I dobrze.

Ale dla milionów, był to okres spokojnego, beztroskiego życia, z corocznymi wczasami, koloniami dla dzieci, możliwością planowania swojej przyszłości i przyszłości potomstwa.

I na koniec takie pytanie. Dlaczego zaawansowani wiekiem Polacy, z rozrzewnieniem wspominają tamte czasy, skoro otwarto przed nimi nowe perspektywy, nowe możliwości? Dlaczego 60% społeczeństwa nie popiera tego co jest teraz?

Trochę to długie, ale 40 lat PRLu nie da się zamknąć w jednym zdaniu. A ja już słowa więcej na ten temat nie napiszę.

 

 

  • Dodatnia 4
Link to comment
Share on other sites

Kondotier! spytaj młodzieży czy kumają termin: 2 stopień socjalizmu, ci co miło wspominają ten czas mieli od władzy zapewnioną tzw. mała stabilizację, jak napisał nam wiadomy "wieszcz": to że jesteśmy w dup.. to fakt, ale, że się w niej zaczynamy urządzać.

W/w  jakby częściowo wyjaśnia "fenomen" rozrzewnienia za tym co było, dla mnie był to okres gdy musiałeś uważać na każdy gest, słowo, ściany i nie tylko miały uszy,  za kartki na cukier, za bony na malucha, za .... ,  kupowali mierzwę narodu.

Szaro, ponuro tylko w lato się szło nad wodę wykapać, zjeść jakiś owoc z drzewa nie z marketu z "mutancką dozą gmo".

Link to comment
Share on other sites

Jakby nie patrzeć PRL był formą państwa "opiekuńczego" bezpłatne szkolnictwo, darmowa służba zdrowia, pełne świadczenia socjalne można by wiele wymieniać. Ale ta "opieka" miała swoją cenę - nie wolno było wyrażać głośno swoich poglądów. Mile widziany natomiast był punkt widzenia zbieżny z linią partyjną, a były to na ogół puste slogany powtarzane w różnej formie jak mantra. Naiwnością też byłoby sądzić że wszyscy mieli takie same szanse, tak jak i dzisiaj byli "równi i równiejsi". Przy okazji budowy państwowej szkoły czy ośrodka zdrowia powstawało kilka domów lokalnych kacyków z materiałów "zaoszczędzonych", kwitło kombinatorstwo, cwaniactwo i zwykłe złodziejstwo zwane "zaradnością życiową". Każdy będzie miał swój subiektywny punkt widzenia na temat tamtych czasów w zalezności od ówczesnego punktu siedzenia. Ja urodziłem się dorastałem i podjąłem pierwszą pracę w PRL-u i wcale nie czuję sentymentu do tego okresu. Opisuję to wszystko ponieważ ogólniki "totalitarny", "złe cechy" nic nie powiedzą osobom które tych czasów nie pamiętają lub z racji wieku nie znają. Polecam komedie Barei, które w przerysowany ale trafny sposób pokazują wiele nonsensów i paradoksów tamtej rzeczywistości. Niniejsze wypociny nie są obroną tego co dzieje się obecnie. To co złe często blaknie we wspomnieniach i przeszłość wydaje się być lepsza. Moim zdaniem problemem nie jest forma ustrojowa a ogólny upadek pewnych wartości moralnych.

Link to comment
Share on other sites

6 godzin temu, cichy napisał:

Uważam system totalitarny jaki nam (bardziej pokoleniu moich dziadków i rodziców) wpajano na siłę, miał wiele bardzo złych cech

Jak najbardziej, ale jak zawsze mam jedno "ale" :) Zalety które wymieniasz wcześniej to jedna strona monety. Drugą jest to, że te złe cechy odezwały się X lat później, chociażby teraz, kiedy ludzie według przyzwyczajeń z przeszłości, dzielą się w teraźniejszości. Zdaję sobie sprawę, że trochę "nadrabiamy" czasy, w których większość krajów uderzała w nutę nacjonalizmu, ale też jako kraj wyjątkowo doświadczony w tej materii powinniśmy potrafić się opanować... Ech.

Spoiler

Wrzucam w spoiler, bo dłuuuugie.

Jedna z niewielu przedwojennych kamienic w okolicy, lata z perspektywy przeciętnego użytkownika forum - dinozaurów. Mały Sieriożka biega sobie po podwórku, czyta jakieś książki, grzebie w ziemi, robi wszystko to, co każdy gówniarz robił jako gówniarz. Dziadek woła, że trzeba pomóc, bo sąsiadowi poszła rura, a inny ma jakieś zbutwiałe meble, których trzeba się pozbyć. I Sieriożka utytłany po łokcie rzuca wszystko, idzie na niebezpieczną przygodę z rurami, podczas której zdecydowanie NIE przestrzega się przepisów BHP, a gówniarz (jak to gówniarz) wejdzie tam, gdzie dorosły nie sięgnie. Pół dnia, kończymy, idziemy do mebli. Sierioża ledwo dźwiga siekierę, bo dość chuderlawy, ale chce pomóc - to pomaga.

Pech chce, że sąsiad od mebli kilka dni później schodzi z tego łez padołu w tajemniczych okolicznościach i zostawia żonę z dwójką dzieci - dorośli nad tym nie myśleli, bo oczywistym było, że trzeba pomóc i wszyscy mieszkańcy stali się ich taką niepisaną rodziną. Jakiś czas później wyprowadzili się, na ich miejsce przyszedł jakiś młody chłopak, dla którego w zasadzie wyprawiliśmy imprezę powitalną.

Wszystko miło, serdecznie, sympatycznie, grzecznie.

100 lat później, stary, zgnuśniały i owrzodziały od promieniowania Sieriożka wprowadza się do mieszkania. Żyje tam ponad dwa lata, nie unika nikogo - wręcz przeciwnie - ale kiedy się przenosi, zna tylko jedną sąsiadkę. Ma przyzwyczajenie, że jak spotyka się z kimś np. w windzie czy na korytarzu, to mówi "dzień dobry", bo to dobrze świadczy o człowieku. Nikt nie odpowiada, za to wszyscy łypią podejrzliwie.

Letnią porą konglomerat miejscowych plotkar rozsiada się pod klatką. Sieriożka przechodzi (bo jakoś wyjść z domu trzeba, no nie?), grzecznie się wita, a w odpowiedzi słyszy: A PAN TU DO KOGO?! PAN TU MIESZKA?! CO PAN TU?! Wszystkie wyżej srają, niż dupę mają, wszystkie wiedzą lepiej, a jedna jak zobaczyła, że opiekuję się miejscowymi sierściuchami, rozpoczęła kampanię podtruwania, w którą zaangażowało się kilka innych osób. No bo jak to tak, przecież ktoś mi musi płacić za to. A jak płaci, to ona mi ten kranik zakręci, przecież nie mogę mieć więcej niż ona. A jeśli za darmo to robię, to głupi jestem - i tym bardziej trzeba mnie ustawić.

Znajomy dzwoni z pytaniem, czy Sieriożka pomoże we wnoszeniu pianina. Ciężkie to i niewygodne, ale czemu nie? Po wszystkim wysłuchuje litanii dziękczynnej, bo prawie nikt nie miał czasu albo po prostu odmawiał bez podania przyczyny.

Sieriożka siada kiedyś w parku i pali papierosa. Przechodząca matka z jakimiś gówniarzami namierza go z daleka, a jak przechodzi obok, to wyjeżdża z mordą, że mógłbym zgasić, bo jej dzieci truję. Gówniarze wystrojone, odszykowane, czyściutkie, gęby nieskalane myślą i nosy wetknięte w ekran smartfonów.

Rozpisałem się, ale jakoś tak mnie wzięło... Wiecie o co mi chodzi ;) Jakieś przemiany polityczne to jedno, ale w ludziach zmienia się zawsze najwięcej. I to nie ma wiele wspólnego z komunizmem, socjalizmem, PRLem, demokracją, totalitaryzmem...

@kondotier Bardzo dobrze się to czytało. A co do pytania:

1 godzinę temu, kondotier napisał:

Dlaczego zaawansowani wiekiem Polacy, z rozrzewnieniem wspominają tamte czasy, skoro otwarto przed nimi nowe perspektywy, nowe możliwości?

Bo większość sobie w "nowym" nie radzi i nie wie w co ręce włożyć. PRL, jak pisał wyżej @Chlebczarow było w pewnym sensie opiekuńcze i oni tę opiekę traktowali jako coś, co po prostu jest. Jak mieli dość, to zebrali się i skończyli te rządy, bo chcieli nowego, chcieli być zachodem. Ale tu i teraz, natychmiast. Bez czekania, bez wprowadzania zmian, bez "nadrabiania". Nikt nie wziął pod uwagę, że w tym "nowym" takiej samej opieki nie doświadczą. Wystarczy im obiecać, że to powróci, powołać się na religię - dla większości będzie to dowód prawdomówności, a sama opieka nie powrotem do PRLu, a świetnym dopełnieniem demokracji. 

20 minut temu, Chlebczarow napisał:

problemem nie jest forma ustrojowa a ogólny upadek pewnych wartości moralnych.

A ja bym tego "upadkiem" nie nazwał. PRL kształcił "upośledzonych" życiowo ludzi (z perspektywy przeciętnego korposzczura), te czasy też takich produkują, jednak stopień i rodzaj tego "upośledzenia" dyktuje zawsze system, którzy tworzy społeczeństwo. Myślę, że ludzie sami chcą, żeby tak było, ale nikt nie chce być za to odpowiedzialny. Nie dorośliśmy do tego.

 

Link to comment
Share on other sites

4 godziny temu, kondotier napisał:

 

I na koniec takie pytanie. Dlaczego zaawansowani wiekiem Polacy, z rozrzewnieniem wspominają tamte czasy, skoro otwarto przed nimi nowe perspektywy, nowe możliwości? Dlaczego 60% społeczeństwa nie popiera tego co jest teraz?

 

 

 

Odpowiedż drogi @kondotier jest banalna - młodość. Nie wspominają tamtych czasów lecz tamtą młodość.

Edited by boberm
Link to comment
Share on other sites

Młodość - poziomy percepcji, po .. jakimś czasie skumałem i to mnie przeraziło, bo skumałem gdzie i kim i dla kogo kim/czym jestem, że nie ma alternatywy ale jest więcej wyjść, każde ma teoretycznie taki sam koniec.

W podstawówka (Wrocław - nowowiejska), ogólniak 2 - sportowe - maraton + boks( stąd znam 30 % "mistrzów") potem... potem się dowiedziałem, że ze względu na m.in. von przed nazwiskiem, nie jestem Polakiem tylko obywatelem Polski!!! i jestem z ... nie lubianej mniejszości ... .

Wojsko +(tzw) punkty= studia, potem... .

Niech ktoś mi opowie o młodości gdzie wśród kolesi których laicy nazywają patologią ja i mi podobni nie czuli i nie są intruzami na własnej ziemi, nie nie jestem "kibicem" czegokolwiek ja w tym uczestniczę albo czekam na ... Fryderyk Niecki. 

A z tymi z południa - Miliduch nie Łazarz, wielu nas myli.

Krótko -  1 miłość(Milena), podwórko, szkoła, ludzie, reszta jest mgłą zapomnienie, Kondotier, przestań ;)

  • Dodatnia 1
Link to comment
Share on other sites

@kondotier

5 godzin temu, kondotier napisał:

Fajnie gość opowiada, tylko że jego wiedza o PRLu jest niewielka, tak jak i okres jego życia w nim

Może tak, a może nie. Może się mylisz - co do przeżyć tego Pana. Myślałem, że pamiętasz co opowiadałem na SU o swojej rodzinie. Ja do końca życia będę pamiętał PRL od roku '82 do końca. Miałem wtedy 7 lat. Przy mnie nastąpiło aresztowanie mojego ojca, rewizja w domu i na podwórku - mieliśmy w domu drukarnię ulotek. Dostał 2 lata bez zawieszenia z czego z wyroku przesiedział ponad pół. Wyszedł na mocy amnestii. Nie żeby mu było źle w  okresie  PRL (PRZED PIERDLEM)- był inspektorem dozoru (jako inżynier pełnił kilkanaście funkcji w tamtym czasie) podczas budowy 3 duo-bloku energetycznego Elektrociepłowni Białystok. Został za to odznaczony brązowym krzyżem zasługi. Uczciwość i tradycje rodzinne nie pozwalały mu na milczenie - dziś tak to widzę. Po wyjściu z zakładu karnego pracował jako fizyczny robotnik w ECB i musiał wyjechać za "chlebem" do USA - bo urodził się mój brat. Moje babka urodziła się na Kołymie - była rodowitą Polką z rodziny zesłańców. Jej mąż, mój dziadek był żołnierzem AK, brał udział w czynnych walkach, produkował granaty ( niektórzy powiedzą / pomyślą - morderca zabijający niewinnych - wyklęty - ich prawo, ja swoje wiem). Został za swoje zasługi na polu walki odznaczony krzyżem srebrnym virtuti militari. Nie poszedł do "piachu" tylko dlatego, że urodził się w Pensylwanii i miał obywatelstwo USA.

   Byłem świadkiem rewizji jako dziecko, brałem udział w widzeniach u Taty, musiałem bić się z dziećmi (te zawsze są okrutne bo nie rozumieją jeszcze świata), które nazywały mnie "synem kryminalisty". Nigdy nie miałem piątek na świadectwach do końca podstawówki, żebym nie wiem jak był "dobry" w tym co robię. Więc, jeżeli piszesz, że trzeba przeżyć cały PRL by go poznać i zrozumieć - to w tej kwestii się z Tobą nie zgadzam całkowicie. Do końca moich dni będą te wszystkie upokorzenia pamiętał - one mnie ukształtowały i zahartowały. 

   Co do sprawy wykształcenia - nie chcę tutaj nikogo obrazić, ale przed '89 było to naprawdę na poziomie. Nawet literaturę tłumaczyli poeci, i literaci, którzy znajac języki posługiwali się piękną Polszczyzną. Teraz niektórych "gniotów" autorów krajowych (niedouczonych, powołujących się na zmyślone dowody i dane) nie da się czytać. Tłumaczenia wielu ciekawych autorów są nie do przebrnięcia - przykre jest to.

   Żebyśmy się dobrze zrozumieli - nie mam nic do Rosjan i pozostałych sasiadów zza wschodniej granicy - rozmawiając z nimi an Forach nigdy nie zostałem obrażony czy niegrzecznie potraktowany (mam w swoim profilach wszędzie że jestem Polakiem). W Polsce zdarzyło mi się to kilkukrotnie.  Władza manipuluje nimi - i to jest złe.

   I ostatnia kwestia, dotyczy to mich poglądów. Pod spoilerem: kto może czuć się urażony - niech nie czyta. Te słowa nie maja wywołać polemiki, a jedynie dobitnie pokazać jak widzę pewne zachowania i sprawy. 

Spoiler

Był taki film i książka pod tytułem "Czas zabijania". Opowiadał on o zbiorowym brutalnym gwałcie na czarnej dziewczynce. Ławnicy byli bliscy przychylenia się "biednym oskarżonym" bo oni byli biali ( a akcja toczy się w stanach Południowych). W finale filmu, prokurator w swojej mowie opisał okrucieństwo oprawców, kończąc ją tymi słowami: "...przesiąknięte własną krwią...pozostawione śmierci.
Widzicie to? Chcę żebyście sobie wyobrazili, tę małą dziewczynkę. A teraz wyobraźcie sobie,
że ona jest biała."

   Pisze o tym, bo nie zapomnę pogrzebu generała Jaruzelskiego, i krytykę mediów, ich oburzenie, że tłum protestował w czasie tak istotnej ceremonii.... A teraz wyobraźcie sobie jak wyglądały pogrzeby dzieci ludzi, którzy tam protestowali - robotników zastrzelonych (spacyfikowanych) na bezpośredni rozkaz generała w 1970 roku - kopano dół i pod osłona nocy, bez powiadamiania rodziny wrzucano ciało do rowu i zasypywano go. Większość z rodzin do dziś nie wie gdzie leżą ich dzieci, Kopalnia Wujek, ks Popiełuszko i wiele wiele ofiar bezimiennych.... Swołocze pokroju Kiszczaka i Jaruzelskiego nigdy nie spotkały się z karą. Bóg ich osądzi - taką trzeba mieć nadzieję. I ostatnie - święte słowa mojego kolegi: "kto się kurwą urodził, ten kanarkiem nie zdechnie".

W PRL u ludzie byli z pewnością bardziej ludzcy dla siebie - ja to tak pamiętam. Moi rodzice pomimo tego co przeszli też wspominają kolejki, Malucha i wiele innych zdarzeń i rzeczy - dlaczego? - właśnie dlatego co napisali przedmówcy - bo byli młodzi i pełni wiary, że zmienią świat. Z tych ideałów, pięknych i szczytnych, skutecznie odarci zostali po roku 1989 przez złodziei, pazernych bydlaków, klikę Wałęsy i Wachowskiego - tchórzy bez honoru nie potrafiących się przyznać, do swojego postępowania. Nie mogę zrozumieć Michnika broniącego generała w wulgarnych słowach...

Kiedy pijemy wódkę z Ojcem, zawsze mi powtarza: synku, żebym wiedział, ze tak to się skończy to drukarnię wywaliłbym do rzeki a tą całą konspirację kołkiem z płotu pogonił.... Bardzo gorzkie słowa 72 letniego człowieka, któremu złamano karierę zawodową, w momencie kiedy był u jej szczytu i na dorobku. 

Link to comment
Share on other sites

Moja errata, też taka światopoglądowa trochę, ale chyba nikt się nie obrazi:

Spoiler

Jedni mówią, że Wałęsa (lub ktokolwiek inny z obecnie "maglowanych") jest w porządku, że obrońca demokracji, piewca wolności, bla bla bla. Drudzy, że zdrajca, tchórz, bla bla bla. Żołnierze wyklęci źli, żołnierze wyklęci dobrzy. Jezus jest królem Polski, albo nie jest, bo monarchia skończyła się dawno temu. I tak dalej, i tak dalej.

A ja jestem chyba ignorantem, bo ani mnie to ziębi, ani parzy, czy Wałęsa donosił na ludzi, czy tylko zakupy do domu, czy po lasach biegali dezerterzy i bandyci, czy żołnierze, a jak ktoś chce, żeby podmiot z definicji nieokreślony siedział na tronie, który nie istnieje, to też nie widzę problemu :) Dlaczego? "Ale to już było", jak śpiewała Maryla.

Uważam, że są ważniejsze problemy, którymi współczesny świat powinien się zająć, a "odkłamanie" / "przekręcanie" historii powinien dokonać już każdy w zależności od swoich przeżyć i kształtujących się w ten sposób przekonań. Spójrzcie, jak prostsze by się wszystko stało.

A co do tego, co napisał @cichy:

17 minut temu, cichy napisał:

Co do sprawy wykształcenia - nie chcę tutaj nikogo obrazić, ale przed '89 było to naprawdę na poziomie. Nawet literaturę tłumaczyli poeci, i literaci, którzy znajac języki posługiwali się piękną Polszczyzną. Teraz niektórych "gniotów" autorów krajowych (niedouczonych, powołujących się na zmyślone dowody i dane) nie da się czytać. Tłumaczenia wielu ciekawych autorów są nie do przebrnięcia - przykre jest to.

To nie jest tyle kwestia wykształcenia, co innej polityki wydawniczej. Teraz to biznes, w którym przeciętny, dajmy na to, językoznawca nie ma czego szukać, bo jego stawka względem takiego "pana od marketingu" będzie niewspółmierna do korzyści, jakie przyjdą ze sprzedaży. "Pan od języka/tekstu" to ładnie przełoży, opatrzy ciekawym komentarzem i stworzy produkt, który zachwyci przeciętnego książkofila. "Pan od marketingu" zrobi to poprawnie lub po łebkach (bo większość odbiorców się nie zorientuje), ale sprzeda jak klasyczne gówno w papierku po cukierku.

Z jednej strony fakt, to jest przykre. Z drugiej... jeśli rynek się otwiera, to na czytelnika, nie odwrotnie. I jak to świadczy o ludziach? :P

I znowu: to też nie jest kwestia wykształcenia tych czytelników, ani ich ewentualnej lotności intelektualnej tylko tego, że kiedyś wszystko było bardziej dokładne, szczegółowe, konkretne. Teraz jest po łebkach. Szkoła = bo trzeba, studia = bo bez tego będziesz chodnik zamiatać, praca = trzeba JAK NAJWIĘCEJ zarobić, przyjaciele = jeśli popierają Twoje decyzje, w innym wypadku to wrogowie. Takie słowa-klucze, pierwsze skojarzenia rządzą ludźmi. Powoli i w bólach się to zmienia, ale jeszcze wiele wody w sedesie upłynie, zanim zmieni się na tyle, byśmy byli w stanie jako zbiorowość podejmować sensowne decyzje.

Bo pod "zaborem", takim czy śmakim, tego problemu nie było. Obcy rządzi, to naród się nagle budzi z letargu, żeby tego obcego wyprzeć. A potem jak już wyprze, to wszyscy od nowa głupieją :D

Link to comment
Share on other sites

  • 4 weeks later...
Dnia 27.10.2017 o 13:44, kondotier napisał:

Ale dla milionów, był to okres spokojnego, beztroskiego życia, z corocznymi wczasami, koloniami dla dzieci, możliwością planowania swojej przyszłości i przyszłości potomstwa.

Nie żyłem w czasach PRLu, bo jestem na to za młody, jednak pytałem i rodziców, i dziadków, i wujków i... nie wiem, kim Ty byłeś w czasach PRLu, czy kimś wysoko postawionym w ówczesnych urzędach, ale według ich relacji PRL nie był ani trochę kolorowy. Jedyny plus jaki każdy widział to ludzie, bo że byli życzliwi, pomagali sobie i dużo przebywali razem. To ostatnie jest logiczne z tego powodu, że gdyby dzisiaj nie było komputerów to dzieciaki też przesiadywałyby na dworze z innymi rówieśnikami. A ludzie byli tacy bardziej dla siebie na pewno też po części ze wspólnego kombinowania, które kiedyś było cholernie powszechne. Dzisiaj też jest pełno kombinatorstwa, z tym że każdy sobie rzepkę skrobie. 

Jak wiadomo, brak był w podstawowych towarach, matka wspominała mi jak całą rodzinką na zmianę ustali się za butami w sklepie, a przyszło co do czego to jedynym towarem jaki rzucono to były śmieci z wadami fabrycznymi lub buty nie do pary... do tego podczas budowy domu w którym mieszkam, wszyscy musieli rozjeżdżać się po różnych częściach kraju jak i szukać wszędzie, by zdobyć meble, materiały budowlane, itp. Jak dowiedziałem się, że dużą część ubrań wyszyli sami, bo nie było za bardzo co kupić w sklepach, to tym bardziej mnie to przybiło. Kupno samochodu w tamtym okresie było dla nich wyczynem, dziadkowi udało się po długim czasie kupić w końcu syrenę, która okazała się zwykłym gratem z racji bycia ułomnym przestarzałym śmieciem. Ciotka z wujkiem jeździli do niemiec pracować maluchem, to wszyscy na miejscu kisnęli jak można takim klamotem przejechać dwa tysiące kilometrów. No i dziw, że udało im się wyjechać poza granicę. Z kolei w okresie stanu wojennego dziadek jako kierowca ciężarówki miał duże problemy, by wyjechać bez ciągłych kontroli z ładunkiem poza miasto, a co dopiero poza obręb województwa. 

Na dodatek sporo rzeczy produkowanych w kraju było dość gówniane. Gdyby porównać na jakich śmieciowych polskich gitarach grała matka, a co ja mam teraz, to aż śmiech bierze, że w ogóle polacy coś takiego produkowali. To samo można powiedzieć o wszelkich syrenach, dużych fiatach, maluchach i reszcie. Teraz jeździ się tym dla zabawy, kiedyś była to konieczność. 

I podobne zdanie podzielało jeszcze wielu starszych ludzi, z którymi o tych czasach rozmawiałem. Wyraźne za PRLem tęsknili tylko nieudacznicy życiowi, którzy z poczucia "opiekuńczości państwowej" hehe nie poradzili sobie w nowych czasach. 

Nie wiem więc @kondotier z jakich stron jesteś i czy cudownie inaczej wyglądało to u Ciebie, lecz u mnie na lubelskim rejonie nie było to kolorowe. A młodość każdy będzie wspominać dobrze z prostego powodu - bo to była ich młodość i jakieś dobre chwile spędzone z bliskimi im osobom. 

I jeszcze tak na koniec, teraz zarabiając i radząc sobie w życiu można z czasem pozwolić sobie na coś. Wybór towarów jest ogromny, można szukać i szukać czegoś, czego pragniemy. Na przykład samochód, opcji jest zatrzęsienie. A kiedyś? Maluch z giełdy kupiony grubo powyżej jego faktycznej wartości? Oczekiwanie na takiego aż w końcu będzie można wykorzystać przydział, a ten mały grat i tak okaże się wadliwy i będzie wymagał poprawek? Tak sobie. :D

 

Edited by Burbon
  • Dodatnia 2
Link to comment
Share on other sites

@Burbon - w tamtych czasach pracowałem jak każdy inny na państwowej posadzie. Nie byłem żadnym bonzą czy prominentem. Żyłem w mocno uprzemysłowionym mieście, tak mocno, że brakowało miejscowych rąk do pracy. Sprowadzano więc najemną siłę roboczą z rejonów przy wschodniej granicy. Szybko uzyskali nieprzychylną nazwę "werbusów". Byli to ludzie przeważnie z dwoma lewymi rękami, nie przyzwyczajeni do solidnej pracy, za to z ogromnymi roszczeniami finansowymi i socjalnymi. Oczywiście były pośród nimi wyjątki, które szybko się zaaklimatyzowały.

Twojej rodzinie było tak źle w tamtych czasach, że wybudowała dom, gdy inni latami czekali na spółdzielcze mieszkanie. Mieliście malucha, który w tamtych czasach był rarytasem, do nabycia za niemałą kwotę i jeszcze do tego talon. Gardzisz maluchem, fiatem, a to przecież konstrukcje włoskie, na których jeździło pół Europy. A była wtedy taka bieda, że po te autka ustawiały się kolejki, robiono przedpłaty, a autko po roku, dwóch użytkowania, sprzedawane było za przynajmniej 1,5 ceny zakupu nowego.

No i te wyjazdy do pracy w Niemcach. Albo Twoim rodzicom pomyliły się okresy historii, albo mieli mocne plecy u prominentów.

Ubrań czy butów u mnie nie brakowało. Były problemy dopiero wtedy, jak zaczęły się długotrwałe strajki, za które płacono jak za urlop. Kasa była, wolnego czasu pod dostatkiem, więc hajda na zakupy. A produkcji nowych rzeczy nie było, albo były robione byle jak.

Na wczasy jeździli wszyscy, nawet ci najmniej zarabiający, bo Fundusz Wczasów Pracowniczych to zabezpieczał. Każdy kto chciał, mógł wysłać dziecko na kolonie. Nie było to żadnym przywilejem, ale prawem z którego korzystano.

Zarzucasz, że żyjący w tamtych czasach to nieudacznicy, tęskniący za państwem opiekuńczym. A co masz dzisiaj? Ilu sprzedało swoje poglądy za 500+?

Zapomnieli Ci jeszcze rodzice powiedzieć, że istniało embargo na transfer nowoczesnych technologi do demoludów. Mimo że to właśnie USA i WB "przehandlowały" Polskę dla swoich konformistycznych celów, jeszcze w czasie II WŚ. Chyba wiesz, co wydarzyło się w Teheranie i Jałcie?

Ja nigdy i nigdzie nie pisałem, że tęsknię za tamtym co było. Zawsze chciałem żyć w państwie praworządnym. Pokazywałem tylko jak zakłamuje się historię, przypisując tamtemu okresowi cechy których nie miał. Wiesza się psy na skutkach, przemilczając przyczyny. Zwyczajne zakłamanie.

  • Dodatnia 3
Link to comment
Share on other sites

Mieszkając na zadupiu nie oczekuje się mieszkania spółdzielczego, bo niby skąd takie wykombinujesz? Nie mieliśmy malucha, polecam przeczytać jeszcze raz co napisałem. Posiadali go wujasy, którzy i tak zanim w niego się wyposażyli to minęło sporo czasu. Dziadek miał syrenę, rodzice kupili skodę 105 dopiero rok po upadku PRLu. Poza fiatami 1500 i 125, i 127 w hiszpanii nie było niczego więcej, czym jeździłaby połowa europy. Wschód zrobił swoje przemodzone kopie, u polaków produkowano licenzjonowany produkt, a do seata trafiło 127. Poza tym, w polsce robiono fiaty coraz gorzej, aż w końcu producent odebrał im prawa do licencji, przez co rozpoczęto produkcję pod szyldem FSO. I właśnie rzeczony maluch u wujków jest przykładem absurdu jak kupno grata może wymagać wielu poświęceń i starań. 

Jak już napisałem - wyjazdy do niemczech były ze strony wujków. Na truskawki, mocne plecy u prominentów, no nie? :D

I zastanawia mnie w jakim celu wspominasz mi o embargu i drugiej wojnie światowej, przecież "dzięki" ograniczeniom wschodniego bratniego narodu radzieckiego sporo technologii, które mogliśmy wykorzystać do pokazania się w europie po prostu zostały odrzucone. Wbrew pozorom polscy inżynierowie potrafili wymyślić różne konstrukcje, które byłyby wstanie unowocześnić tabor motoryzacyjny polski, składający się z przestarzałych zagranicznych miszmaszów. Wytwórnia Sprzętu Komunikacyjnego posiadała projekt WSK M30 i kilku innych modelów, które miały konkurować z zachodnim rynkiem, głównie z niemiecką MZ. No ale lepiej było zablokować jakiekolwiek formy rozwoju i klepać M06B3 do 1985, co też zostało skończone dzięki decyzjom politycznym, nieprawdaż? 

A w obecnych czasach ludzie wykorzystują luki prawne, do tego uskuteczniają socjal. Przecież takie rodzinki spod szyldu 500+ nie biorą tylko tej zapomogi. Roszczeniowość nakazuje im brać również inne formy zapomogi i nie wychodzą na tym najgorzej. 

 

  • Dodatnia 1
Link to comment
Share on other sites

Drogi @Burbon - śmiem przypuszczać - czytając Twoje posty- ze piszesz je z pozycji osoby która ocenia  tamte czasy na podstawie bardziej odczuć dorosłych osób z Twojego otoczenia niz swoich własnych. 

BTW; ocena czasów na podstawie wyrobów motoryzacyjnych ( nader często przewija się to w Twoich postach ) nie wyczerpuje tematu , a wręcz go spłyca.

Edited by boberm
Link to comment
Share on other sites

4 godziny temu, kondotier napisał:

Oczywiście były pośród nimi wyjątki, które szybko się zaaklimatyzowały.

:D:D:D Ale się uśmiałem. Pewnie przypomniałeś sobie @kondotierze że ja też do nich należę. Nawet gdybyś tego nie dodał to i tak bym się nie obraził, 30 lat tu przeżytych tego nie zmieni. A nazwa jak najbardziej "zapracowana" przez pewien element. Mieszkałem na początku w hotelu robotniczym na Jesionowej, na nieszczęście z lubiącym się awanturować prostackim moczymordą w jednym pokoju. Dlatego rozumiem dlaczego miejscowi nadali taką nazwę.

Panonia :052: - @vidkunsen obudziłeś moje wspomnienia z dzieciństwa. Ojciec miał taki sprzęt wyprodukowany na Węgrzech w 1956 roku, pojemność silnika 250 cm3 (użytkowany do połowy lat 90-tych). Mój pierwszy kontakt z motoryzacją. Najpierw jako pasażer, później jako adept jazdy jednośladem (z różnym skutkiem).

Po części na moją niechęć do tamtych czasów rzutowało też to, że wówczas punkowałem czyli niejako "z urzędu" byłem antysystemowcem. Ale dzisiaj pomimo upływu czasu i rezygnacji z anarchii w swym życiu, nie chciałbym powrotu do tamtej epoki. Nie znaczy to że uważam dzisiejsze czasy za wiele lepsze. Owszem jest więcej możliwości, można swobodnie (póki co) wyrażać swoje poglądy, ale ten pęd za pieniądzem (kosztem wszystkiego innego) powoduje u mnie odruch wymiotny.

 

  • Dodatnia 1
Link to comment
Share on other sites

6 godzin temu, kondotier napisał:

Zarzucasz, że żyjący w tamtych czasach to nieudacznicy, tęskniący za państwem opiekuńczym. A co masz dzisiaj? Ilu sprzedało swoje poglądy za 500+?

Mój brat ma 3 dzieci - Marysia urodziła się 1,5 roku temu. Sam będąc magistrem historii wygina "fiszbiny" do biustonoszy aby utrzymać rodzinę, bo jest to praca lepiej płatna. Bratowa jest inżynierem mechanikiem i pracuje jako opiekunka w przedszkolu - dlaczego tak żyją? Bo państwo nie potrafi zagospodarować ludzi o sprofilowanym wykształceniu i woli ich w roli "popychadeł", które łatwo ubezwłasnowolnić zaciągnięciem pożyczki an mieszkanie - będą je spłacać prawie do końca życia. Takie osoby nie "podskoczą" państwu ani pracodawcy ze względu o na strach o przyszłość. Co za tym idzie- nie widzę w tym 500 + aż takiej łaski z czyjejkolwiek strony. Mój brat nic nikomu nie "sprzedał" ze swoich przekonań - wręcz został upokorzony przez ostatnie lata. Wszyscy Ci co wyjechali z Polski zostali tak samo świetnie potraktowani. Magistrowie i inżynierowie, tokarze i mechanicy nie z własnej woli stali na zmywakach w Londynie czy Glasgow.

Link to comment
Share on other sites

Dodam jeszcze zdobyczne "trofiejne" jednoślady - zündapp, bmw, harley.

Ekipę z hoteli znam, we Wrocławiu było ich pełno i były wszędzie.

Cichy - twój brat, ty i inni będą wiedzieć o czym napisałem w kontekście rodziny, kredytu, rodziny: w czasach carskiej Rosji na terenie Polski siedziało sporo różnych anarchistów, terrorystów, "bombardierów", spiskowców ... .

Ochrana miała problem - jak uspokoić i sprawić by w/w nie sprawiali już problemów?! z pomocą przyszła nauka z pogranicza domeny prof. Pawłowa - odruchy!

Do celi z anarchista/spiskowcem/terrorysta wpuszczano kobiety, zazwyczaj prostytutki.

Instynkty zadziałały, zabawa na całego ;) ale potem... ale potem taka kobieta przychodziła do celi w/w partnera i pokazywała mu jego dziecko, instynkt rodzicielski działał w 80% przypadków, zamachów było coraz mniej a w/w zajęli się rodziną i strach o nich był mocniejszy niż wszelkie bunty.

Ten system dalej działa! dziś jest rodzina, praca, kredyt a zamiast w/w kobiet jest rozwiązłość obyczajów, pornografia, dewiacje, Jest haczyk - pauperyzacja zwana instynktem leminga - jest niewolnik.

Ci co myślą samodzielnie są jak rybacy na morzu, on, łódka i potrzeba wykarmienia rodziny, jeszcze jeden dzień, tydzień, miesiąc, rok ... jeszcze.

Co łączy tzw. "elyty" i tzw. "500+" - fakt, że tzw. klasa średnia musi robić na obie a kasy, perspektyw oraz możliwości  z każdym dniem coraz mniej.

Dziś żyję na takim samym poziomie jak w latach 80-ych, ale mam kolorowy telewizor, żywię się jak reszta klasy średniej ochłapami z "biedry" a moje życie zamienia się w ponury żart i ze względu na intelekt i wykształcenie wiem gdzie i jak żyję i kim dla kogo jestem i bardzo mnie interesuje kolejny problem dot. m.in. ustawy zasadniczej smarując chleb margaryna i popijając "czaj z wtaraka".

 

Włatcy móch - Maślana o Czesiu do Konieczki i Anusiaka: ciekawe czy wśród galerników tez byli ochotnicy?!

:D;)

 

 

  • Dodatnia 1
Link to comment
Share on other sites

@boberm, gdybym miał sposobność żyć w tamtym okresie, z pewnością widziałbym więcej, teraz opieram się na opinii ludzi NIE TYLKO z mojego najbliższego otoczenia. Byłoby to niemiarodajne. A co do podciągania dyskusji pod motoryzację - można przytoczyć inne tematy, nie ma problemu. Poza tym, nie chciałbym żyjąc w tamtych czassch być skazanym na granie na śmieciowym defilu, kiedy teraz po dwóch/trzech miesiącach pracy mogę pozwolić sobie na doborowe gitary japońskie czy koreańskie. Ta możliwość przebierania we wszystkim jest błogosławieństwem. 

 

Link to comment
Share on other sites

No to ja też coś dodam: nie mam aż tyle lat co kondotier, ale dobrze pamiętam tamte czasy i powiem: nie zarabiam teraz zbyt dużo (pomimo wykształcenia, ale moi rodzice też w prl zarabiali mniej niż robotnicy), ale NIGDY nie chciałbym ANI NA CHWILĘ wrócić do tamtych czasów (pomimo, że miałem szczęśliwe dzieciństwo), bo BRAK BYŁO WOLNOŚCI (ja się tam wtedy po prostu dusiłem; mówię "tam", bo to dla mnie na szczęście już inny świat, choć mieszkam ciągle w tym samym mieście).

Edited by qqprim
  • Dodatnia 1
Link to comment
Share on other sites

Qqprim podzielam twój podgląd, młodzież nie kuma chwytu typu: w te okna/balkon nie patrz i nie próbuj kopać piłki bo tam mieszka ormowiec - tak było na moim podwórku, tylko ormowcy mieli kraty w oknach(Wrocław - Prusa).

Jak nie ormowiec to inny społeczniak typu LOP czy inna ... się czerstwiła coby ludziom życie "umilić" .

Kolejki, kartki od 1976-ego, te sklepy dla wybranych - lepszych: pewex, sklepy dla mentów, trepów i innych takich.

Już od przedszkola trzeba było uważać z kim i o czym się rozmawia oraz kto stoi z boku.

 

Link to comment
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.
Note: Your post will require moderator approval before it will be visible.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

 Share

×
×
  • Create New...

Important Information

By using this site, you agree to our Terms of Use.

Comunity