Jump to content

Uniwersum S.T.A.L.K.E.R. ( I nie tylko ) - Po Polsku


Yossarian
 Share

Recommended Posts

Uniwersum S.T.A.L.K.E.R.

 

 

Autor: Michał Gołkowski 

Spoiler

larp.jpg

Michał Gołkowski (ur. 17 lutego 1981 r. w Sochaczewie) – polski pisarz literatury fantastycznej. Z zawodu lingwista, pracuje jako tłumacz języków polskiego, rosyjskiego i angielskiego. Z charakteru ekscentryk, zawsze chętny do interakcji z fanami. Często można go zobaczyć na konwentach fanowskich lub na licznych spotkaniach autorskich. Zadebiutował w 2013 r. powieścią Ołowiany świt opartej na uniwersum S.T.A.L.K.E.R.[2] jednakże z własną wizją Zony. Publikacja książki zapoczątkowała cykl wydawniczy Fabryczna Zona. Tłumaczył również powieści Wiktora Noczkina i Andrieja Lewickiego wydane w tym cyklu.
Syn konsula generalnego RP w Kaliningradzie Marka Gołkowskiego (2004 - 2014), wnuk Marii Gołkowskiej - honorowej obywatelki miasta Sochaczew. Mieszka z żoną i córką w Sochaczewie.

b67897.jpg

Wywiad z Michałem Gołkowskim
  28 lutego 2014 

 Nie jestem pisarzem, jestem autorem

Przez większość roku 2013 Michał Gołkowski bardzo intensywnie promował Ołowiany świt. Pojawił się jako gość na niejednym konwencie, omawiając zarówno swoją debiutancką książkę, jak i szeroko pojętą tematykę postapokaliptyczną. Jednym z przystanków na tej trasie promocyjnej był wieczór autorski w siedzibie Klubu Fantastyki w Brwinowie, gdzie pisarz opowiedział nam niemal wszystko na temat swojej wizji S.T.A.L.K.E.R.-a. Po zakończeniu półtoragodzinnego spotkania, zajadając z apetytem pizzę mojego wypieku, udzielił mi obszernego wywiadu.

Patryk Cichy: Wiem, że już kiedyś odpowiadałeś na to pytanie, ale nie mogę się powstrzymać i zadam Ci je ponownie: czy chciałbyś być anomalią, a jeśli tak, to jaką?

Michał Gołkowski: Tak, bo byłaby to na pewno ciekawa zmiana. Przez ostatni rok tyle się w moim życiu zmieniło, że zostanie anomalią byłoby bardzo fajnym motywem. Kiedyś już powiedziałem, że byłby to "wiedźmi kisiel", natomiast od tamtej pory wymyśliłem kilka (śmiech). Jest jeszcze parę fajnych innych. Można by na przykład zostać jakąś anomalią czasoprzestrzenną, złapać jakiś konwój wojskowy i przepuszczać po kolei…

Albo móc jednocześnie pisać książkę, tłumaczyć ją i tak dalej. Taki czasoprzestrzenny multitasking.

O, to jest dobry pomysł! Taki multitasking zdecydowanie by się przydał. Tłumaczyć, być z rodziną, pisać książkę, przekładać książkę, i prowadzić negocjacje z GSC. Tak, to by było coś.

Co było dla Ciebie pierwsze: powieść Strugackich, film Tarkowskiego, czy gra z GSC?

Pierwsza była dla mnie kaseta VHS, którą ojciec przywiózł w 1991 roku z jednej z pierwszej ekspedycji badawczych na wolną Białoruś, po upadku Związku Radzieckiego. Dla mnie to był pierwszy kontakt ze strefą czarnobylską. Nie mówię tutaj o ’86, o płynie Lugola i takich rzeczach – zaczęło się dla mnie od tej kasety, gdzie po raz pierwszy zobaczyłem białoruską część Zony. Wysiedlone wsie, ten bezmiar, przestwór pustki, gigantyczne stada zwierząt… i wielkie nic. Martwą Prypeć. Mieszkania, w których wtedy jeszcze były dywany, kilimy na ścianach – niewiarygodna rzecz. Czarnobyl w tej najstraszniejszej postaci był więc we mnie od zawsze. A potem, jak się dowiedziałem, że będzie gra, powiedziałem: "Wow! To musi być fajne, bo będzie osadzone w tak rewelacyjnym miejscu". Od gry doszedłem do Pikniku na skraju drogi, od książki do Stalkera Tarkowskiego. To był jeden z wielu etapów ewolucyjnych. U mnie to jest więc raczej "retroinżynieria". Ja szedłem coraz bardziej w tył: zacząłem od gry, potem była książka, potem film, potem przeszedłem do katastrofy, a z katastrofy do wszystkiego, co sowieckie, i wchodzę w to coraz głębiej. Myślę, że "retroinżynieria" jest tutaj najlepszym określeniem.

Kiedy dowiedziałeś się o istnieniu książek z serii S.T.A.L.K.E.R.?

W 2010 roku, zupełnie przypadkiem. Będąc w Kaliningradzie, wchodzę do księgarni, patrzę, a tu książki S.T.A.L.K.E.R. Przywiozłem sobie wtedy tych książek całe pudło. Wcześniej nie miałem pojęcia, że one w ogóle istnieją. Ja się w ogóle nie interesowałem – i nadal staram się nie interesować – tak zwanymi spin-offami, czyli wszystkim tym, co powstaje jako produkt uboczny czegoś. Zawsze trochę trąciło to dla mnie skokiem na kasę i nie ukrywam, że unikałem tego i nadal unikam. Natomiast te książki bardzo mnie zaciekawiły. Pierwsza była powieść Głuszkowa. Drugi był Noczkin – i ten Noczkin zupełnie mnie rozwalił. Nie ukrywam, że potem strasznie trudno było znaleźć coś, co by mu dorównywało. Kiedy czytałem kolejne książki, które sobie przywiozłem, byłem coraz bardziej sfrustrowany. Możliwe, że te dwa lata frustracji, 2010–2012, częściowo doprowadziły mnie do napisania Ołowianego świtu. Na zasadzie: taki fajny świat… Cholera, napiszcie coś porządnego! (Śmiech).

Jak ogólnie oceniasz całą serię? Mógłbyś wymienić jakichś lepszych autorów?

Noczkim, Lewicki, Głuszkow, chyba Tumanowski, o ile dobrze pamiętam. Musiałbym sobie przypomnieć, bo prawie od roku nie zaglądałem do żadnych książek stalkerskich. Natomiast w Rosji problem polega na tym, że tam nikt nie "gra" autorem. Tam autor jest nikomu niepotrzebny. Mówił to zresztą sam Noczkin w wywiadach. Bardzo często zdarza się, że jeden pisarz ma dwa albo trzy aliasy, pod którymi pisze, i jedna jego książka się sprzedaje, a druga napisana pod innym aliasem – nie. Czyli ludzie w ogóle mają za nic człowieka i styl pisania. To jest po prostu przerażające. Noczkin w serii stalkerskiej sprzedawał się w dziesiątkach tysięcy egzemplarzy. Jego inne książki, wychodzące równolegle, sprzedawały się po pięć, sześć tysięcy.

Czyli to marka się sprzedaje, a nie autor?

W Rosji tak. W Polsce jest zupełnie inaczej, tutaj każdy "jedzie" autorem. Nie jest ważne, co pisze Pilipiuk czy Ćwiek, ważne jest to, że wiemy, iż napisał to ten człowiek, i idziemy do księgarni po jego książkę.

Jak w ogóle narodziła się koncepcja napisania polskiej książki w tym uniwersum?

Tak naprawdę koncepcja w formie zalążkowej narodziła się latem 2010 roku, kiedy czytałem Ślepą plamę Noczkina, która spodobała mi się tak bardzo, że już wtedy myślałem o tym, żeby ją przetłumaczyć na polski. Tłumaczenie z takich czy innych powodów nie doszło do skutku, natomiast gdzieś we mnie to cały czas tkwiło. Rok temu, w październiku, pomysł podsunęła mi moja żona, Asia, która powiedziała: "A może byś napisał coś ze S.T.A.L.K.E.R.-a?". Odpowiedziałem, że w zasadzie mógłbym spróbować. No i spróbowałem – w półtora miesiąca napisałem Ołowiany świt.

Co nastręczało największych trudności w trakcie powstawania książki?

Czas. Tylko i wyłącznie czas. Którego miałem codziennie za mało na to, żeby napisać tyle, ile chciałem. To była jedyna trudność. Reszta szła na bieżąco. Praktycznie spałem z mapami białoruskiej części Zony, zaczytywałem się w rosyjskojęzycznej Wikipedii i wszystkich innych możliwych źródłach i literaturze. Co tam było, jak to wyglądało, z czego się składało, żeby ten obraz był jak najpełniejszy. Bo wydaje mi się, że najczęściej autorzy, szczególnie początkujący – co jak najbardziej mogę powiedzieć o sobie – natykają się na problemy techniczne. Chcą, żeby ich bohater zrobił coś, ale nie wiedzą jak to coś wygląda i jak może być zrobione. Jeżeli się wie, to jest to jedynie kwestia opisania tego. Gdybym Ci kazał opisać nóż, miałbyś z tym potworny problem. Gdybym Cię poprosił, żebyś opisał jakiś konkretny nóż, byłoby to o wiele łatwiejsze, bo go widzisz. I opisanie go staje się kwestią stricte techniczną, a nie problemem. Kwestią warsztatu, a nie wyobraźni. Jeżeli widzisz to, co opisujesz, wszystko idzie pięknie.

Trzymałeś się sztywno kanonu gier czy też pozwalałeś sobie na większą swobodę?

Powiedziałbym, że trzymałem się kanonu serii literackiej S.T.A.L.K.E.R., samej z siebie stanowiącej dość odważne rozwinięcie gry, która – jak wszyscy wiedzą – jest tylko i wyłącznie wycinkiem tego, czym w oryginale miał być S.T.A.L.K.E.R. Nie ukrywam, celowo wyszedłem na teren dziewiczy, na tę białoruską część Zony, żeby mieć tej wolności więcej. Żeby nie ryzykować, że będę musiał opisywać coś, co było w grze, albo w innych książkach. Bo to była moja Zona, od początku do końca była moja, i nikt mi nie może powiedzieć, że "czegoś takiego tam nie ma", no bo jest. Bo już to napisałem (śmiech).

Czy przed tą książką tworzyłeś jakieś inne utwory literackie i czy ujrzą one kiedyś światło dzienne?

Mam otwarty projekt Sic Transit Gloria Mundi: XII-wieczny Konstantynopol, okraszony nutką łotrzykostwa i kroplą nadnaturalnego, którego w tej chwili mam zrobione dwa tomy. S.T.A.L.K.E.R. tak naprawdę miał być krótkim oderwaniem się od tego, co pisałem wcześniej. Z "oderwaniem" się udało, z "krótkim" nie. Mam nadzieję, że kiedyś będę się mógł z czytelnikami i tym podzielić.

Atakowałeś tym wydawców? Może również Fabrykę Słów?

Zarzuciłem to Fabryce. Powiedzieli, że jest trochę za mało chwytliwe. Ja sam czuję, że to się w trakcie pisania bardzo rozwijało, ja się rozwijałem, styl się rozwijał. Nawet na przykładzie Ołowianego świtu to widać, jak bardzo różnią się początkowe strony książki od końcowych.

Może z wyjątkiem pierwszej i ostatniej, bo są spięte taką "klamrą".

No tak, nie ukrywam, że to było z mojej strony celowe. Natomiast przypuszczam, że Sic Transit Gloria Mundi kiedyś ujrzy światło dziennie, ale będzie to jeszcze ode mnie wymagało sporo pracy. Bo teraz, jak na to patrzę, prawdopodobnie napisałbym to zupełnie inaczej.

Ilu wydawcom proponowałeś Ołowiany świt przed Fabryką Słów?

Nie mam pojęcia. Myślę, że dziesiątkom. Odezwało się może siedmiu. Przy czym ostatni dwa tygodnie przed premierą książki.

Czy jesteś zadowolony z przyjęcia tej książki przez czytelników i krytyków?

Powiedziałbym, że jestem raczej wzruszony przyjęciem Ołowianego świtu, i przez czytelników, i przez krytyków. Zastanawiałem się, których opinia będzie dla mnie ważniejsza, czy jednych, czy drugich. Rolą krytyka jest krytykowanie, rolą czytelnika jest czytanie, prawda? Nie ukrywam, że czytam wszystkie recenzje, na jakie trafię. Bardzo uważnie, starając się – czasem siłą – przekonywać samego siebie, że w każdej z nich tkwi ziarno prawdy. Bo jeżeli ktoś coś napisał, to pewnie miał po temu powód. Powiem inaczej: najlepsze recenzje tylko przelatuję wzrokiem, średnie czytam, najwięcej czasu poświęcam tym najgorszym. Bo są dla mnie najbardziej istotne.

Bez fałszywej skromności: co uważasz za swoją największą zaletę jako pisarza?

Żonglowanie słowem. W takim sensie, że wciągam Cię w zdanie, a Ty w połowie tego zdania nie pamiętasz, jak się zaczęło i nie masz pojęcia, jak się skończy. To, że potrafię się nie powtórzyć, opisując jedną i tę samą rzecz. Staram się pisać tak, żeby samego siebie tym pisaniem nie nudzić. To nie jest łatwe, ale jest cholernie zabawne, jak się to robi.

Gdy się udaje.

"Nieudawanie się" też jest cholernie zabawne! (Śmiech). Kiedy czasami próbujesz opisać coś, na co zupełnie nie masz pomysłu – jak to napisać, żeby miało sens. Żeby opis nie był niewygodny, nie był pokraczny, żeby nie łamał dynamiki, tempa i rytmu tego, co się dzieje. To jest najlepsza zabawa.

Jak układała się współpraca z Fabryką Słów i czy obie strony są zadowolone z rezultatu?

Układała się błyskawicznie i zaskakująco efektywnie. Ja ze swojej strony jestem zadowolony niesamowicie. Mam nadzieję, że Fabryka jest w stanie powiedzieć to samo. Ogromny kredyt zaufania, masa dobrej woli, ogromna efektywność operacyjna. Tak bym to podsumował.

Czy planujesz kolejną powieść umieszczoną w tym uniwersum? Czy Miś powróci?

Ołowiany świt skończyłem pisać 21 grudnia – rok temu. Bez pisania wytrzymałem cztery dni. W pierwszy dzień świąt otworzyłem laptopa i zacząłem pisać kolejną książkę. A czy Miś powróci? (Śmiech). Ciężko mówić, żeby powrócić miał ktoś, kto ode mnie nigdy nie odszedł, prawda?

Czy uważasz się za stalkera? Ile z Ciebie możemy znaleźć w Misiu?

Stalkerem jest tak naprawdę chyba po części każdy, pytanie, czy się do tego przyznamy, czy nie. Co do książkowego Miszki – czy też Misia – myślę, że zarazem wszystko i nic. Bo on jest faktycznie czymś w rodzaju alter ego, jest człowiekiem do mnie bardzo podobnym, a jednocześnie diametralnie innym. Istniejemy gdzieś obok siebie, dobrze nam się współistniało i współistnieje w pisaniu. Mamy swoje różnice, nie zawsze jeden zachowuje się tak, jak zachowałby się ten drugi, ale staramy się dogadywać.

Biogram w książce opisuje Cię jako "mizantropa i samotnika", natomiast wydaje się, że masz bardzo dobry, bezpośredni kontakt z czytelnikami. Jak to właściwie jest?

Jedno nie wyklucza drugiego. Samotnik to jest człowiek, który zawsze szuka siebie w tłumie, który zawsze czuje się jak "ja", a nigdy jak "my". Kontakt z czytelnikami jest raczej kwestią jednostkową. Powiedzieć "czytelnicy" jest nadużyciem słowa – nie ma czegoś takiego, jak "czytelnicy". Jest ta osoba, która czytała moją książkę, jest tamta, która czytała moją książkę, i jeszcze inna, która czytała moją książkę. Tak naprawdę więc nie istnieje zbiorowość, to jest pewne uproszczenie, które sobie stworzyliśmy, żeby opisywać świat. Nie ukrywam, że wolę kontakt indywidualny od grupowego. No, a że potem z takich indywiduów zbiera się grupa – to już nie moja wina.

Byłem na dwóch Twoich spotkaniach autorskich: widać, że dobrze sobie z tym radzisz.

Staram się jak mogę. Za każdym razem próbuję ludziom powiedzieć coś nowego, żeby się nie powtarzać. I sam się przy okazji takich spotkań bardzo dużo dowiaduję – nie tylko o ludziach, nie tylko o sobie, ale o wszystkim. Ponieważ wymyślam sobie jakiś temat, a potem desperacko próbuję nadgonić z wiedzą, żeby go pociągnąć (śmiech).

A jaką miałeś największą publiczność na jakimś spotkaniu czy konwencie?

Myślę, że to chyba byłoby na najdalszym konwencie, na jakim dotąd byłem, czyli w Zamościu. Tam było w granicach 50–60 osób.

To Cię nie peszyło?

Nie. Dlaczego? Szczerze mówiąc, nie przeszkadza mi liczba osób, bo i tak mówi się to samo.

Czy mógłbyś opowiedzieć trochę o swoim życiu zawodowym?

Tłumacz symultaniczny, kabinowy, angielsko-polsko-rosyjski, także w telewizji. Teraz na przykład wróciłem z TVN 24, gdzie tłumaczyłem konferencję Chodorkowskiego. Na co dzień bardzo często Ministerstwo Gospodarki, różne instytucje rządowe i okołorządowe. No, sporo się dzieje. Głównie w przerwach w pracy mam czas na pisanie.

Ile lokacji opisanych w Twojej książce to miejsca rzeczywiste?

Wszystkie, za wyjątkiem Obiektu Zero. Znalezienie dawnej, niedoszłej wyrzutni rakiet termonuklearnych w pobliżu Sochaczewa byłoby trudne. Nie mówię, że niemożliwe, ale trudne! (Śmiech).

Powiedziałbyś, że figura stalkera jest dla Ciebie jakimś życiowym symbolem?

Stalker jest swego rodzaju symbolem, który pojawia się już u Strugackich. Bo stalker to jest człowiek, który miał wszystko, doszedł do pewnej granicy cywilizacyjnej i się od tej granicy odbił. Odbił się – ale do środka samego siebie, na wewnętrzną pustynię. I to jest takie częściowe uosobienie współczesnego ducha, gdzie z jednej strony wszyscy jesteśmy non stop podłączeni do mediów społecznościowych, do Facebooka, Twittera, telefonów, czy czegokolwiek innego, a z drugiej strony desperacko próbujemy wyjść z tego cyfrowego tłumu i znaleźć miejsce, w którym będziemy tylko sobą.

Czyli Zona w trakcie takiej eksploracji, zamiast pokazywać swoje wnętrze, ukazuje podróżnikowi wnętrze jego samego.

Zona to jest lustro – lustro, w którym każdy znajdzie tak naprawdę tylko i wyłącznie samego siebie. I w pewnej chwili sobie uświadomi, że największym problemem, jaki Zona może postawić na jego drodze, jest on sam. Jeżeli człowiek nie jest w stanie domówić się z samym sobą, to nie ma szans na przetrwanie na pustyni.

Dlaczego nie chcesz odwiedzić prawdziwej Strefy Alienacji?

Bo boję się rozczarowania. Boję się tego, że byłbym zawiedziony, iż naprawdę istniejąca Zona, teraz, po tych wszystkich latach działań służb radiologicznych, dezynfekcji tego terenu, że różni się ona tak bardzo od tej, którą sobie wyobrażałem. Cmentarzyska pojazdów już dzisiaj nie ma. CZAES tętni życiem. Cały czas działają tam takie czy inne służby. Nowy Sarkofag jest już praktycznie gotów do nasunięcia na czwarty reaktor. Obawiam się, że byłbym zawiedziony.

Wyobraź sobie, że budzisz się któregoś dnia i stwierdzasz, że znajdujesz się w Zonie, ale tej z gier i książek – jaka będzie pierwsza rzecz, jaką zrobisz?

Statystycznie prawdopodobnie bym zginął (śmiech). Jeżeli mówimy o pobożnych życzeniach – nie mam zielonego pojęcia.

Sądzisz, że jak długo dałbyś tam radę przetrwać?

Pewnie do wykonania pierwszego kroku (śmiech). Mało epicka odpowiedź, ale śmierć jest z założenia mało epicka!

Co pociąga Cię w tematyce postapokaliptycznej? Jak myślisz, dlaczego jest ona tak popularna?

Człowiek. Tak naprawdę, jak na to popatrzymy, centrum każdego utworu postapokaliptycznego, niezależnie czy mówimy o literaturze, czy o filmie, czy o czymkolwiek innym, jest człowiek. To są zawsze tylko i wyłącznie zachowania człowieka postawionego w sytuacjach ekstremalnych. I to tak naprawdę nawiązuje do Twojego pytania: odbijamy się od granicy cywilizacji i wychodzimy na pustynię, a na pustyni jesteśmy tylko my. Problemem nie jest pustynia, tylko my, bo ona doskonale sobie bez nas radzi.

A skoro o tym mowa, czy lubisz również temat apokalipsy zombie? Czyli bardziej horror niż science fiction.

Apokalipsa zombie jest bardzo ciekawym tematem. Stosunkowo już okrzepłym z punktu widzenia tego, kiedy się pojawiła, bo to chyba spopularyzowała Noc żywych trupów Romero, jeszcze w latach 60., jeśli się nie mylę. Ten temat jest również blisko Zony, z tego powodu, że to odwrócenie naturalnego porządku rzeczy: żywi – umarli, umarli – żywi. Poza tym zombie też są bardzo popularnym i żywym tematem w świecie S.T.A.L.K.E.R.-a. Ciężko sobie wyobrazić to uniwersum bez żywych trupów. Od których, zresztą, zaczyna się także Ołowiany świt, prawda? Pewnie więc częściowo siłą rzeczy się one przyciągają.

Czyżby tytuł tej książki stanowił nawiązanie do tego starego filmu postapo z Patrickiem Swayze, Stalowego świtu?

Ooo! Ktoś wreszcie obejrzał Stalowy świt, jak mi miło!

Oglądałem go jeszcze w latach 80.

Fantastycznie! Mało kto pamięta, że ten film w ogóle istnieje. Częściowo tak, nie ukrywam. Ale częściowo chodziło mi o mocną, wewnętrzną sprzeczność. Bo tytuł Stalowy świt też jest ładny, Ołowiany jest jednak cięższy. Od razu naprowadza na myśl odpowiednie skojarzenia. Dlaczego "ołowiany" – to chyba oczywiste. Dlaczego "świt"? Bo to początek polskiej serii, nie? Tak najprościej mówiąc, tylko na jednym, jedynym poziomie skojarzeń. No, ale wreszcie trafił się ktoś, kto kojarzy Stalowy świt – jestem pod wrażeniem!

Oprócz wszystkiego, co związane ze S.T.A.L.K.E.R.-em, jakie jeszcze filmy, książki, komiksy, czy gry o tej tematyce zrobiły na Tobie największe wrażenie? Nowsze i starsze.

Droga. Myślę, że ta pozycja jest cholernie mocna. Szczególnie w adaptacji, takiej bardziej przejmującej. Postapokalipsa jest w ogóle dość nośnym tematem, który pojawia się już od czasów Wojny światów Wellsa, prawda? To też była swego rodzaju postapokalipsa: ludzie żyjący po czymś, co było zupełnie nieprzewidywalne.

Ile razy przeszedłeś wszystkie części S.T.A.L.K.E.R.-a i która jest Twoją ulubioną?

Ile razy przeszedłem? Myślę, że w granicach sześciu. Bo chyba ze dwa razy Zew Prypeci, raz Czyste niebo, trzy razy Cień Czarnobyla. Natomiast lepiej byłoby zadać pytanie, ile razy zaczynałem. Bo ile razy zaczynałem, to się nie doliczę, ponieważ początek Cienia Czarnobyla jest chyba moim ulubionym elementem tej serii. Potem, jak się rozkręca, kiedy pojawiają się potwory, bronie, mutanty i tak dalej, to już nie jest takie fajne. Ale sam początek, gdy się dopiero wchodzi na kordon, kiedy są ci pierwsi bandyci na NDS-ie – to są najlepsze momenty.

Jak zareagowałeś na informację o zawieszeniu prac nad S.T.A.L.K.E.R.-em 2 i czy zamierzasz dać szansę Survarium?

Zareagowałem, w odróżnieniu od większości polskich fanów, bardzo spokojnie. Większość ludzi zareagowała panicznie, mówiąc: "Ooo, GSC nie dadzą nam S.T.A.L.K.E.R.-a!". I tak dalej. Takie założenie, że GSC jest im cokolwiek "winne". Bo obiecali i mają to dać. Poza tym wszyscy używali słowa "dadzą". Każdy wychodził z założenia, że tego S.T.A.L.K.E.R.-a dostanie w taki czy inny sposób za friko i koniec. Ja do tego podszedłem zupełnie spokojnie, bo jeżeli powiedzieli, że "zamrażają prace, bo Grigarowicz nie jest zadowolony z postępu", to prawdopodobnie znaczyło to, że… Grigarowicz nie był zadowolony z postępu prac i dlatego je zamroził. Lepsze to, niż gdyby mieli wypuścić jakąś padakę, prawda? Zwłaszcza że już pierwszy S.T.A.L.K.E.R. miał bardzo dużo niedociągnięć. Szczerze mówiąc, częściowo się cieszę, bo boję się, że poszliby za bardzo w jakieś klimaty "cyber-bio-techu", nawet patrzyłem już na takie artworki. Co prawda żałuję, że nie zobaczymy na przykład świni z pasożytem czy szczurowilka, ale spokojnie – dla mnie gra była i jest tylko i wyłącznie fragmentem tego świata, wprowadzeniem. A czy ktoś pójdzie dalej niż wprowadzenie, to jest jego sprawa. Czy zamierzam dać szansę Survarium? Myślę, że moje "dawanie szansy" nie ma tu znaczenia – jeżeli Survarium będzie dobrą grą, to powinno się obronić samo. Na co, nie ukrywam, mam szczerą nadzieję, ponieważ z tego co słyszałem ze źródeł dobrze poinformowanych, ma to być bardzo ciekawy świat.

Czy to przypadkiem nie Ty podsunąłeś Fabryce pomysł wydania Ślepej plamy po polsku?

Oczywiście, że ja. Ponieważ ja te książki czytałem, mamy z "fabrykantami" umowę, że wszystko co wejdzie na polski rynek, najpierw musi przejść przeze mnie. Nie będzie wypuszczania książek tylko dlatego, że ktoś gdzieś uznał, że "byłoby fajnie", mają to być wyłącznie dobre książki, z którymi miałem kontakt. Nic innego nie wchodzi w rachubę.

Książki "przetestowane".

Przetestowane i sprawdzone na zwierzętach (śmiech).

Czyli to był pewnie Twój pomysł, żeby zgłosić się z propozycją tłumaczenia?

To był mój pomysł i tłumaczenie zacząłem robić rok temu, jeszcze w trakcie prac nad Ołowianym świtem. Żeby im pokazać, że umiem i że Ślepa plama jest naprawdę fajną książką. Pierwszych 70 stron zrobiłem w grudniu 2012 roku.

Co Wiktor Noczkin wnosi unikalnego do książek z tego cyklu?

Ciężko mi mówić obiektywnie, jeżeli już, to z mojego punktu widzenia.

Na to liczę.

Na pewno bohatera, który nie jest "bohaterem" w sensie "heroizmu", on jest zwykłym gościem, który próbuje zarobić na chleb i jakoś przeżyć. I bardzo, bardzo u Noczkina podobało mi się wyjście poza Zonę. To, że część Ślepej plamy – nie mówię, że znaczna, ale znacząca – dzieje się po drugiej stronie drutów. Po naszej stronie. I miejscami, szczerze mówiąc, ten świat, który opisuje Noczkin, bar Gwiazda, te wszystkie układy i układziki w tym małym miasteczku – te rzeczy podobały mi się nawet bardziej niż sam świat Zony. Co, nie ukrywam, mam zamiar częściowo rozwinąć w jednym z tych moich projektów.

Co sądzisz o uniwersum Metro Głuchowskiego i czy uważasz je za prawdziwą konkurencję dla S.T.A.L.K.E.R.-a?

Metro nie jest konkurencją, ponieważ pojawiło się zupełnie niezależnie od S.T.A.L.K.E.R.-a i jako książka jest o wiele starsza, jeśli mówimy o pierwotnej wersji. Wolałbym tego nie rozpatrywać jako konkurencji, Metro jest raczej częścią mitu stalkera, chociażby dlatego, że w pierwszych książkach serii mieszkańcy metra nazywają się stalkerami. Dopiero potem przechodzą na nazwę digger. Jest to więc część nurtu postapokaliptyczno-stalkerskiego, w rozumieniu Strugackich i Tarkowskiego. Nie sądzę, żeby była jakaś konkurencja pomiędzy Metrem a S.T.A.L.K.E.R.-em., pomiędzy Insignisem a Fabryką, ponieważ jedna i druga seria zdają się świetnie sobie radzić. I wydaje mi się, że jeżeli ktoś jest fanem jednego i drugiego, to przeczyta jedno i drugie, a nie jedno albo drugie. A jeśli idzie o jakość samej literatury, wydania i tak dalej… Jak będziemy mieli odpowiednio dużą liczbę książek ze S.T.A.L.K.E.R.-a na rynku polskim, to zobaczymy.

I na koniec: jak wyobrażasz sobie swoją karierę pisarską za dziesięć lat?

Na razie jestem autorem, a nie pisarzem. Pisarzem będę po trzech książkach. Za dziesięć lat? W tym tempie co teraz? Myślę, że tak jak Noczkin: jeżeli utrzymam tempo, jeżeli nie wysiądzie mi pikawa, albo nie zagotuje mi się mózg… to będzie tego dużo. O ile się nie wypalę. A jeżeli się wypalę, to mam nadzieję, że ktoś mnie zastrzeli na ulicy, albo żona mnie udusi w nocy poduszką. Na co jesteśmy zresztą umówieni.

Autor: Patryk Cichy
Redakcja: Staszek 'Scobin' Krawczyk
Źródło: https://polter.pl/ksiazki/Wywiad-z-Michalem-Golkowskim-c26574


olowiany-swit-s-t-a-l-k-e-r-tom-1-b-iext66624199.jpgdrugi-brzeg-s-t-a-l-k-e-r-tom-2-w-iext66641196.jpgGOLKOWSKI_DrogaDonikad_2D-mala.jpgsztywny-s-t-a-l-k-e-r-tom-4-w-iext40266317.jpgpowrot-w-iext66619123.jpg

 

Ołowiany Świt:

Spoiler

  Czasy współczesne. Katastrofa w Czarnobylu w 1986 roku była tylko początkiem – niemal dwadzieścia lat później dochodzi do następnej, równie groźnej. Niespodziewane emisje przechodzące przez obszar Zony stanowią śmiertelne niebezpieczeństwo, podobnie jak tereny objęte promieniowaniem. W tym miejscu poznajemy Misia zwanego też Miszka, Polaka, który jest jednym ze stalkerów starających się przetrwać w tym miejscu i jednocześnie zapewnić sobie płynność finansową. Bohater przedstawia czytelnikowi Zonę tak, jak ją widzi. Odkrywamy z nim jej sekrety, napotykamy anomalie i zbieramy powstałe w nich artefakty, ale przede wszystkim próbujemy przeżyć
  Ołowiany świt, książka utrzymana w konwencji postapokaliptycznej, to zbiór kilkunastu tekstów, krótszych i dłuższych, zebranych na ponad 350 stronach. Wszystkie łączy postać protagonisty oraz miejsce akcji, w którym rozgrywa się cała historia. Michał Gołkowski wie dokładnie, o czym chce pisać, i stara się jak najlepiej przekazać innym swoją niezwykłą fascynację Zoną oraz wszystkim, co z nią związane. Autor opowiada coś nieprawdopodobnego w sposób możliwy, a do tego całkiem realny i naturalny. Wizja, jaką roztacza przed czytelnikiem, jest obrazowa i sugestywna, stanowi mieszankę thrillera, powieści przygodowej oraz elementów fantastycznych. Utwór posiada kilka niedociągnięć czy niespójności, ale jako całość wypada dobrze.
  Fabuła książki jest przemyślana, intrygująca i sprawnie nakreślona, a poszczególne wątki dobrze oddane. Pierwszoosobowa narracja pozwala poznać lepiej Miszkę oraz tereny, po których wędruje. Autor nie nudzi, porusza się po swojej historii z wprawą, a pomaga mu w tym przejrzysty oraz zajmujący styl pisania. Tło Ołowianego świtu zasługuje na uznanie, każdemu miejscu poświęcono dużo uwagi i szczegółowo je przedstawiono. Liczne opisy dają możliwość lepszego poznania Zony, choć nadal jest to tylko mały wycinek większej całości. Mamy odpowiedni klimat, wisielcze poczucie humoru oraz (momentami przygnębiającą)  wszechogarniającą atmosferę grozy i tajemnicy. Wizja, która rozpościera się przed nami, działa w znacznym stopniu na wyobraźnię. Świadomość, że każdy krok bohatera może być tym ostatnim, potęguje tylko uczucie zagrożenia. Na duży plus zasługuje kreacja postaci: są to wyraziste i oryginalne jednostki, które łatwo polubić. Należy dodać, że Zona, obszar, gdzie zapuszczają się tylko stalkerzy, nie stanowi jedynie tła dla wydarzeń, ale sama jest również niezwykle ważnym bohaterem książki.

Drugi Brzeg:

Spoiler

 Po raz drugi Michał Gołkowski wprowadza czytelników do samego serca Zony. Bohater opowiadający całą historię to Polak, zwany przez kolegów Misiem. Stalker-weteran, darzący Zonę szacunkiem (denerwuje się na widok zdewastowanych mieszkań, a nawet wyciera autografy idiotów, którzy przyjeżdżali tu na wycieczki przed Pierwszą Emisją ze szkolnej tablicy w Martwym Mieście), nazywający ją boginią, kochanką, „jego” Zoną, której część stanowi. Narrator to barwna postać, człowiek z krwi i kości – choć jest doświadczonym mieszkańcem tej Strefy, czasami popełnia błędy, nie wybiela się. Ma zwyczajne, ludzkie potrzeby, a emocje, których doświadcza, są silne – gdy budzi się z koszmarów, nie raz zwija się w kłębek i po prostu płacze. Dzięki temu jego osoba jest tak żywa, a jego poczucie humoru wręcz fenomenalne – postać tę łatwo polubić i się z nią zżyć.
  Motywem przewodnim drugiego tomu są koszmary, nawiedzające bohatera co noc, z których przeważnie budzi się z krzykiem, przerażony. Z tego powodu kontynuacja historii wydaje mi się mroczniejsza, a opisy z mar sennych (które Miszka odczuwa jako swoje własne przeżycia i cierpienia) wzbudzają dreszcz i przerażenie również w samym czytelniku. Skąd się wzięły? Czyje tortury przeżywa stalker? Dlaczego nawiedzają go coraz mocniejsze obrazy? Gdzie jest granica pomiędzy jawą a snem? W końcu bohater znajduje się na granicy obłędu…
  Aby dowiedzieć się, skąd pochodzą te sny, Miś udaje się tam, gdzie jeszcze nigdy nie był – na drugi brzeg rzeki. Razem z nim czytelnik przedziera się przez most, a później odwiedza Martwe Miasto, Oko Moskwy prawie jak Oko Saurona!) i czarnobylskie cmentarzysko statków. Jak wygląda prawy brzeg? Czy są tam inne mutanty, inne artefakty, inne zagrożenia? Tego wszystkiego odbiorca dowiaduje się i uczy razem z bohaterem. Przede wszystkim upewnia się, że Zona jest nieprzewidywalna i nigdy nie może być niczego pewny. I tylko z takim podejściem Miszka ma szansę na przeżycie.

Droga Donikąd:

Spoiler

 Misiek. Kiedyś biedny, niemający niczego chłopak. Teraz zamożny, mieszkający w Warszawie mężczyzna, który ma absolutnie wszystko: nowoczesne mieszkanie z dizajnerskim sprzętem, sportowy bolid, świetną pracę, co noc inną kobietę w łóżku. A jednak nie czuje nic, tylko pustkę. I tak żyje w tym wypranym z emocji świecie, aż nagle… coś w nim pęka. Rusza w stronę Mińska i pewny swego planu jedzie jeszcze dalej. Gdy znajduje się coraz bliżej swojego celu czuje, jak powoli odżywa. W końcu udaje mu się przejść przez Kordon, gdzie porzuca dokumenty, które już nie będą mu potrzebne. Oto przed nim rozciąga się Zona.
  Razem z Miszką czytelnik ogląda napotkane przez niego po raz pierwszy anomalie, mutanty, artefakty… Przeżywa jego strach, zaskoczenie, początkowe bolesne zetknięcia z tworami Zony. A także pierwsze spotkanie z drugim człowiekiem, uczonym Clementem. Bohaterowie szybko natrafiają na Łysego, doświadczonego stalkera. Mężczyzna szybko nadaje Polakowi ksywkę „Kurwa” i staje się jego przewodnikiem. Wprowadza on Miszkę w tajniki życia w tym środowisku, co nie jest łatwe… dla obu stron.
  Opisanie pierwszych tygodni Miszki, znanego już wszystkim z poprzednich powieści Michała Gołkowskiego, w Zonie to bardzo dobry pomysł. Czytelnik dowiaduje się co nieco o przeszłości bohatera, o motywach, które nim kierowały, styka się z nowymi stalkerami, ale także poznaje początki znajomości z tymi „starymi”, znanymi z wcześniejszych książek. Jeden rozdział jest opowieścią Łysego: o początkach Zony, tuż po pierwszej Emisji i o tym, jak ludzie musieli się dostosować do nowych warunków.

Sztywny:

Spoiler

  Oszukałeś Szefa, zdradziłeś kumpla, jesteś mordercą bez wyrzutów sumienia. Wiecznie nie masz kasy, wszystko przepijasz, wydajesz na narkotyki albo dziwki. Wszyscy faceci chcą cię zabić. Wszystkie laski chcą się z tobą przespać. A teraz leżysz w Zonie, krwawisz, umierasz i zastanawiasz się…

Cholera…
…jak w ogóle do tego doszło?

  Sztywny. Chłopak z małej mieściny, gdzie kruki zawracają, a psy… no, wiadomo. Bieda, alkohol, prostytutki, używki, przemoc i Zona. Choć trzeba przyznać od razu, że tej ostatniej jednak nie za dużo. I do tego nie jest ona traktowana z taką świętością, jak to było w innych książkach ze świata S.T.A.L.K.E.R.’a. W najnowszej powieści Michała Gołkowskiwego traktowana jest jako źródło hajsu, miejsce, gdzie idzie się po towar. Przynajmniej przez głównego bohatera i jego paczkę. Sztywny to trochę stalker, trochę bandyta (a nawet bardziej to drugie, bo jaki szanujący się stalker idzie do zony w dresach i adidasach?). Do tego ćpun, alkoholik, seksoholik, można by powiedzieć – margines, po prostu szmata. Niby ma dziewczynę, ale jest tak rozrywany, że sypia z każdą, jaka się nawinie. Trzeba tu dodać, że wszystkie są chętne i równie napalone jak on.
   Oczywiście ów wspaniały dresiarz ładuje się w kłopoty. No bo jak to się stało, że weszli do Zony we trzech, a wrócił już sam… Przypadek? Nie sądzę. Swoje podejrzenia mają też inni. Do tego towaru jakoś mało… Nie spotyka się to z entuzjazmem Szefa. Pojawiają się długi, Sztywny musi szybko skombinować kasę. Do tego dochodzą różne porachunki, problemy z kobietami, mnóstwo nielegalnych substancji i voila – intryga gotowa.
  „Sztywny”, najnowsze dziecko Michała Gołkowskiego, w teorii należy do cyklu stalkerskiego. W praktyce to zupełnie inny klimat.

Powrót:

Spoiler

Tak wiele dzieci Zony
W morderczej próbie sił
Znikają za kordonem
On synem Zony był

Obiecywał sobie, że już nigdy więcej. Że tamten raz był naprawdę ostatni. Że wszystko się zmieni, znormalnieje. Jednak ciężko jest udawać normalnego człowieka. Kiedy do drzwi puka przeszłość w osobie postrzelonego przyjaciela-stalkera z dawnych lat a zimowa zawierucha niesie w sobie szepty zza dalekiego Kordonu, trzeba schować do kieszeni moralność i odwiesić na kołek solenne obietnice. Nadchodzi pora, żeby raz jeszcze zostawić za sobą Dużą Ziemię i po raz kolejny - tym razem naprawdę już ostatni - wkroczyć na bezdroża ziemi utraconej, którą jest czarnobylska Zona. Bo nic innego nie ma znaczenia, kiedy człowiek usłyszy Zew. Nadeszła pora ostatniej przygody.

 

 


Autor: Wiktor Noczkin

Spoiler

Noczkin.jpeg

Wiktor Noczkin. Ukraiński pisarz sf, dziennikarz.
Prawdziwe nazwisko - Wiktor Isjemini.
  Urodził się 11 stycznia 1966 r. w Charkowie. Spędził tam dzieciństwo i młodość marząc o locie na nieznaną planetę lub choćby nadaniu nazwy rzece. Przez lata kolekcjonował figurki żołnierzyków, a nawet sam je produkował i sprzedawał. W 1989 r. ukończył politechnikę charkowską, z wykształcenia - inżynier mechanik. Życie zawodowe rozpoczynał jako inżynier i projektant dźwigów towarowych rozsyłanych na cały świat.
  Przygodę z pisaniem rozpoczął dopiero jako trzydziestolatek w latach dziewięćdziesiątych, po zmianie ustroju i upadku ZSRR. Wymyślił jedną historię, zaczął zapisywać następne i wyszła z tego powieść, potem powstawały kolejne.
  W 2001 roku pisarz został zmuszony do wyjazdu za granicę. Dopiero w Niemczech opublikował swoje teksty w magazynach rosyjskojęzycznych i podpisał pierwszy kontrakt z rosyjskim wydawcą książek. W trakcie ostatniej dekady Wiktor Noczkin wydał ponad trzydzieści powieści i stał się jednym z najpopularniejszych autorów rosyjskojęzycznych.
  Literatura powiązana z grą komputerową to znak naszych czasów – uważa Noczkin. W serię S.T.A.L.K.E.R. wciągnął go Andriej Lewicki, który był jednym z pionierów serii książek osadzonych w uniwersum gry. Za jego namową, Noczkin zagrał w „Cień Czarnobyla” i atmosfera gry go porwała…
„Ślepa plama” to pierwsza rosyjskojęzyczna powieść z uniwersum S.T.A.L.K.E.R. przetłumaczona na język polski.

 

Wywiad z Wiktorem Noczkinem:
 

Jarosław Machura: Pierwsze i chyba najważniejsze pytanie: Skąd czerpał Pan inspiracje pisząc „Ślepą plamę” i kolejne książki w uniwersum S.T.A.L.K.E.R.?

Wiktor Noczkin: A skąd w ogóle pisarze czerpią natchnienie? Ot, przybywa do nich Muza, krąży sobie wokół żyrandola, brzdąka na lirze i śpiewa. A do mnie ta Muza zawitała w masce p-gaz i z kałaszem zamiast liry… Grałem w „Cień Czarnobyla”, a ta gra nie tylko mnie jednego natchnęła do działania. W Rosji przeogromna liczba gamerów nagle wzięła się za pisanie swoich własnych tekstów w uniwersum S.T.A.L.K.E.R. – szczerze mówiąc, nabrało to rozmiarów epidemii. Od razu pojawiły się tysiące tekstów, zarówno fanfiction do książek profesjonalnych autorów, jak i oddzielnych utworów w świecie S.T.A.L.K.E.R. Do tej pory praktycznie dzień w dzień zwracają się do mnie początkujący autorzy, więc powiedzieć można, że ta akurat Muza miała, hm, niezłą siłę przebicia.

 JM: Czy miał Pan jakieś problemy w trakcie pracy nad książką? Czy trudno było pisać w tym uniwersum?

WN: Ależ bynajmniej, wręcz przeciwnie – było to niezmiernie ciekawe i pasjonujące, zupełnie jak kolejny quest w grze. Tak w każdym razie wyglądało to ze „Ślepą Plamą”; potem, kiedy pracowałem nad kolejnymi książkami, trzeba było już o wiele bardziej dopracować fabułę i pomysły. W serii było już wtedy kilkadziesiąt książek, a ja za wszelką cenę starałem się nie dublować innych, nie pisać o tym, co już ktoś kiedyś opowiedział. To również było bardzo ciekawe: wymyśleć coś swojego, oryginalnego w już znanym świecie Zony… Chociaż, przyznaję, łatwo nie było.

JM: Pisanie niesie ze sobą odpowiednią pracę badawczą. Skąd pozyskiwał Pan potrzebne informacje do swoich książek?

WN: Pisarz musi opowiadać o najprzeróżniejszych rzeczach, a wszystkiego pod Słońcem po prostu nie da się wiedzieć. Dlatego też muszę albo badać nowy temat i zgłębiać to, co dam radę znaleźć na Internecie, albo pisać ogólnikami, dawać do zrozumienia, że bohater wie o wiele więcej, niż chce powiedzieć… albo po prostu zmyślać, przecież to w końcu fantastyka! Dokładnie tak powstał „efekt Rubiczowa-Holtona”; po wyjściu książki zauważyłem, że czytelnicy szukają na Wikipedii i w całej masie innych źródeł jakichkolwiek informacji o tym – bądź, co bądź – nieistniejącym zjawisku. Myślę, że to dobrze, bo znaczy, że się zaciekawili, chcieli dowiedzieć się więcej… W Związku Radzieckim mieliśmy takie hasło: „Fantastyka naukowa powinna ciągnąć młodzież ku uniwersytetom!” Co prawda nie do końca uniwersytecko wyszło, ale najwyraźniej na Wikipedię parę osób udało mi się ściągnąć.

[przypis tłumacza: dwa dni szukałem efektu Rubiczowa-Holtona, potem zacząłem grzebać po nazwiskach w różnej pisowni oraz w transkrypcji… Dałem sobie spokój, gdy wykopałem dwóch pułkowników KGB i biologa z Australii. – M.G.]

JM: Czym dla Pana jest Zona? Jak ją Pan widzi?

WN: Zona… Z jednej strony to ziemia wolności, coś jak balkon w moim mieszkaniu, gdzie wychodzę sobie na papierosa, żeby mieć spokój. Z drugiej, to terra incognita, tajemnica, niespodzianka, które są tak bardzo deficytowe w naszej codzienności, tak doskonale już obfotografowanej przez Google Maps. Zona to kraina odkryć, miejsce, gdzie jeszcze coś może nas zadziwić. Zona – to zaczarowany las, do którego wyruszali rycerze Okrągłego Stołu. W naszym świecie zauważalnie brakuje romantyki, po prostu nie ma już na nią miejsca. A zatem Zona jest właśnie tym kawałkiem Ziemi, gdzie romantyka jeszcze żyje i ma się świetnie. Niebezpieczeństwa, tajemnice, nowe odkrycia…

JM: Czy był Pan w strefie czarnobylskiej? Jeśli tak, to jak wspomina Pan tę wizytę?

WN: Nie, tam nie byłem. Pracowałem dawno, dawno temu jako inżynier, miałem delegację na Południowo-Ukraińską EJ, tam popatrzyłem sobie, jak działa elektrownia jądrowa. Ale w Czarnobylu nie byłem.

JM: Uniwersum S.T.A.L.K.E.R. to bogaty świat. Gry, filmy i literatura. Poza własną twórczością czy ma Pan jakiegoś ulubionego autora bądź książkę?

WN: Dla mnie literatura w serii S.T.A.L.K.E.R. zaczęła się od książek Andrieja Lewickiego, który był jednym z pierwszych autorów, piszących jeszcze przed wyjściem samej gry. Potem brał udział w stworzeniu scenariusza do „Czystego Nieba”. Andriej jest moim przyjacielem, czasami piszemy we współautorstwie, dajemy sobie nawzajem teksty do przeczytania i recenzji… z nadzieją na uwagi. No i przeczytałem jego książkę „Wybór broni”, zaciekawiłem się, potem zagrałem w „Cień Czarnobyla”. Pierwsza przeczytana książka już na zawsze zapada w pamięć… No i nie mogę nie wspomnieć tu o „Dezerterze” Alieksieja Stiepanowa, książce napisanej cokolwiek nierówno, ale jej pierwsza część rzuca na kolana. Autentycznie, nie boję się tego słowa: dos-ko-na-ła fantastyka.

JM: Skąd według Pana popularność tematyki Zony? Czy przewidywał Pan, że Pana książki zdobędą taki rozgłos?

WN: Gdy zaczynałem w serii S.T.A.L.K.E.R., była ona już u szczytu swej popularności, więc, naturalnie, liczyłem na to, że rykoszetem skapnie ona i na mnie… Natomiast o wiele ciekawsza jest myśl o popularności gry, stworzonej przez GSC Game World – chyba chodzi tu właśnie o tę romantykę, o której już pisałem. No, bo kto nie chciałby poczuć się jak paladyn, ruszający w zaczarowany las? Takie miejsca od zawsze przyciągały ludzi, a Zona to właśnie współczesna nam ziemia romantyki, heroizmu i odkryć. Zupełnie jak w średniowiecznym zaczarowanym lesie, gdzie żyją nasze mity i legendy. Jeżeli ktoś chce je odnaleźć, spojrzeć im w twarz – no cóż, witamy w Zonie.

JM: „Ślepa plama” to pierwsza Pana książka wydana po polsku, która jeszcze przed premierą zyskała sporą popularność. Jak wspomina Pan wizytę w Polsce? Czy było coś, co zaskoczyło Pana w naszym kraju?

WN: I to właśnie ta popularność mojej jeszcze niewydanej książki tak mnie niepomiernie zdziwiła. W życiu bym się czegoś takiego nie spodziewał. Te trzy dni, które spędziłem w Polsce, były nieprzerwanym pasmem bardzo miłego zaskoczenia. No i oczywiście książki z „Fabryki Słów” – ach, jakie śliczne… Widziałem już ich okładki w Internecie, ale okazało się, że zobaczyć – to za mało. Te książki trzeba wziąć do ręki, przecież to są małe dzieła sztuki, coś, czym można się zachwycić! W Rosji, od serca mówiąc, na okładkach każdy oszczędza, więc od takiego piękna już zwyczajnie odwykłem.

JM: Czy pisze Pan tylko w uniwersum S.T.A.L.K.E.R.? Czy można znaleźć coś innego w Pana dorobku literackim?

WN: W Rosji wydałem około trzydziestu książek, ale pisałem, rzecz jasna, na najróżniejsze tematy… Przed S.T.A.L.K.E.R.em najbardziej ciekawiło mnie fantasy, którego wielbicielom mógłbym zaproponować swoją „Eromachię”, albo dylogię „Zbieracz zła”. No a ci, którym przypadnie do gustu „Ślepa Plama”, powinni sięgnąć po „Lichwiarza”, jako że ma on ze „Ślepą Plamą” sporo wspólnego, nawet pomimo tego, że „Lichwiarz” to kombinacja klasycznego fantasy i powieści detektywistycznej.

JM: Pisanie to dla Pana…?

WN: To moje życie. Żyję wieloma żywotami wraz z bohaterami moich książek. Oni nie są mną, ale i tak żyję razem z nimi, podróżuję, kocham i ryzykuję… a czasem umieram. To bardzo poważna sprawa.

JM: Jakieś rady dla początkujących pisarzy?

WN: Jest taka dobra zasada: „Jeśli możesz nie pisać, to nie pisz”. Do książki siadaj tylko wtedy, gdy inaczej się już nie da, kiedy tekst już narodził się w duszy i po prostu próbuje wyrwać się na zewnątrz. Ale początkujący autor powinien pamiętać: książka to nie tylko natchnienie, to przede wszystkim praca. Czytajcie dobre książki, to najlepsi nauczyciele dla początkującego pisarza. Czytajcie, myślcie, uczcie się.

JM: Czy zna Pan i czytuje polskich autorów fantastycznych?

WN: Naturalnie – Stanisław Lem, Andrzej Sapkowski. Teraz bardzo mocno czekam na tłumaczenie „Sezonu burz” na rosyjski, ale czytałem też innych autorów, chociażby Jacka Dukaja.

JM: Kto znajduje się w gronie Pana ulubionych autorów?

WN: Oj, tu trzeba by długaśną listę sporządzić! Lubię bardzo wielu autorów – naturalnie, bracia Strugaccy, Sheckley, Zelazny, Asimov, już wspomniani Lem i Sapkowski, Jack Vance, Paul Anderson, Ursula Le Guin, Glen Cook… nie no, wszystkich nie będę wymieniać, ale byłoby ich jeszcze masę. Całkiem niedawno do listy doszedł jeszcze Joe Abercrombie.

JM: Jakie książki podobne do Pańskiej może Pan polecić?

WN: Jeśli rzecz o moich książkach, to „Lichwiarza” już wspominałem. A co do książek w serii S.T.A.L.K.E.R. innych autorów, to, naturalnie, przede wszystkich książka Andrieja Lewickiego „Wybór broni” i jego „Łowcy mutantów”.

JM: Dziękuję za poświęcony czas!

WN: Dziękuję!

 


T195627.jpgNOCZKIN_CzerepMutanta_2D-mala.jpgNOCZKIN_LancuchPokarmowy5-768x1202.jpgNOCZKIN_OczyDiabla_2D-mala-1-1.jpg


Ślepa Plama:

Spoiler

Pierwsza rosyjskojęzyczna powieść z uniwersum S.T.A.L.K.E.R. przetłumaczona na język polski.

Tajemniczy sektor Zony

Ślepy jest chyba jednym z najbardziej pechowych stalkerów. A jednak to właśnie jemu zaproponowano, by został przewodnikiem wybitnego uczonego Dietricha van de Meera.

Dietrich nie płaci nazbyt hojnie i porywa się na niemalże samobójcze ryzyko – ale Ślepy, szczerze mówiąc, nie za bardzo ma w czym przebierać.

Wkrótce tej dość dziwnej drużynie przychodzi się zetknąć z cokolwiek nietypowym problemem – zbadaniem sprawy tajemniczych zniknięć stalkerów, wciąż ginących w jednym i tym samym sektorze Zony. Co takiego im się przydarzyło? Jaki spotkał ich los? Tego nie wie nikt.

Jedynym tropem Ślepego i Dietricha są pijackie opowieści byłego stalkera, przysięgającego na wszystkie świętości, że to właśnie tam znajdują się szczególnie bogate pola artefaktów…

Czerep Mutanta:

Spoiler

Nowe przygody stalkera Ślepego

Zona skrywa niejedną tajemnicę – czasami nie wystarczy do jej odkrycia intuicja czy logika, a wtedy przydaje się ślepy traf. Czego jak czego, ale tego stalkerowi Ślepemu jego Fortuna nie szczędzi.

Próbujący odpocząć u rodziny na Dużej Ziemi stalker trafia wbrew swej woli w sam środek szeroko zakrojonej operacji, realizowanej rękami najemników, ale stworzonej przez samych Gospodarzy Zony. Ukrywający się przed pogonią Ślepy zmienia tożsamość i chowa się w Głębokiej Zonie. Tam będzie musiał rozwikłać tajemnicę przestępstwa w obozie stalkerów, lawirować pomiędzy ścierającymi się frakcjami, znaleźć zabójcę, odnaleźć nietypowy artefakt, spotkać się z Chemikiem i Garsteczką.

Dziwne rzeczy dzieją się w Zonie, ścierają się ukryte siły, a Ślepy i jego towarzysze nagle okazują się być na pierwszej linii tej cichej wojny.

Łańcuch Pokarmowy:

Spoiler

Ślepy obiecywał sobie, że już nigdy więcej. Że to koniec, że on ze stalkerstwem skończył.
Ale zawsze jest ten ostatni raz.

Duża polityka z Dużej Ziemi wlewa się do Zony i stawia wszystko na głowie. Bandyci z wysypiska, zabójca z wielkiego miasta, Stwór z zapomnianego laboratorium... a w oku cyklonu nasz bohater, jak zwykle trochę zagubiony, ale z uśmiechem na ustach i głową pełną dykteryjek.

Po raz kolejny wkrocz ze Ślepym do Zony i zobacz, jak wygląda Jej łańcuch pokarmowy.

Oczy Diabła:

Spoiler

Żenia Pietrowna wpadła na genialny pomysł i okradła bank. Sprytnie, bezpiecznie i bez ofiar. Niestety, obrobiła z pieniędzy niewłaściwych ludzi i teraz musi na jakiś czas zniknąć z miasta. Musi tak bardzo, że przyłączenie się do ekspedycji ruszajacej do czarnobylskiej strefy zamkniętej staje się całkiem bezpieczniejszym wyjściem.

Budda i Tolik wędrują przez Zonę. Jako jedyni przeżyli masakrę brygady Zwornika i muszą szybko opracować nowy plan na najbliższą przyszłość. Pierwszy odruch, ruszać tam, gdzie są ludzie, wydaje się rozsądny. Wprawdzie spotkania z kolejnymi mutantami nie ułatwiają zadania, ale Zona znów była litościwa, udało się przeżyć. A nawet uratować i dostarczyć w bezpieczne miejsce przypadkowo znalezionego rannego.

Niestety jak wiadomo, żaden dobry uczynek nie pozostanie bez kary. Wizja względnego spokoju znika natychmiast, gdy ścieżki niepokornej Żeni i uduchowionego Buddy romantycznie przecinają się na pobojowisku urządzonym przez pseudogiganta.

 

 

Autor: Krzysztof Haladyn

Spoiler

29919878_1731312763595282_1140884464_n.jpg

Urodzony w 1983 roku we Wrocławiu. Z wykształcenia dziennikarz i specjalista public relations, zawodowo żadnej pracy się nie boi.
Szeroko pojętą literaturą zainteresowany odkąd uznał, że tata zbyt szybko zasypia czytając mu na dobranoc. Oprócz książek uwielbia gry, zarówno te na planszy jak i na monitorze. Nie gardzi także dobrym filmem.
Dwie wizyty w Strefie Wykluczenia wokół Czarnobylskiej AES przypłacił utratą owłosienia w górnej części czaszki, więc teraz chciałby jechać w jakieś bezpieczniejsze miejsce – myśli o Nowej Ziemi lub okolicach zakładów Majak.

Za kordon Fabrycznej Zony wdarł się przebojem z konkursu debiutantów. Po spektakularnym rajdzie przez Zonę ruszył do cyfrowego Polis – i cyberpunkową powieścią „Cyfrak” podbił serca kolejnych fanów.

Teraz wraca z poruszającym mariażem historii i magii w powieści „Ostatnie namaszczenie”.

 

Wywiad z Krzysztofem Haladynem:

Kolejny polski STALKER!

 

Kim jest Krzysztof Haladyn? O sobie mówi, że jest zwyczajnym stalkerem. W wolnych chwilach uprawia skateboarding, jeździ na nartach i jest zapalonym urban explorerem. Aktywnie działa w środowisku Pogan Wrocławskich.

„Na skraju strefy” to Twoja pierwsza wydana powieść. Pisałeś wcześniej do szuflady? A może gdzieś publikowałeś?

Pisać lubiłem od zawsze, przelewanie historii na papier sprawia mi przyjemność. Napisałem kilka tekstów do szuflady. Dwa opowiadania („Winda” oraz „Zona”) zostały bardzo dawno temu opublikowane w portalu CarpeNoctem.pl, ale dziś już ich tam nie znajdziecie. Kto wie, może kiedyś przetrząsnę szufladę i znów wypłyną na światło dzienne? Mój reportaż z wizyty w Zonie można też przeczytać w dwumiesięczniku „Zielona Planeta”, nr lipiec-sierpień 2013 roku. Pomysł na opowiadanie w uniwersum S.T.A.L.K.E.R. chodził za mną jakiś czas. Kiedy usiadłem do pisania okazało się, że wyszedł z tego właściwie wstęp do książki. W głowie kipiało, palce świerzbiły żeby jeszcze trochę postukać w klawiaturę. Właśnie wtedy Fabryka Słów ogłosiła konkurs „Stalkerzy do piór”. Postanowiłem wysłać tekst zaznaczając, że pracuję nad dalszym ciągiem. Historia spodobała się w wydawnictwie na tyle, że zaproponowano mi kontrakt.

Jaka była Twoja droga do wydania książki w Fabrycznej Zonie?

Zona fascynowała mnie od dziecka. Pochłaniałem filmy i książki na jej temat, na długie godziny wsiąkłem w S.T.A.L.K.E.R.a katowanego na starym pececie. „Ołowiany świt” Michała Gołkowskiego przeczytałem w jedną noc, pozostałe książki z tego uniwersum także dość szybko.

Byłeś w Czarnobylu dwa razy. Jak wpłynęło to na twoją twórczość?

Wizyta w Zonie była moim marzeniem. Zobaczyć strefę wykluczenia na własne oczy to niesamowite przeżycie. Klimat który tam panuje starałem się wykorzystać w mojej książce. Samotnie wchodzisz do piwnicy opuszczonego od niemal trzydziestu lat budynku, słyszysz terkotanie dozymetru i kapanie wody, wciągasz w płuca powietrze przesycone kurzem, stęchlizną i cholera wie czym jeszcze – takie przeżycia mocno stymulują moją wyobraźnię.

 Kiedy rozgrywa się akcja „Na skraju strefy”, w odniesieniu do innych książek z uniwersum?

Akcja „Na skraju Strefy” to okolice trzydziestej rocznicy Pierwszej Katastrofy. Uważny czytelnik z pewnością zauważy również krótkie odniesienie do jednej z książek Michała Gołkowskiego ;)

Główny bohater należy do kompanii karnej i, jak podejrzewam, jest Białorusinem. Nie bałeś się, że nadając głównemu bohaterowi inną narodowość, nie będziesz przekonujący? Jak sobie z tym poradziłeś w książce?

Fakt, narodowość głównego bohatera momentami była nieco problematyczna. Dopiero w trakcie pisania wychodzi, jak wiele szczegółów należy sprawdzić, żeby pozostać wiarygodnym. Chodzi tu przede wszystkim o drobne kwestie, jak na przykład marka papierosów, ale właśnie takie „drobnostki” często budują klimat (i sprawiają kłopoty). W tym miejscu muszę wspomnieć o nieocenionej pomocy redakcyjnej pani Doroty Pacyńskiej, której cierpliwość, bystre oko i profesjonalizm pozwoliły mi uniknąć niezliczonej ilości błędów debiutanta.

Ostatnio wybuchła moda na opisywanie szaleńczych kultów. To także typowy element postapokaliptycznego obrazka. Jak jest w „Na skraju strefy”?

W książce znalazło się kilka wątków w taki czy inny sposób związanych z religią, ale fabuła nie jest na nich oparta. Moim zdaniem, stalkerzy mogą otaczać kultem tak wiele bóstw (często klasyfikowanych według kalibru), że książka o wyznaniach w tym uniwersum mogłaby zamienić się w religioznawczą dysertację ;)

Co sprawiło Ci największą przyjemność podczas pisania? Tworzenie bohaterów? Opis świata przedstawionego? A może coś innego?

Pisanie samo w sobie jest dla mnie przyjemnością. Zwłaszcza kiedy mam naprawdę dobry dzień, myśli płynnie lądują na klawiaturze i czuję, że historia sama chce wyrwać się na światło dzienne. Tworzenie bohaterów, opisywanie świata czy inne elementy, to tylko fragmenty, jak części rozłożonego silnika. Każda jest istotna i jedyna w swoim rodzaju, każda ma swoje miejsce. Złożyć je razem, odpalić i usłyszeć miarową pracę (a czasem ryk na wysokich obrotach), to sprawia mi największą radość.

 Gdybyś mógł opisać swoją książkę w trzech słowach, jakich określeń byś użył?

Mam nadzieję, że dla różnych ludzi, te trzy słowa będą inne. Dla mnie to przede wszystkim Moja Pierwsza Książka. Wielu pewnie określi ją: Drugi Polski Stalker. Bardzo chciałbym, żeby pojawiły się określenia Czytałem Jednym Tchem lub Książka Warta Polecenia. W ostatnim czasie, moja rodzina i znajomi nazywali ją też niekiedy: Ciągły Brak Czasu ;)

Jaką książkę poleciłbyś czytelnikom na rozpoczęcie przygody z postapokalipsą?

Trudne pytanie. Naprawdę dobrych książek postapo przeczytałem tak wiele, że trudno wybrać tą jedną. Na pewno warto zapoznać się z książkami Michała Gołkowskiego, prekursora serii Fabryczna Zona. „Metro 2033” Dmitrija Głuchowskiego to również klasyka którą trzeba znać. Obowiązkową pozycją jest także „Bastion” Stephena Kinga, choć może nie na początek przygody. Duże wrażenie wywarły też na mnie „Samotność anioła zagłady” Roberta J. Szmidta, „Pandemia” Jany Wagner czy „Silos” Hugh Howey’a.

Dziękuję za rozmowę.


HALADYN_NaSkrajuStrefy.jpgHALADYN_NaSkrajuStrefy-T2_2D-mala.jpg
 

Na Skraju Strefy Tom 1:

Spoiler

„Broniąc granic Strefy bronisz wszystkich obywateli Ojczyzny”

Wojskowa kompania karna na skraju strefy to nie miejsce dla mięczaków.
Ale sprawy naprawdę komplikują się kiedy sierżant leży na biurku z przestrzeloną głową i pistoletem w ręce.
Plutonowy Petrenko , który go znalazł wypił szklankę wódki, zanim do niego dotarło , że wdepnął w niezłe gówno.
Wtedy jeszcze nie wiedział w jakie.
Ucieczka w Zonę, w rocznicę wybuchu reaktora to nie jest najlepszy pomysł, ale jeśli do ciebie kumple strzelają właściwie nie masz wyjścia.
Prawdziwa historia ze świata S.T.A.L.K.E.R.A jakiej nie powstydziliby się najlepsi autorzy.
Anomalie, bandy mutantów, zaginiony pociąg i cerkiew w środku zony pełna wyznawców, to tylko początek tej opowieści.
Karabin w dłoń , granat do kieszeni i w drogę.

Na Skraju Strefy Tom 2:

Spoiler

Zona, gdzie każdy przeżyty dzień jest świętem, każdy posiłek ucztą, a każda wypłata fortuną.

Kurz jeszcze dobrze nie opadł po rocznicowej emisji, a Sołdat już zdążył się przekonać, że ucieczka przed potwornościami kompleksu X-3 to dopiero początek. Znów przyjdzie mu zmierzyć się z niebezpieczeństwami Strefy, własnym lękiem i wątpliwościami, a czasy wojskowej kompanii karnej wydadzą się prawdziwą sielanką. Wprawdzie teraz nie jest już sam, lecz Zona to zazdrosna kochanka…

Strzelba pachnie prochem i rozgrzanym metalem, wizjer maski paruje, lepiej zmienić filtr. Rzuć mutrę i ruszaj.
Ostatnich gryzą ślepe psy.

 



Autor: Sławomir Nieściur 

Spoiler

ROB5578.jpg

Rocznik 1973. Z wykształcenia prawnik. Literaturą zafascynowany mniej więcej od siódmego roku życia, kiedy to po heroicznych bojach przedarł się przez znaleziony na strychu, doszczętnie sczytany i lekko nadgryziony przez myszy egzemplarz „Krzyżaków”. Pierwsze opowiadanie wystukał na tablecie za pomocą dotykowej klawiatury w spartańskich warunkach wsi polskiej bez dostępu do technologicznych udogodnień.
Popełnił wiele zbrodni, na razie tylko wirtualnych.
Miłośnik gier komputerowych, zapamiętały kinoman, trochę kociarz. Rozpoczynał swoją stalkerską przygodę, zagryzając płyn „Lugola” „pszczółką”.

Debiutował w 2016 roku powieścią „Wedle zasług” i od razu zyskał przychylność miłośników S.T.A.L.K.E.R.a.

Książka „Ostatniego zeżrą psy” (2017) tylko umocniła jego pozycję w Fabrycznej Zonie i zapewniła mu uwielbienie fanów. „Do zobaczenia w piekle” (2018) kończy na jakiś czas jego przygodę z Zoną.

Autor ma marzenie, by resztę życia spędzić gdzieś na Alasce, w wygodnym fotelu, z zapełnionym e-bookami czytnikiem, drzemiącym na kolanach kotem oraz kubkiem mocnej kawy w zasięgu ręki.

 

Wywiad ze Sławomirem Nieściurem:

ROZMOWA O WSZYSTKIM

 

Sławomir Nieściur zadebiutował w 9 września 2016 roku książką Wedle Zasług. Zapraszam do przeczytania wywiadu, w którym porozmawialiśmy o Zonie i nie tylko.

SN - Sławomir Nieściur
M- Mariusz 

 

M - Witam cię Sławku, zacznę od prostego pytania. Dlaczego akurat Zona? 

SN – Dzień dobry. Zona? Bo groźna, bo tajemnicza, bo niezbadana. Bo nikt nie wie, czemu jest, jaka jest. Ja natomiast uwielbiam eksplorować niezbadane światy. Im więcej w nich zagadek, tajemniczości, a nawet grozy, tym lepiej. Bo „Piknik na skraju drogi” - powieść, która obudziła we mnie niepohamowaną ciekawość, to niedające się nijak ugasić pragnienie poznawania świata. Powieść, która w pewnym sensie mnie ukształtowała. 

M - Napisałeś, że lubisz eksplorować, zdarza ci się wyjechać i chodzić po opuszczonych twierdzach[w Polsce ich nie brakuje] czy miastach widmo ? 

SN - Nie, nie, nie. To nie tak. Ja nie mam duszy eksploratora, w sensie włóczęgi po pustostanach. Bo jedyne co tam można znaleźć, to pustka i ślady po minionej chwale, a na mnie działa to cokolwiek depresyjnie. Poszukuję nieznanego, a tam tego nie znajdę.

M - Delikatnie zabiłeś moje kolejne pytanie, ale nieważne. Piknik na skraju drogi cię ukształtował - grzech przyznać, ale nie czytałem tej książki. Powiedz mi, książki z jakiego gatunku najbardziej? 

SN- Podwójne pudło. Niespecjalnie przepadam za fantasy. Nie oznacza to jednak, że jej nie czytam, co to, to nie. Uwielbiam Świat Dysku Pratchetta, pasjami czytałem Howarda, szanuję Tolkiena, a i to jedynie ułamek tego, co w życiu przerobiłem, i czym się zachwyciłem. Ale… Nie lubię Nibylandii, uwiera mnie, gdy opowiadana historia nie ma żadnego, choćby śladowego zakotwiczenie w MOIM wszechświecie, nie jestem w stanie zaakceptować magii jako sposobu na wyjście z każdej opresji. Bo mnie kręci tylko MÓJ wszechświat. Mój, czyli ten, którego jestem fragmencikiem, i który tak bardzo chcę poznać. A kryminały? Są dla mnie zbyt przyziemne. Po prostu. 

M - Na to pytanie nie musisz odpowiadać [dziwnie zabrzmiało]. Na końcu książki znajduje się twoja mini biografia i wynika w niej, że jesteś prawnikiem. Jakie jest uczucie, gdy czytasz kryminał i masz wykształcenie prawne? 

SN- Może Cię to zdziwi, ale od kiedy sam zacząłem pisać, stałem się bardzo, ale to bardzo wyrozumiały /śmiech/ Poza tym, lubię małe wpadki autorów, potknięcia, wtedy czuję, że historię opowiada mi ktoś żywy,,z duszą, z całym tym ludzkim bagażem niedoskonałości, sama zaś opowieść nabiera barw i jakby ożywa, przestają być samą suchą i perfekcyjną formą.
Innymi słowy, e, gdy napotkam nieścisłość, głupotkę jakąś, uśmiecham się albo i nie, czasami westchnę... i czytam dalej. I jest dobrze.

M - Pytanie zarówno do Sławka Pisarza jak i Sławka Czytelnika - wolisz narracje pierwszoosobową czy trzecio ? 

SN - Pisać wolę w trzecioosobowej. Przynajmniej na dzień dzisiejszy. Pomimo, iż jest trudniejsza, to pozwala mi zrealizować moje aktualne założenie narracyjne, a mianowicie trzymania się z dala od głów bohaterów i trzymanie się na od nich na dystans. Mówiąc po ludzku, wrzuciłem chłopaków do Zony i pozwoliłem im działać po swojemu. Sam zaś biegam z kamerą wokół nich, razem z nimi, czasami za nimi, i filmuję. I niech się dzieje, co chce.
Jeśli chodzi o czytanie, to zasadniczo jest mi wszystko jedno. Pierwszo-, czy trzecio osobowa, to nie ma znaczenia. Liczy się tylko opowieść. 

M - odpowiedziałeś tak jak chciałem .
Jak wygląda w twoim przypadku proces tworzenia ?
Piszesz plan zdarzeń, wyznaczasz 4 główne punkty, które na pewno muszą się wydarzyć czy raczej lecisz ,,na żywioł" ? 

SN- Żywioł, absolutny i totalny. Tak jak wspomniałem wcześniej, ustawiam figurki na planszy i patrzę, co się wydarzy. Nie znam zakończenia i nie chcę go poznać. Gdybym je wcześniej wymyślił, nie dokończyłbym pisać. Straciłbym po prostu zainteresowanie. To samo dotyczy planu, konspektu, generalnie wszystkiego, co sam sobie z wyprzedzeniem opowiem. Jako że niejednokrotnie piszę scenami, katorgą później jest dla mnie jest łączenie scenek w całość, owo słynne dopisywanie środka - nudzę się wtedy niemiłosiernie, piszę na siłę, z niechęcią wręcz, bo przecież wiem, co będzie dalej.

M - Jak duża była ingerencja redaktora w treść Wedle zasług ? 

SN - Nie aż tak duża, jak się obawiałem. Konstrukcja, fabuła, cały podstawowy budulec pozostał nienaruszony, niemniej uwag troszkę było.

M - Póki jesteśmy przy pisaniu [jeszcze dwa pytania i cię nie męczę]. Pisanie to talent czy umiejętność ? 

SN - Moim zdaniem, talent. Tego nie można się nauczyć. Owszem, można szlifować, doskonalić, ale najpierw trzeba mieć w sobie to coś. 

M - Do poziomu średnio ogarniętego licealisty każdy może dojść. Kiedy najlepiej ci się pisze ? Musi być odpowiedni klimat czy raczej - mam czas to pisze ?

SN - W moim przypadku muszą zaistnieć jednocześnie trzy czynniki. Miejsce, czyli biurko, przy którym piszę; czas, w sensie, że wszystko inne mam na daną chwilę odhaczone oraz chęć. Jeżeli nie mam ochoty pisać, to choćbym siedział i pół dnia przed monitorem, nie napiszę ani jednego zdania, a nawet jeżeli napiszę, to następnym razem i tak je wykasuję, bo wydaje mi się mdłe i nijakie. 

M - Możesz coś zdradzić odnośnie ,,Ostatniego gryzą psy" ? Czego możemy się spodziewać ? 

SN - Jest kontynuacją Wedle Zasług, ale kontynuacją specyficzną, tzw. śródquelem. Wydarzenia w niej opisane dzieją się w „międzyczasie”, wypełniając nieco lukę chronologiczną z części pierwszej. Zapewne pamiętasz z Wedle Zasług polowanie na wilki, wyprawę Mietkina i spółki do Jantaru oraz ucieczkę myśliwych ze Strefy, w stronę zdawałoby się bezpiecznego Gubina?
"Ostatniego gryzą psy" jest kontynuacją tychże wątków. Jest również moim prywatnym hołdem dla samosiołów, tych samotnych, starszych ludzi, którzy postanowili dożyć w Strefie swoich dni. Napisałem ją po trosze z potrzeby serca. 

M- Sławku przedłużę odrobinę wywiad i już na koniec lekkie pytanie. Czyje książki wolisz; Krzyśka Haladyna czy Michała Gołkowskiego ?

SN - Myślę, że Krzysiek się nie obrazi, jeżeli powiem, że Michała /śmiech/ „Ołowiany świt” pomimo tego, iż Autor konsekwentnie twierdzi, jakoby była to jego jego najsłabsza książka, dla mnie nieustająco pozostaje najlepszą książką w uniwersum Stalkera.

M- Pytanie czysto osobiste, jak wspominasz konwent cytadela ? Mieszkam w Modlinie Twierdza i ciekawi mnie czy mój region cię zainteresował. 

SN – Wspominam bardzo, ale to bardzo ciepło. To był chyba najfajniejszy konwent, w jakim kiedykolwiek miałem okazję uczestniczyć. Sam miejscówka miała w sobie niesamowity klimat, a i ludzie, których tam spotkałem, jeszcze to moje zauroczenie podkręcili. Podobało mi się tam bardzo, 
powiem więcej, z utęsknieniem czekam na kolejną edycję Cytadeli. Poważnie mówię.

M -Jestem wiernym fanem Krzyśka, zresztą znasz moje podium 1.Haladyn 2.Nieściur 3.Gołkowski Dziękuję ci za ten wywiad i polecam się na przyszłość. Napisałbyś krótkie pozdrowienie dla czytelników

SN – Kochani, dobrej Wam Zony! 


NIEŚCIUR_Wedle-zasług-frontWWW-1.jpgNIEŚCIUR_OstatniegoZeżrąPsy-09-768x1200.jpgNIESCIUR_DoZobaczeniaWPiekle_2D-malaramka.jpg
 

Wedle Zasług:

Spoiler

Wiosną 2006 roku Czarnobylska Strefa Wykluczenia przypomina rezerwat dzikiej przyrody. W istocie jednak jest ogromnym poligonem badawczym.

Kiedy dochodzi do katastrofy, tereny wokół elektrowni przekształcają się w najeżone anomaliami piekło – Zonę. To w niej znajdują schronienie przypuszczalni jej sprawcy, zaś dekadę później rozpoczyna się ostatnia runda śmiertelnej rozgrywki. Starcia, w którym drapieżnik staje się zwierzyną, a zwierzyna – drapieżnikiem.

Brawurowo opowiedziana, eksploatująca nowe wątki historia z uniwersum S.T.A.L.K.E.R. –a.

Ostatniego Zeżrą Psy: 

Spoiler

Myślisz, że widziałeś już wszystko, ale Zona potrafi zaskoczyć…

Elektronika wysiada, nad Strefą wisi łuna niewiadomego pochodzenia, pojawiający się znikąd ogień trawi sprzęt, który – wydawałoby się – przetrwa najgorsze.

Coś się porobiło… ze wszystkim.

Badania nad mutacjami, a co za tym idzie dziesiątki sterowanych emisji, wymykają się spod kontroli.

Myśliwi mają szansę odkryć prawdę, ale jak mówił Lenin: Abstrakcyjnej prawdy nie ma, prawda jest zawsze konkretna.

Do Zobaczenia w Piekle:

Spoiler

Mówią, że kto sieje wiatr, zbiera burzę. Kola powinien był o tym pamiętać. Gdyby nie zapomniał może nadal by żył, podobnie jak wszyscy pozostali członkowie jego kompanii.

Zona nie wybacza błędów, nie przymyka oka na niedociągnięcia i nie okazuje cierpliwości byś miał czas nauczyć się co i jak. Jeśli nie wypatrujesz wystarczająco bystro- giniesz. Jeśli nie idziesz wystarczająco ostrożnie- giniesz. Jeśli nie biegasz wystarczająco szybko- giniesz. Za to każdy kończący się dzień to jeden wróg mniej i kolejny powód do świętowania- bo jednak Ty nadal żyjesz.




Autor: Joanna Kanicka

Spoiler

14264084_1189053474451391_990711549969832685_n.jpg

Studentka kierunku kultura i praktyka tekstu, urodzona w 1995 roku we Wrocławiu. Fascynację uniwersum S.T.A.L.K.E.R.a wiąże z miłością do zapomnianych miejsc i języka rosyjskiego. Uwielbia samotne podróże i dobrą muzykę, czasami pójdzie też postrzelać z wiatrówki. Otwarta na nowe doświadczenia – żałuje, że życie jest zbyt krótkie, by spróbować wszystkiego. Poza tym typowy nocny marek; wena najczęściej przychodzi do niej po kryjomu, gdy wszyscy sąsiedzi już śpią.


KANICKA_BagnoSzaleńców_OKLADKA_02-1-768x1199.jpg
 

Bagno Szaleńców:

Spoiler

Wszyscy wiedzą, że po Zonie należy się spodziewać niespodziewanego a najbardziej zadziwiające dziwy nie powinny dziwić. A jednak, gdy przez okno na 1 pietrze wpada w środku dnia artefakt zwany „księżycówką” Zielony i Łazik są bardzo zdziwieni. Nawet doświadczeni stalkerzy czasem dębieją. Wyjaśnienie niecodziennego zjawiska przychodzi bardzo szybko, wraz z niejakim Kosą i serią z karabinu. Jak to w Zonie.

 

Wydarzenie, które początkowo wydaje się niespodziewanym uśmiechem losu przeradza się w kolejny rajd w głąb Zony. A wszystko przez jednodniowy wypad po artefakty.

 

 

Autor: Jacek Kloss

Spoiler

Jacek-Kloss-©Joanna-Obara.png

Młody wielbiciel Zony z Lublina.
Jako dziecko marzył, by zostać żołnierzem. Ostatecznie został tłumaczem, ale marzenie z dzieciństwa nie umarło, skanalizowało się jedynie w innej formie. Jacek jest zaangażowanym członkiem Lubelskiej Zony, czyli grupy wielbicieli i odtwórców uniwersum S.T.A.L.K.E.R.a

Uwielbia żeglarstwo, kendo, wypady na strzelnicę i gorzką herbatę pitą w domowym zaciszu.
Sam o sobie mówi, że jest autonomiczną machiną autoironii. Może dlatego w rubryce „znaki szczególne” wpisał: pompa insulinowa.

Gdy już zarobi krocie na swoich bestsellerowych powieściach, będzie jeździł Astonem Martinem DB6, Jaguar F Type albo Chevroletem Impala z ’67.


KLOSS_ZiemiaZlychUrokow-OKLADKA-cmykp-lakier-2-768x1201.jpg
 

Ziemia Złych Uroków Tom 1:

Spoiler

Ostatnia wyprawa chyba wyczerpała pokłady szczęścia Kojota - mógł zginąć w anomalii, ale trafiło na kogoś innego. Ta sama anomalia pomogła mu wyjść cało z ataku mutanta. Pocisk, który powinien urwać mu nogę, ledwie go drasnął. To powinno dać mu do myślenia, bo przecież nie można ciągle wygrywać. A może sam zasabotował swoje powodzenie zadawaniem nieodpowiednich pytań? Tak czy inaczej, fart Kojota właśnie go opuścił. Więcej- wyszedł trzaskając drzwiami a Kojota zostawił sam na sam z żołnierzami z Kordonu. Dla stalkera to towarzystwo równie miłe, co wataha ślepych psów. A jeśli całe spotkanie kończy się złożeniem propozycji nie do odrzucenia i wycieczką do Zony na zlecenie wojska, to wniosek może być tylko jeden.

Kojot właśnie wpadł w szambo. Po szyję.

 

 

Autor: Roman Kulikow

Spoiler

1-1.jpg

Kulikow Roman Władimirowicz – rocznik ’76, urodzony w równie pięknym, co mało znanym mieście Penza w Rosji.

Związany z pisaniem i literaturą od 2003 roku, kiedy zwyciężył w konkursie organizowanym przez wydawnictwo “Eksmo” oraz znaną jako twórca serii S.T.A.L.K.E.R. firmę GSC Game World. Już w 2005 roku zadebiutował pierwszą pełnoprawną powieścią military fiction “Spacer Limy”, od której zaczęła się jego popularność wśród czytelników rosyjskojęzycznych.

Nominowany oraz laureat szeregu nagród literackich; jego powieść “Powrócić do nieba” z serii “Anabioza” została okrzyknięta najlepszym projektem fantastyki roku 2011 oraz nominowana do nagrody Złotej Strzały w kategorii “najlepszy protagonista”


Więzy-zony.jpgsztychh.jpgdwa_mutanty-large.jpg.6eb497123cd43fff2560a1d1cca8f298.jpg

Więzy Zony: 

Spoiler

Zona obcych nie lubi, a swoich... swoich rzadko kiedy wypuszcza.

Krzemień raz już zdecydował, że wraca do normalnego życia. Wraz z dwoma przyjaciółmi wyszedł z Zony, sprzedał towar i ponownie zaczął nazywać się Aleksiejem Kożewnikowem, pracującym jako brygadzista na zakładzie remontowym. Znów został kochającym mężem i ojcem.

Jednak Zona przypomina o sobie nawet z daleka.

Krzemień nie ma wyboru i wraca na dawne ścieżki, aby ratować syna. Tam, za Kordonem, już czekają jego wrogowie, jego przyjaciele, jego sojusznicy, jego przeciwnicy – Zona potrafi zmieniać bieguny dobra i zła, często bawiąc się ludzkimi losami w sobie tylko wiadomym celu.

Stalker, walczący o coś więcej niż własne czy cudze życie.
Agent służb specjalnych, prowadzący akcję pod przykrywką.
Młody, nieszczęśliwie zakochany biznesmen.
Bandyta, który najwyraźniej zawarł pakt z wysłannikami samego Diabła.

Co może ich łączyć?
Nic.
Albo i wszystko.

Co Zona zwiąże, człowiek nie jest władny rozdzielić.

Sztych:

Spoiler

Szczęście w nieszczęściu – tak można najkrócej opisać sytuację kapitana Aleksieja Siennikowa.
Trafił pod mentalny atak kontrolera, a jednak cudem przeżył. Co jednak warte jest życie, wykastrowane z najsilniejszych emocji?
Jak wegetować w cywilu, kiedy to COŚ zostało tam, za kolczastym drutem, w Zonie?

 

Minął rok. Przewrotny los znów rzuca naszego kapitana za Kordon – wbrew jego woli i wbrew zamysłom ludzi, snujących szeroko zakrojone intrygi.

 

Czy Aleksiej ujdzie cało, ratując przy okazji dwóch przypadkowych towarzyszy? Szanse na to gwałtownie spadają, gdy śladem całej trójki ruszają łowcy z każdej chyba strony konfliktu…

Dwa Mutanty:

Spoiler

Godzina próby minęła, nadszedł czas wytchnienia. Czas leczenia ran i błogosławionej, spokojnej codzienności.
Jednak sielankowy piknik nad jeziorem nie potrwa długo. Kret powinien był pamiętać, że żaden dobry uczynek nie pozostanie bez kary. I właśnie nadszedł czas kary, zemsty i ostatnich szans.
Towarzysze, którzy wynieśli cało głowy z niejednej awantury, będą musieli stawić czoła atakowi, którego siła nie daje zbyt wielkich szans na przetrwanie. A gdyby jednak im się udało, Zona przygotowała jeszcze jedną niespodziankę.

 

 

Uniwersum Survarium: 


Autor: Andriej Lewicki

Spoiler

lewicki.jpeg

Człowiek Zony.

Dzieciństwo spędził w Czarnobylu. Po Katastrofie zdarzało mu się wielokrotnie odwiedzać teren Zony, nocując w porzuconych wsiach i miasteczkach, ukrywając się przed patrolującą Strefę ukraińską milicją. Właśnie to doświadczenie zaowocowało w trakcie pracy nad tworzeniem scenariuszy do gry „S.T.A.L.K.E.R. – Zew Prypeci” i jego obecnej działalności w projekcie Survarium.

Opublikował (również we współpracy z innymi autorami) ponad 40 powieści, 10 mikropowieści i kilkadziesiąt opowiadań.

Pisarz chętnie sięga po książki Lema i Sienkiewicza, ogląda filmy noir z lat 40. i 50. oraz słucha czarnego bluesa i starego dobrego rocka.

Najlepiej czuje się w górach z laptopem i termosem kawy, pisząc kolejny rozdział książki


LEWICKI_LowcaZLasu_2D-mala.jpg
 

Łowca z Lasu:

Spoiler

Wejdź do Survarium i zmierz się z krwiożerczą Matką Naturą.

XXI wiek. Ziemia powstała przeciwko człowiekowi, aby go zniszczyć.

Na planecie pojawia się przerażająca bio-anomalia – Las pełen zmutowanych roślin i zwierząt. Nieliczni dają radę przeżyć w nowym świecie pełnym agresywnych mutantów i odmienionej przyrody. Ludzie formują bandy, klany i zgrupowania, walczące o resztki pozostałe po upadku cywilizacji. Łowca, Stas Łogin, balansując pomiędzy życiem a śmiercią w pojedynkę stawia czoła bandzie półdzikich koczowników, próbując rozwikłać zagadkę złowieszczego Poligonu Śmierci.

Nawet jeśli wszyscy są przeciwko tobie – nie znaczy to, że nie masz racji.

 

 

Autor: Wiktor Noczkin:

NOCZKIN_WektorZagrozenia_2D-mala.jpg
 

Wektor Zagrożenia:

Spoiler

Survarium - duchowy spadkobierca S.T.A.L.K.E.R.a

Świat przyszłości, w którym ziemia powstała przeciwko człowiekowi, aby go zniszczyć.

Na planecie pojawia się przerażająca bio-anomalia – Las pełen zmutowanych roślin i zwierząt. Nieliczni dają radę przeżyć w nowym świecie pełnym agresywnych mutantów i odmienionej przyrody. Ludzie formują bandy, klany i zgrupowania, walczące o resztki pozostałe po upadku cywilizacji.

Włóczęga Aleks wbrew swej woli wplątuje się w poszukiwanie sekretów porzuconych laboratoriów naukowych. Naprzeciw siebie stają oddziały Czarnego Rynku oraz Armii Odrodzenia, chcące posiąść na własność odpowiedź na zagadkę z przeszłości...

Krwiożercza siła Matki Natury kontra natura człowieka

 





Uniwersum Antymir: 



Autor: Andriej Lewicki

Antymir_front-1.jpgLEWICKI_Wojna-OKLADKA-v4-1.jpg
 

Wstęga:

Spoiler

Nazywa się Paweł Nowickij. Żołnierz i przewoźnik rzeczy podejrzanych, przemytnik narkotyków, bohater wojny i Ojczyzny. Ocknął się sam, w sercu sekretnego Kompleksu, do wtóru wycia syreny alarmowej.
Wokół niego – tylko ciała towarzyszy.
Czerwony blask lamp awaryjnych.
I pustka w głowie.
Kompleks stoi przy samym Kordonie, gigantyczną ścianą opasującym przedziwną i śmiertelnie niebezpieczną Ziemię Utraconą. Nasz bohater zmuszony jest do wyjścia z Kompleksu i wyruszenia w długą podróż poprzez niegościnne terytorium. Myślicie, że gra toczy się o losy kraju, czy nawet świata? Gdyby tylko tyle! Mówimy tu o ciągłości całego kontinuum czasoprzestrzennego, które nagle zależy od decyzji i czynów jednego człowieka.

Wojna:

Spoiler

Już myśleli, że mają zwycięstwo w zasięgu ręki.

Wiedźmak dostał się do Zagubionego Miasta, a oni deptali mi po piętach. Tylko skąd mieli wiedzieć, że miasto jest tylko nieistotnym punktem przerzutowym, a szaman wybiera się o wiele, wiele dalej?

"Dalej" - czyli dokąd w ogóle? Czy może być coś jeszcze bardziej tajemniczego, zakazanego i nieznanego, niż owiane legendami centrum Sektora?

Okazuje się, że tak. Były żołnierz Garsteczka, zabójca i najemnik Czerwony Kruk oraz uwięziony w ciele mutanta Chemik już wkrótce też to zrozumieją.
Zrozumieją - ale nie pojmą.

Bo czegoś TAKIEGO po prostu nie mogli się spodziewać.

 

Świetnie zarysowane sylwetki różnych postaci, nie tylko tych pierwszoplanowych; ciekawa fabuła, mimo obfitego korzystania ze schematów; żywy, iskrzący i daleki od uniwersyteckiego, choć pozbawiony wulgarności język; atrakcyjny humor; udana atmosfera powieści. To solidnie napisana książka rozrywkowa, taka, którą się chłonie - jak płuca wytrwanego biegacza chłoną smogowe opary. Nie ma tu miejsca na niespokojne eksperymenty literackie, jest przyjemność lektury i szybkie przewracanie kartek w poszukiwaniu ulubionego ciągu dalszego.





Uniwersum Kompleks 7215



Autor: Bartek Biedrzycki

Spoiler

Bartekbiedrzycki.jpeg

Pod wieloma względami jest reliktem. Urodził się w latach 70., ale ludowa rzeczywistość, do której wychowywano go w latach 80. nigdy nie nadeszła. Grał w gry na 8-bitowym Atari, a klocki Lego znał głównie z Pewexu.

Był nauczycielem i żołnierzem, pracował w nocnych klubach i telewizji, w końcu rzucił wszystko i poszedł robić do prywatnej korporacji.

Fantastykę poznał dzięki przygodom pilota Pirxa, ale zaczytywał się także w wielotomowych sagach fantasy. Zanim zaczął publikować książki, pisał i wydawał komiksy, zajmował się publicystyką oraz nagrał kilkaset audycji mówionych.

Lubi mięso, robienie zdjęć i rozbiórki mostów drogowych.

Autor pierwszej polskiej powieści postapokaliptycznej osadzonej w tunelach warszawskiego metra i przyległych do niego schronów.

 

BIEDRZYCKI_Kompleks7125_2D-mala.jpgBIEDRZYCKI_StacjaNowySwiat_2D-mala.jpgBIEDRZYCKI_DworzecŚródmieście-11-768x1199.jpg
 

Kompleks 7215:

Spoiler

Warszawskie metro dwie dekady po wojnie atomowej

Po globalnym konflikcie termonuklearnym w podziemiach zrujnowanej aglomeracji warszawskiej żyją ludzie. Chowają się przed radiacją, mutantami i innymi zagrożeniami, które sprawiły, że życie na powierzchni przestało być już możliwe.

Borka, najemnik-intelektualista z sojuszu Kryształowy Pałac, dowódca oddziału stalkerów, podejmuje absurdalną misję odnalezienia Atomowej Kwatery Dowodzenia w Puszczy Kampinoskiej i wyrusza ze swoją drużyną w podróż na północ pierwszej linii metra, do ostatniej stacji i dalej…

Prawdziwa gratka dla miłośników ZONY, literatury wojennej i militariów.

Stacja Nowy Świat:

Spoiler

Wojna wygnała ludzi z Warszawy, zostali tylko ci, którzy zdążyli zejść pod ziemię. Ocaleni w tunelach, na stacjach i podziemnych dworcach wiodą trudny żywot w mroku, zimnie i wilgoci, walcząc o jedzenie i kąt do spania.

Na Ursynowie swoją domenę buduje emerytowany kapitan wojska polskiego, pod Wisłą realizuje swoje ambicje kapral-dezerter. Zachowawczy stary wyga i agresywny młody wilk – stołeczna kolej podziemna jest dla nich dwóch za mała, a starcie takich charakterów musi skończyć się wielką wojną. Wojną w tunelach, wojną na peronach, wojną w ruinach wymarłego miasta, gdzie pośród zwiadowców, stalkerów i kobiet-wojowniczek bohaterem może stać się każdy. Nawet mały chłopiec…

Poznaj legendę warszawskiego metra, dowiedz się, za co zginął Licznik, czemu Przymierze nazywane jest Ostatnim i dlaczego Madonna Tuneli patronuje właśnie stalkerom!

Dworzec Śródmieście:

Spoiler

Warszawa po Zagładzie. Ludzie żyją na podziemnych dworcach, w piwnicach, w zapomnianych przejściach. Śmieją się i płaczą, kochają i nienawidzą, czekają, nie wiedząc na co, szukają rzadko wiedząc czego. Żyją i umierają. Ale czasem, kiedy śmierć jest zbyt gwałtowna, krucha równowaga i prowizoryczna umowa społeczna zostają naruszone.

Czy po wojnie atomowej nie ma już dobrych ludzi? Czy każdy człowiek, nawet ten z pozoru najlepszy, ma w sobie utajonego zbrodniarza, który za godziwą zapłatę zrobi wszystko? Ile warte jest w takim świecie życie - brata, męża, syna...

Napisana z wielkim rozmachem kulminacja przygód rudobrodego stalkera Borki z Kryształowego Pałacu, pokazująca życie Warszawy poza systemem stołecznego metra od chwili Zagłady, aż po czasy najnowsze. Klucz do zrozumienia wydarzeń trylogii warszawskiej, odkrywający wszystkie tajemnice i misterną siatkę powiązań między pozornie nieznajomymi bohaterami.




Autor: Dominika Węcławek

Spoiler

Dominika_Węcławek_podczas_premiery_książki__Stacja_Nowy_Świat_.jpg

Jest wiedźmą – i to nie plotka. Pochodzi z tradycyjnego regionu pełnego tuneli i podziemi. Ma w żyłach śląską krew z domieszką węgla – urodziła się w mrocznym Sosnowcu (i przetrwała), tylko po to, by przez kolejne lata tułać się z rodziną po Polsce. Bo jak twierdzi znacznie przyjemniej jest szukać nowych dróg do szczęścia, niż przekroczyć ostatecznie metę.
Skończyła studia filozoficzne na UKSW. Jest współautorką pierwszej polskiej antologii hiphopowej wydanej przez Narodowe Centrum Kultury. Przez wiele lat pracowała w gazetach i czasopismach przepytując setki znanych artystów i innych utalentowanych ludzi. Współpracowała m.in. z Życiem Warszawy, Machiną, Przekrojem, National Geographic Traveler. Pisuje reportaże z kraju i ze świata. W wolnym czasie szlaja się po pustostanach, bunkrach i poligonach. Zawsze znajdzie sobie jakiś miły schron, nawet na paskudnie słonecznej Malcie.
Chciała być kierowcą Kołowego Transportera Opancerzonego Rosomak, ale została autorką książek postapo, co czyni każdy kolejny dzień lepszym (bez użycia kałasznikowa).

upadla-swiatynia-b-iext66622162.jpg

Upadła Świątynia:

Spoiler

Dwie dekady po Zagładzie skuta lodem i pogrzebana pod radioaktywnym śniegiem metropolia wydaje się być martwa. Przyroda jednak nie znosi próżni. Pojawił się ktoś, lub coś, co wabi do siebie ocaleńców, skazując ich na śmierć. Z samego serca stołecznego metra wyrusza więc specjalna ekspedycja. Jej członków łączy niewiele, a różni niemal wszystko. Przeprawa przez wyklęte rewiry, nawiedzone pustkowia i mroczne podziemia okaże się prawdziwym wyzwaniem. Na szczęście rozkazy generała są jasne: dotrzeć do prawdy, nie dać się zabić, wszystkie zagrożenia eliminować bez pytania. Pozostaje tylko jedna wątpliwość, czy aby na pewno na uwadze władz jest dobro całej społeczności Tuneli?

 

 

 

  • Super 1
  • Dodatnia 8
Link to comment
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.
Note: Your post will require moderator approval before it will be visible.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

 Share

×
×
  • Create New...

Important Information

By using this site, you agree to our Terms of Use.

Comunity